Premier League 2026 to futbol stałych fragmentów gry

Choć zasady gry w piłkę nożną ciągle pozostają niemal te same (z drobnymi korektami), to dyscyplina ciągle się zmienia i ewoluuje. Każdy okres w futbolu rządzi się pewnymi trendami. W obecnym sezonie widzimy zdecydowany wzrost znaczenia stałych fragmentów gry, a ligą wyznaczającą drogę, którą podąża piłka nożna, jest Premier League. Dlaczego tak się stało i czy to dobry kierunek dla atrakcyjności futbolu?

Stałe fragmenty gry ważne jak nigdy wcześniej

Stałe fragmenty gry zawsze były ważnym elementem w piłce nożnej, ale w ostatnich latach widzimy jeszcze mocniejszy nacisk na ich skuteczne egzekwowanie przez niemal każdy zespół. Jak wyliczył portal BBC Sport, po 28. kolejce Premier League 27,5% goli w obecnym sezonie padło po stałych fragmentach gry (nie licząc rzutów karnych), co jest wynikiem wyraźnie wyższym niż w każdym z pięciu ostatnich rozgrywek ligowych oraz drugim najwyższym w historii Premier League po sezonie 2009/10 (28,5%). Kluby natomiast do perfekcji starają się dopracować rzuty rożne. Po dośrodkowaniach piłki z narożnika boiska padło w trwającym sezonie 17,6% goli i jest to najwyższy odsetek w erze Premier League. W aspekcie tym bryluje lider tabeli. Arsenal, strzelając 16 goli, wyrównał już rekord jednego sezonu w liczbie bramek po rzutach rożnych (taki sam wynik mieli Oldham w rozgrywkach 1992/93 oraz West Brom 2016/17), a 9 trafień Kanonierów na wagę zwycięstwa w ten sposób to rekordowy rezultat.

REKLAMA

Arsenal w stałych fragmentach gry znalazł element, gdzie można zbudować przewagę nad konkurencją. Ich sposób wykonywania rzutów rożnych – dokręcane dośrodkowanie w pole bramkowe – stał się już charakterystyczny w całej lidze. Sky Sports wyliczyło, że w obecnym sezonie znacznie wzrosła liczba rzutów rożnych zagrywanych w pole bramkowe przeciwnika (średnio 4,81 na mecz, gdzie jeszcze pięć lat temu wynosiła 2,91). Kluby zdecydowanie częściej decydują się także na dośrodkowania dochodzące do bramki, a nie odchodzące, ponieważ w ten sposób wykonują aż 84% kornerów. Charakterystyczne dla rzutów rożnych jest także rozmieszczenie zawodników. Zespoły dostrzegły, że najbardziej efektywne jest ustawienie jak największej liczby graczy bardzo blisko bramki przeciwnika i utrudnianie golkiperowi wyłapania dośrodkowania. W ostatnich dwóch sezonach średnia liczba zawodników w polu bramkowym przy rzucie rożnym wzrosła z 7,5 do 10,5.

Mecz Arsenalu z Chelsea symbolem obecnych trendów w Premier League

Symbolem kierunku, w jakim zmierza obecnie najsilniejsza liga świata, był mecz Arsenalu z Chelsea w ostatni weekend. Starcie pomiędzy dwoma czołowymi zespołami – pretendentem do tytułu oraz zespołem walczącym o awans do Ligi Mistrzów – rozstrzygało się na rzuty rożne. Wszystkie trzy gole padły po zagraniach z narożnika boiska (dwa dla Arsenalu, jeden dla Chelsea) zagrywanych poprzez dochodzące dośrodkowanie w pole bramkowe. Bardzo dużo mówi też, że dla Kanonierów obie bramki strzelili obrońcy (Saliba i Timber), a Chelsea trafiła po samobóju. Co więcej, przy każdym golu ostatni kontakt z piłką zanotował zawodnik drużyny broniącej (przy bramkach Kanonierów dwukrotnie futbolówka zmierzająca do bramki odbiła się jeszcze od Mamadou Sarra), co jest coraz częstszym zjawiskiem przy obecnym sposobie wykonywania rzutów rożnych, gdzie atakujące zespoły tworzą ogromny tłok blisko bramki przeciwnika.

Oczywiście, gole ze stałych fragmentów gry padały zawsze, nie raz rozstrzygały o wyniku w najważniejszych spotkaniach, ale nie były aż tak mocną bronią. Jeśli przypomnimy sobie rywalizacje Manchesteru City Pepa Guardioli z Liverpoolem Jurgena Kloppa nie trudno dojść do wniosku, że mecze pomiędzy czołówką wyglądały wówczas inaczej. W 16 ligowych meczach pomiędzy tymi zespolami padły zaledwie dwa gole po rzutach rożnych, czyli… mniej niż w ostatnim spotkaniu Chelsea z Arsenalem.

Co sądzą o tym trenerzy?

Dla wielu kibiców obecne trendy nie są atrakcyjne. Nie oszukujmy się, chyba każdy woli oglądać wymianę ciosów niż taktyczne szachy i szukanie szans w dośrodkowaniach ze stojącej piłki oraz starcia w polu karnym bardziej przypominające zapasy niż grę w piłkę nożną. Fani mogą na to narzekać, trenerzy – muszą się dostosować. Po meczu na Emirates Stadium pomiędzy Arsenalem a Chelsea doszło do przesilenia i dziennikarze na konferencjach prasowych zaczęli zadawać mnóstwo pytań dotyczących tematu stałych fragmentów gry. Przytoczymy wypowiedzi kilku szkoleniowców:

  • Arne Slot: „Nie czerpię przyjemności z oglądania wielu meczów Premier League. Jest w nich zbyt wiele stałych fragmentów gry, a to psuje całą zabawę. Myślę o Barcelonie sprzed 10 czy 15 lat. W każdą niedzielę wieczorem nie mogłeś się doczekać, aby obejrzeć ich mecz”.
  • Pep Guardiola: „Całkowicie rozumiem, dlaczego Arne [Slot] powiedział to i w pewnych aspektach się z nim zgadzam. (…) Można narzekać albo się dostosować, to część gry”.
  • Liam Rosenior: „Zanim piłka zostanie faktycznie dośrodkowana, jest dużo trzymania i chwytania. Trzymanie to trzymanie, trzeba się temu przyjrzeć.”
  • Michael Carrick: „Myślę, że to zaszło za daleko. Sukces stałych fragmentów gry, polegający na zgrupowaniu wielu zawodników w jednym miejscu, sprawił, że coraz więcej drużyn stosuje tę taktykę. Jeśli chodzi o samą grę, nie wydaje mi się, abyśmy mieli tutaj odpowiednią równowagę”.

Za głównego winnego obecnej sytuacji w Premier League – zdaniem większości opinii publicznej – uchodzi Mikel Arteta

Hiszpan oraz jego sztab szkoleniowy dostrzegli, że ze stałych fragmentów gry można zrobić potężną broń, zwłaszcza jeśli okazji do dośrodkowań na pole karne ze stojącej piłki mają o wiele więcej niż średnia ligowa, ponieważ częściej utrzymują się przy futbolówce w tercji ataku. Konkurencja poszła tym tropem i nawet rozszerzyła wpływ stałych fragmentów gry do dalekich wrzutów z autu czy zagrywania piłki w pole karne z rzutów wolnych z okolic linii środkowej. Te zjawiska również występują znacznie częściej niż w poprzednich latach.

Z czego wynika takie nastawienie na stałe fragmenty gry? Oddajmy głos samemu Artecie. – Gra ewoluuje i staje się coraz trudniejsza – rozpoczął wywód Hiszpan na konferencji prasowej przed meczem z Brighton. – Wcześniej, kiedy opracowywało się plan meczu i po prostu odwracało się pozycję bocznego obrońcy, wprowadzając go jako dodatkowego gracza do środka pomocy albo [plan] z fałszywą dziewiątką, przeciwnicy byli skończeni. Duża przewaga liczebna. 4 na 3 w środku, 2 na 1 w środku, czas przy pice. Dominujesz, 78% posiadania piłki, dwa kontrataki przeciwnika, stałe fragmenty gry, mecz jest rozstrzygnięty. [Obecnie] drużyny dostosowują się, wiedzą po każdej sekwencji gry, czy to rzucie z autu, wznowieniu gry, sytuacji z gry otwartej, po bezpośredniej akcji, dokładnie co mają robić. I prawie wszystko jest jeden na jednego. Więc gra będzie inna, chyba że zmienimy zasady, ponieważ taka jest ewolucja gry – tłumaczył Arteta.

Czas na zmiany w zasadach gry?

Arteta wspomniał o zmianach zasad. Jeśli już trenerzy zwracają uwagę, że stałe fragmenty gry – a w szczególności rzuty rożne – zrobiły się zbyt dobre to osoby z IFAB-u zajmujące się nowelizacją przepisów gry powinny przemyśleć tę sprawę. Biorąc pod uwagę, że od wielu lat nieustannie wraca dyskusja o tym jak przyciągnąć młode pokolenie do zainteresowania futbolem i oglądania meczów w dobie, gdzie młodzież ma mnóstwo innych rozrywek do wyboru, spotkania, o których losach bardzo często decydują stałe fragmenty gry, są po prostu mniej atrakcyjne dla większości widzów, co nietrudno dostrzec obserwując media społecznościowe. Nie zdziwi nas, jeśli w letnim okienku transferowym kluby zaczną szukać zawodników, którzy mają bardzo dobre dośrodkowanie dochodzące w pole bramkowe ze stojącej piłki, bo to potencjalnie warte jest kilka dodatkowych goli w sezonie po rzutach rożnych.

Piłka nożna nieustannie ewoluuje i prawdopodobnie ze stałymi fragmentami będzie podobnie, jak z innymi trendami przed laty, czyli z czasem zespoły znajdą sposób jak skutecznie się przed tym bronić. Pytanie czy widząc, że piłki w piłce jest coraz mniej IFAB nie zdecyduje się jak najszybciej „osłabić” stałe fragmenty gry.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    144,851FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ