Osłabiona personalnie włoska Fiorentina nie okazała się słabeuszem. Szukano przed meczem wszystkich szczegółów, które powodowałyby zwiększenie szans na zwycięstwo. Niestety, Jagiellonia Białystok w pierwszym meczu play-offów o 1/8 finału Ligi Konferencji przegrała z Violą 0:2.
Dużo przed meczem mówiło się o nieobecności Moise Keana czy Davida De Gei, ale trochę zapominano o absencjach Afimico Pululu oraz Tarasa Romanczuka. W roli środkowego pomocnika kapitana Jagi dobrze zastępwał Leon Flach, ale sytuacja z przodu już tak dobrze nie wyglądała. Współpraca z Samedem Bazdarem nie układała się Jesusowi Imazowi tak, jak miała to w zwyczaju robić z Angolczykiem.
Brakowało też tego elementu utrzymania piłki po przeniesieniu jej wyżej. Jagiellonia grała ostrożnie i zamiast szukać mocno utrzymującej się na nogach dziewiątki, przerzucała grę na skrzydło i próbowała zagrozić bokami boiska. Pozytywnie wyglądała współpraca Norberta Wojtuszka i Alexa Pozoa na prawej flance, swoje próbował dawać Kamil Jóźwiak wspierany przez schodzącego do boku Bartosza Mazurka. Golem jednak nie pachniało.
Fiorentina dała się Jadze wyszumieć
Fiorentina też nie forsowała tempa, tylko czekała na rozwój wydarzeń. Włosi nie dali się skaleczyć, aż sami ruszyli do ataku. Jeszcze przed przerwą Giovanni Fabbian postraszył Sławomira Abramowicza, mając bardzo dużo czasu na przyjęcie piłki i oddanie strzału. Górą był polski bramkarz, ale po zmianie stron znów ruszyła lawina. Lepszy moment Violi skutkował paroma stałymi fragmentami, które wychodziły tego dnia przyjezdnym. W 53. minucie ponowioną wrzutkę wykończył z ostrego kąta Luca Ranieri. Lepiej mogli się zachować Wojtuszek (brak asekuracji) oraz Abramowicz (dało się odbić ten strzał). Jagiellonia nie złożyła broni, zaatakowała, ale chwilę później przegrywała już dwoma bramkami. Rolando Mandragora przymierzył z rzutu wolnego nie do obrony.
Niesmak jednak pozostawał, i to nie ze względu na wynik. Rzut wolny został podyktowany za faul na Jacopo Fazzinim – skrzydłowym, który od 21. minuty grał z żółtą kartką. Mimo to Sebastian Gishamer – sędzia prowadzący mecz w Białymstoku – przez resztę czasu wyraźnie oszczędzał włoskiego piłkarza, a chwilę przed feralnym stałym fragmentem gry nie wysłał go do szatni za faul na Imazie. Nie było więc ani kartki, ani zdobytego przez Bartłomieja Wdowika gola. Najpierw zabrał mu go spalony, później słupek.
Dzieła zniszczenia w 81. minucie z rzutu karnego dopełnił Roberto Picccoli. Włoski napastnik pewnie wykorzystał jedenastkę sprokurowaną przez Dawida Drachala i nie było już czego szukać. Mecz Jagiellonia mogła zakończyć bez oddanego strzału celnego, ale w końcówce niegroźnie w światło bramki uderzył Imaz.
Stałe fragmenty pokonały dzisiaj Jagiellonię Białystok. Rewanż we Florencji może przynieść piękną historię, jednakże sytuacja Jagi mocno się skomplikowała.
