Jagiellonia Białystok ograła Rangers. Wynik dobry, ale rewanż będzie trudny

Jagiellonia Białystok pokonała szkockich Rangersów 2:1 w pierwszym meczu trzeciej rundy kwalifikacji Ligi Europy. Przed rewanżem na Ibrox ma przewagę, choć po dobrej pierwszej połowie wynik pozostawia niedosyt. Gospodarze stworzyli wystarczająco dużo okazji, żeby wygrać wyżej i postawić rywali w znacznie trudniejszej sytuacji.

Początek był jednak fatalny – już w czwartej minucie Tuur Rommens zagrał piłkę wzdłuż bramki, a Guilherme Montóia skierował ją do własnej siatki. Sławomir Abramowicz nie miał szans na skuteczną interwencję. Jagiellonia nie potrzebowała dużo czasu, żeby się pozbierać. Taras Romanczuk ustawiał się nisko, a po odbiorze gospodarze szybko ruszali do przodu. Szczególnie dużo problemów sprawiali Rangers na skrzydłach.

W 13. minucie Kajetan Szmyt wstrzelił piłkę w pole karne. Po drodze odbiła się ona od Emmanuela Fernandeza i wpadła do bramki. Trafienie zapisano jako samobójcze, ale całą sytuację stworzył zawodnik Jagiellonii. Osiem minut później Szmyt już oficjalnie znalazł się na liście strzelców. Ivor Pandur obronił pierwsze uderzenie, lecz odbił piłkę pod nogi skrzydłowego gospodarzy. Ten z bliska dał Jagiellonii prowadzenie.

Jagiellonia Białystok strzeliła dwa gole, a mogła więcej

To był najlepszy fragment zespołu Adriana Siemieńca. Szmyt i Jesús Imaz robili sporo zamieszania, a Nik Prelec dobrze odnajdywał się między obrońcami. Nie czekał wyłącznie na podanie w polu karnym. Potrafił przytrzymać piłkę, zagrać tyłem do bramki i dać kolegom czas na dołączenie do akcji. Przed przerwą jego uderzenie zatrzymał Pandur.

Najlepszą okazję do zdobycia trzeciej bramki zmarnował Rodrigo Conceição. Portugalczyk znalazł się w znakomitej sytuacji, ale nie trafił w bramkę. To nie był dobry występ w jego wykonaniu. Podobnie wyglądał Sergio Lozano. Obaj często zwalniali akcje albo podejmowali niewłaściwe decyzje. Na tle Szmyta, Imaza i Preleca byli zdecydowanie najsłabszymi elementami ofensywy gospodarzy. Bardzo dobrze prezentowała się za to defensywa. Apostolos Konstantopoulos po niepewnym początku grał niemal bezbłędnie. Yuki Kobayashi był spokojny i skuteczny, a przed przerwą świetnym wślizgiem zatrzymał groźną akcję Tochiego Chukwuaniego. Norbert Wojtuszek imponował agresją i odwagą. Szybko doskakiwał do przeciwników, wygrywał pojedynki i nie bał się twardej walki.

Derek McInnes zareagował już w przerwie. Wprowadził Findlaya Curtisa, Nicolasa Raskina i Cammy’ego Devlina. Rangers zaczęli grać szybciej, a Jagiellonia nie miała już takiej swobody jak wcześniej. Gospodarze częściej pilnowali prowadzenia i czekali na możliwość wyprowadzenia kontry. Druga połowa nie była już tak efektowna. Najważniejsze jednak, że Jagiellonia nie pozwoliła rywalom doprowadzić do remisu. Rangers nie potrafili znaleźć sposobu na dobrze ustawioną obronę gospodarzy i wrócą do Glasgow z jednobramkową stratą.

Wynik 2:1 przed rewanżem trzeba przyjąć z zadowoleniem. Patrząc jednak na przebieg pierwszej połowy, Jagiellonia mogła wypracować znacznie większą przewagę. Pandur kilka razy ratował swój zespół, Conceição zmarnował świetną sytuację, a kilka kolejnych ataków zakończyło się niedokładnym ostatnim podaniem. Zamiast spokojniejszego wyjazdu na Ibrox białostoczan czeka jeszcze bardzo trudne 90 minut.

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img