Jeszcze pod koniec stycznia byli w wyścigu o mistrzostwo. Mieli tyle samo punktów, co drugi Manchester City, do prowadzącego Arsenalu tracili cztery „oczka”, a czwarty Manchester United wyprzedzali o osiem punktów. Nieco ponad miesiąc później, po pięciu kolejnych kolejkach, zamiast walczyć o tytuł muszą zacząć zastanawiać się, czy uda im się zająć miejsce w pierwszej piątce, które najprawdopodobniej zagwarantuje udział w kolejnej edycji Ligi Mistrzów. Aston Villa w ostatnich pięciu spotkaniach ligowych odniosła tylko jedno zwycięstwo i osunęła się na czwartą lokatę w tabeli. Co gorsza, w tym okresie odpadli również z FA Cup po porażce z Newcastle (1:3). Czy jednak wszystko to można było przewidzieć?
Podział na dwa obozy
Gdy The Villans w grudniu śrubowali serię kolejnych zwycięstw, kibice obserwujący poczynania zespołu Unaia Emery’ego podzielili się na dwa obozy. Jedni uważali, że utrzymanie tak dobrej dyspozycji na przestrzeni całego sezonu nie będzie możliwe. Aston Villa punktowała znacznie lepiej niż wskazywały na to statystyki. Pod koniec ubiegłego roku, przed spotkaniem z Arsenalem przegranym 1:4, według danych ze strony Understat po 18 kolejkach zdobyli 17 punktów więcej niż „powinni”. W tabeli sporządzonej na podstawie punktów oczekiwanych byliby wówczas na 14. miejscu. Dysproporcja była więc ogromna.
Na drugim biegunie znajdowali się kibice, którzy bagatelizowali te statystyki. Argumentowali to tym, że koniec końców liczy się to, co wpadnie do bramki, a model xG (goli oczekiwanych) nie ma większego przełożenia na rzeczywistość. Na korzyść Aston Villi działało również to, że grali bardzo pragmatycznie. W większości meczów po objęciu prowadzenia nie dążyli do strzelania kolejnych goli, tylko skupiali się na utrzymaniu korzystnego wyniku. Oczywiście można mieć różne podejścia do wykorzystywania statystyk, jednak obecnie coraz więcej klubów korzysta z tego typu modeli. I dzisiaj triumfować mogą ci, którzy twierdzili, że ekipa Emery’ego na dłuższą metę nie utrzyma takiej regularności.
Aston Villa przestała oszukiwać model xG
Wspomniany mecz z Arsenalem można wskazać jako punkt zwrotny w obecnym sezonie Aston Villi. Wówczas zespół Emery’ego miał tylko trzy punkty straty do lidera i zdobywał średnio 2,17 „oczka” na mecz. Niemniej jednak, biorąc pod uwagę punkty oczekiwane, średnia ta spadała do 1,2. Według statystyk Aston Villa zasługiwała więc średnio na prawie punkt mniej na mecz niż zdobywała w rzeczywistości. W ostatnich 10 kolejkach z kolei The Villans zdobyli tylko 12 „oczek”, co daje 1,2 na spotkanie. Natomiast pod względem punktów oczekiwanych średnia ta wzrasta do 1,37.
Ekipa z Villa Park nie jest pierwszym przykładem, który pokazuje, że na przestrzeni całego sezonu oszukiwanie wspomnianego modelu w tak dużym stopniu jest niemożliwe. Przez pierwszą część sezonu Aston Villa strzeliła aż o około sześć goli więcej niż wynosił ich współczynnik xG. Był to m.in. efekt dużej liczby bramek po strzałach zza pola karnego. W pierwszych 18 kolejkach zdobyli oni aż 10 tego typu goli. W następnych 10 meczach z kolei tylko trzy. Według modelu xG w tym okresie podopieczni Emery’ego „powinni” zdobyć aż 5-6 bramek więcej. Głównym powodem, dla którego Aston Villa na wcześniejszym etapie sezonu przewyższała model xG pod względem strzelonych goli była ponadprzeciętna dyspozycja strzelecka Morgana Rogersa. Anglik w pierwszych 18 spotkaniach zdobył siedem bramek z xG równego 2,92. Później trafił do siatki już tylko raz, podczas gdy jego wskaźnik xG wynosi 1,84.
Kontuzje kluczowych piłkarzy
Czy jednak słabsza forma Aston Villi w ostatnich tygodniach to efekt tylko i wyłącznie braku szczęścia? Jedni powiedzą, że tak. Drudzy – ci, którzy nie ufają statystykom – z pewnością wskażą, że wpływ na gorszą dyspozycję The Villans mają kontuzje. W ostatnim czasie Emery musi radzić sobie bez trzech kluczowych piłkarzy w jego systemie gry – dwójki środkowym pomocników Youriego Tielemansa i Boubacara Kamary oraz ofensywnego pomocnika Johna McGinna, który w razie nieobecności wcześniej wymienionej dwójki mógłby zostać ustawiony piętro niżej. Francuz nie wystąpił w ostatnich 10 spotkaniach, Anglik – w dziewięciu, a Belg – w siedmiu.
Nieobecności te niewątpliwie mają spory wpływ na grę The Villans. Kamara oraz Tielemans byli kluczowi przy sposobie budowania akcji zespołu, który nastawiony jest na zagrywanie podań przez środek pomiędzy linię obrony a pomocy rywala do ustawionych tam ofensywnych pomocników. Pod ich nieobecność Aston Villa ma większe problemy z progresją piłki w tą strefę oraz kontrolowaniem meczu poprzez posiadanie piłki. Douglas Luiz, Amadou Onana, Ross Barkley czy Lamare Bogarde nie mają takiej jakości z futbolówką przy nodze, przez co nie są w stanie odpowiednio zastąpić kontuzjowanej dwójki. McGinn z kolei bardzo dobrze wywiązywał się z roli zawodnika, który otrzymywał te progresywne podania i napędzał akcje.
Aston Villa męczy się w posiadaniu piłki
Kolejnym powodem, który może tłumaczyć gorsze wyniki The Villans, jest po prostu to, że liga nauczyła się, jak grać przeciwko drużynie Emery’ego. W ostatnich tygodniach Aston Villa największe problemy ma wówczas, gdy przeciwnik odda im piłkę, ustawi się nisko i zamknie środkową strefę boiska. Z takim planem na mecz ostatniej kolejki wyszło ostatnie w tabeli Wolves, czego efektem było zwycięstwo 2:0. Wprawdzie Wilki nie stworzyły sobie wielu sytuacji, jednak umiejętnie ograniczyły zapędy ofensywne Aston Villi. Zespół Emery’ego miał 61% posiadania piłki i oddał 14 strzałów, jednak tylko dwa z nich zostały sklasyfikowane jako „duże szanse”. Wskaźnik xG gości w całym spotkaniu wyniósł tylko 1,02.
Generalnie Aston Villa bardzo słabo punktuje wówczas, gdy zmuszona jest często posiadać piłkę. Z 10 spotkań ligowych, w których wskaźnik ten przekraczał 55%, wygrali tylko dwa. Ich średnia punktów na mecz w tego typu starciach wynosi zaledwie 0,9. Dla porównania w pozostałych – 2,33. Co ciekawe, aż pięć z ośmiu tych meczów, w których tracili punkty miało miejsce w ostatnich ośmiu kolejkach. W większości tych spotkań na boisku nie było przynajmniej jednego z dwójki lub obu obecnie kontuzjowanych Tielemansa i Kamary.
Dla Unaia Emery’ego i jego sztabu powinien być to sygnał, że rywale rozszyfrowali jego zespół. Dodając do tego fakt, że Kamara prawdopodobnie nie zagra już do końca sezonu, a Tielemans wróci dopiero w połowie kwietnia, hiszpański szkoleniowiec powinien jak najszybciej znaleźć sposób na rozwiązanie problemów. Inaczej awans do Ligi Mistrzów w następnym sezonie może być trudny do zrealizowania. Aston Villa z tego sezonu to kolejny przykład na to, że czasem w ocenie danego zespołu warto podpierać się statystykami. Wówczas taki spadek formy, jak ten The Villans wcale nie musi dziwić.
