MŚ: Amerykanie przegrywają z Litwą!

Koszykarskie mistrzostwa świata zmierzają w decydującą fazę. W niedzielę rozstrzygają się decydujące starcia grupowe, dzięki którym znamy ćwierćfinalistów turnieju. Oto nasze relacje z dzisiejszych spotkań.

WŁOCHY — PORTORYKO 73:57

Nonszalancka koszykówka Portorykańczyków udzieliła się Włochom, którzy w ataku wyglądali na trochę mniej zorganizowanych i szybciej rzucających, niż zwykle. Mimo wszystko to koszykarze z Karaibów popełniali więcej strat, i całkowicie przegrali walkę o zbiórki z wysokimi Włochami, którzy dzięki temu oddali niemal 20 rzutów więcej w meczu. Tym razem Włosi nie potrzebowali gwiazdorskiej postawy Fontecchia — punkty rozłożyły się bardzo równomiernie, czterech koszykarzy (w tym dwóch rezerwowych) zdobyło powyżej 10 punktów, a ich obrona z meczu na mecz wygląda coraz lepiej.

Włochy przechodzą do ćwierćfinału. Z kim się zmierzą, zależy jeszcze od wyników meczów popołudniowych między Dominikaną a Serbią oraz USA a Litwą — jedna z tych dwóch ostatnich drużyn będzie ich rywalem. Żeby myśleć o półfinale, Azzurri muszą jednak poprawić swoją skuteczność i ograniczyć straty. Portoryko pozostawia po sobie wspomnienia radosnej gry z dużą liczbą punktów — dzisiaj jednak Włochy pokazały, że Watersa i spółkę da się powstrzymać.

BRAZYLIA — ŁOTWA 84:104

Jeśli ktoś chce oglądać efektowną, zespołową koszykówkę, to nie ma na tegorocznych MŚ chyba lepszego wyboru, niż włączyć mecz Łotwy. Te niezliczone podania, piłka poruszająca się jak po sznurku, ruch bez piłki — Łotwa w przyspieszonym ataku potrafi oczarować. A jak ani akcje zespołowe, ani dwójkowe nie przynoszą efektu — niemal każdy zawodnik jest w stanie sam wejść pod kosz, rzucić z półdystansu lub ktoś trafi szaloną trójkę. Z drużyny, która sprawiła niespodziankę, wychodząc z grupy po pierwszej fazie, jawi się rewelacja turnieju, która wydaje się być w stanie pokonać każdego. (Obym tylko im teraz nie zapeszył). Do tego niesiona takim dopingiem, jakby do Indonezji przyjechało pół kraju wspierać swoich rodaków na parkiecie — i wygląda na to, że w fazie finałowej na Filipinach będzie tak samo.

Przy tych zachwytach nad Łotwą trzeba jednak przyznać Brazylii, że przez całą pierwszą połowę utrzymywali wynik w okolicy remisu, momentami nawet wychodząc na minimalne prowadzenie. Wtedy ich grę też chciało się opisywać w samych superlatywach. Chociaż zależni od dystrybucji swoich rozgrywających i wykończenia wysokich, Brazylijczycy długo dotrzymywali rywalom kroku i też zasługują na brawa.

DOMINIKANA — SERBIA 79:112

Mecz z gatunku tych „bez historii”. Jak w poprzednim meczu Serbowie potrzebowali kilku minut, by złapać rytm, to dzisiaj Bogdan Bogdanović trafił za trzy już w ósmej sekundzie meczu – i w gruncie rzeczy on i jego rodacy z tego tempa nie zeszli do końca. W ataku podopiecznym Svetislava Pešicia wychodziło wszystko (aż 87,5% trafionych za 2 punkty, kosmos) i tak naprawdę od drugiej kwarty do końca mogli grać już na luzie. Dominikana? Po tak dobrej pierwszej rundzie, w której wygrali wszystkie mecze, apetyty mogli mieć znacznie większe, ale jednak sam Karl-Anthony Towns to na najlepszą ósemkę na świecie trochę za mało.

W nagrodę za zwycięstwo Serbia w ćwierćfinale zmierzy się z Litwą, Włochy zaś trafiają na USA. Dominikana odpada z turnieju, ale trzecie miejsce w drugiej fazie grupowej wstydu im zdecydowanie nie przynosi.

USA — LITWA 104:110

Niespodzianka, ale przede wszystkim meczycho w Manili! Jeśli ktoś spojrzał na suchy wynik po pierwszej kwarcie – 31:12 dla Litwy, mógł nie dowierzać. Jeśli ktoś oglądał, jak Litwini trafiają trójkę za trójką… w sumie też. Amerykanie pudłowali na potęgę, a ich pierwszy rzut zza łuku ich rywali nie wpadł do kosza dopiero w połowie drugiej kwarty.

źródło: FIBA Basketball World Cup 2023

Ta passa nie mogła jednak trwać wiecznie i w trzeciej kwarcie Amerykanie zbliżyli się na dystans jednocyfrowy… ale tylko na tyle było ich stać. Litwa grała bardzo konsekwentnie, kradnąc czas przy budowaniu ataku, szukając przewag fizycznych pod koszem i… dalej trafiając niebotyczne trójki, jak ta, kiedy Edwards wybił Kuzminskasowi piłkę z rąk, a ten, asekurując się, oddał rozpaczliwy, ale celny rzut. Amerykanie, dowodzeni przez niesamowitego po obu stronach parkietu Anthony’ego Edwardsa, do końca walczyli o zwycięstwo, ale Litwini dali radę na każdy cios odpowiadać własnym. USA dostaje kolejne ostrzeżenie, że nie mogą zaczynać meczu od trzeciej kwarty. Na Czarnogórę to wystarczyło, ale Litwa — i każdy ich przeciwnik odtąd — to będzie już światowa czołówka. Nasi sąsiedzi zaś pokazują, że potęga zza oceanu wcale nie jest absolutnie poza zasięgiem.

HISZPANIA — KANADA 85:88

Oj, nie tak miał się skończyć ten turniej dla Hiszpanów… Może i nie mają już nazwisk kalibru braci Gasolów, ale to wciąż duże rozczarowanie, że obrońcy tytułu i aktualni mistrzowie Europy nie zagrają nawet w ćwierćfinale. Niestety dla nich, po fatalnej czwartej kwarcie przeciwko Łotwie przyszła fatalna czwarta kwarta przeciwko Kanadzie. Obie drużyny zagrały lepiej, niż dwa dni temu. Większość meczu prowadzili Hiszpanie, ale w końcówce do głosu doszły przede wszystkim dwie największe kanadyjskie gwiazdy. Shai Gilgeous-Alexander poniżej pewnego, wybitnego poziomu na tym turnieju nie schodzi, ale dzisiaj dołączył do niego Dillon Brooks. Stuprocentowa skuteczność za trzy punkty i znakomita obrona — dzisiaj zobaczyliśmy tę lepszą wersję nowego koszykarza Houston Rockets. Czy powinien w tej czwartej kwarcie być jeszcze na boisku, czy wylecieć za faule — można by dyskutować. Faktem jest, że Hiszpanii kogoś takiego, jak on, zwyczajnie zabrakło.

Autor: Michał Trocewicz

REKLAMA
PODOBNE
REKLAMA
106,718FaniLubię
10,434ObserwującyObserwuj
596ObserwującyObserwuj

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ