To ja może zamiast przedstawienia statystyk czy analiz, zacznę od zarzucenia starym klasykiem.
„Jest sobie taki lokal, w którym barman ma rzadką umiejętność. Może dostosować small-talk do poziomu intelektualnego rozmówcy. Dobry pieniądz z tego jest, klienci zadowoleni, interes się kręci. Przychodzi pierwszy klient:
-A jakie ma Pan IQ?
-150.
No to zaczęli rozmowę o socjologii scjentystycznej, wpływie Państwa Tybetańskiego na rewolucję kulturalną w Chinach, i tak dalej. Przychodzi drugi klient:
-A jakie ma Pan IQ?
-110
No to urządzili sobie pogawędkę o tym, jakie przepisy były w ostatnim odcinku Kuchennych Rewolucji, czy kto powinien, a kto nie powinien odpaść z The Voice of Poland. Po czym przychodzi trzeci klient:
-A jakie ma Pan IQ?
-20
Na co barman się uśmiechnął, oparł o ladę i rzucił:
-Witam przedstawiciela zarządu United, co podać?”
Chociaż w sumie mógłbym tutaj rzucić każdego. Zarząd, kibiców, czy każdego, kto uwierzył, że za dotknięciem czarodziejskiej różdżki dobry „Pan INEOS” wróci i wszystko poukłada od nowa.
Najśmieszniejsze, że gdy ludzie (jeszcze gdy Sir Alex rządził) ostrzegali, że jego odejście rozsypie cały klub jak domek z kart, bo niczego po sobie nie przygotował, to wszyscy niczym bolszewicy w 1917 roku, gotowi byli na widły wrzucić, bo miał jakieś inne zdanie. Oczywiście ja, jako hipokryta, wtedy siedziałem cicho. Bo przecież lepiej być koniec końców neutralny, niż mieć jakieś zdanie i 50% na rację czy błąd. To coś jak gra w kasynie. Gdy Ty grasz, kasyno koniec końców wygra. A jak nie przysiądziesz do stołu, to nikt nie wygra, ale chociaż Ty będziesz na zero. Pamiętajcie też, że nie lubią jak przy blackjacku, liczy się w głowie karty.
No i wywalili tego Amorima, który koniec końców chyba sam nie wie, na co się pisał. To trochę tak jak z tymi marzeniami o modelingu. Przychodzi dziewczyna, pewna siebie, marząca o wielkiej karierze w show-biznesie. Aż tu nagle wchodzi i zauważa, że kontraktu nie ma, tego miłego Pana z agencji nie ma, jest tylko jakiś gość, kamera i czarna kanapa. Koniec końców bierze tę robotę i kasę, bo pieniądz nie śmierdzi.
Tak też i Amorim zrobił, dlatego za nim nie płaczę. Chłop będzie miał płacone, pracę i tak znajdzie, teraz pewnie popija caipirinhę śmiejąc się z Fletchera, który zremisował z Burnley. Tym samym, które jest znane głównie z „łysego rudzielca”, jakim był Sean Dyche (którego w klubie nie ma), oraz bycia boiskowym drwalami. Mimo że teraz nimi nie są, łatka i tak przylgnęła. No i właśnie takie Burnley wyrywa punkty United.
Rozumiecie ten zjazd? Od momentu, kiedy drużyny przyjeżdżały na Old Trafford z jedną myślą w głowie, mianowicie „ile nam wrzucą” do drżenia o wynik z Burnley czy Wolves. Chociaż dzięki temu mam kolejny powód, by się z nimi utożsamiać. Ja też kiedyś byłem młodszy, przez to bardziej uroczy, miałem miły głos i niewinne spojrzenie. Aż tu wjechały kilogramy, wypadanie włosów, stres, no i z tego młodzieńca zostało coś, co można nazwać połączeniem Bartoszka z Quasimodo po maratonie alkoholowym w Muchosrańsku.
W sumie każdy z nas jest takim United. Mieliśmy pasję, ambicje, sukcesy i marzenia. Jednak przez starzenie się, własne życzenie czy głupie decyzje, możemy tylko żyć wspomnieniami. Wychodzi więc na to, że Manchester United to najbardziej polski klub, bo 90% z nas lubi sobie powspominać „dobre czasy”, zapytajcie każdego bywalca spelun, to wam opowiedzą, że „KIEEDYŚ TO BYŁO” i, że „JAK BYŁEM WE WOJSKU, TO SIĘ ZA MNĄ OGLĄDAŁY, HEHE”.
Kiedyś to było — to powinno widnieć przy wejściu do klubu.
Jednak jak to mawiał Dobry Wojak Szwejk, jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było. Jakoś to więc z tym United będzie.
Trzeba bowiem przestać się oszukiwać i wierzyć w bajki o „dobrym zarządzie” czy „magicznych pomysłach” to jest ten sam poziom co kupowanie pościeli przedłużającej życie za kilkanaście tysięcy złotych. Nie słowa, a czyny i konkrety.
Bo to czyny się koniec końców liczą. A także punkty w tabeli, by w przyszłym roku oglądać europejskie puchary nie tylko w telewizji.
Bez tego, będzie jak zawsze — obietnice, marzenia, zapewnienie — a na koniec kamera i czarna kanapa.
