Szybkie zdobycie gola i skupienie się na defensywie – Zagłębie Lubin znamy już z takich sztuczek. Drużyna Leszka Ojrzyńskiego jest niemalże stworzona do takiej gry. Korona Kielce miała piłkę, atakowała, ale nie umiała minąć wszystkich przeciwników i stworzyć sobie groźnej sytuacji.
W statystykach na koniec pierwszej połowy po stronie Zagłębie Lubin nie ujrzeliśmy odnotowanego żadnego celnego strzału. Miedziowi potrafili sobie jednak stworzyć szansę na gola, a nawet jednego zdobyli. Długa piłka na lewe skrzydło przeszła Norberta Barczaka, dzięki czemu opanować zdołał ją Marcel Reguła. Przebitkę z interweniującym wślizgiem Slobodanem Rubežiciem zawodnik gości wygrał, a następnie oddał strzał. Piłka trafiła w Ariela Mosóra, zmieniła swój tor lotu i wpadła do siatki.
Nie była to jednak jedyna taka sytuacja, bo stoper Korony Kielce dość często przyjmuje na ciało strzały przeciwników. To samo uczynił już w bardziej zaawansowanej fazie meczu, gdy – tym razem dobrze – odbijał uderzenie Reguły. Wyręczył tym samym Xaviera Dziekońskiego, który mógłby być zaskoczony dobitką po słupku Mateusza Dziewiatowskiego.
Korona nie zagroziła poważniej bramce Zlatana Alomerovicia, choć piłkę miała znacznie, znacznie częściej. Na czarno ubrani podopieczni Roberta Kolendowicza z łatwością utrzymywali się przy piłce na połowie rywala, próbowali grać po obwodzie, lecz mieli problem ze znalezieniem luki w szczelnie zestawionych liniach obronnych. Zagłębie to mistrzowie gry w defensywie, a taka sytuacja była dla nich jak woda na młyn. Urazem grę defensywną okupił Michał Nalepa, z powodu ryzyka czerwonej kartki w przerwie swój występ musiał zakończyć także Roman Yakuba.
Przed Koroną stało trudne zadanie, bo mieli 45 minut, aby ukąsić gospodarzy. Na pewno można powiedzieć, że po wznowieniu gry częściej coś działo się pod bramką Zlatana Alomerovicia. Czy faktycznie Serb musiał się obawiać o utratę czystego konta? Na początku ze pewnością nie. Brakowało elementy zaskoczenia, przewagi na skrzydłach nie potrafili zrobić ani Camilo Mena, ani Michael Ameyaw. Środek funkcjonował nieźle, lecz tam koncentracja defensorów w pomarańczowych trykotach była największa. Oglądaliśmy więc bicie głową w mur, zaś z czasem na boisku robiło się trochę agresywniej. Niestety, nie jeśli chodzi o sytuacje bramkowe. Zagłębie nie rwało się do ofensywy, przez co Reguła raz próbował zaskoczyć Dziekońskiego strzałem jeszcze ze swojej połowy.


