Chelsea najpoważniejszym rywalem Arsenalu? 5 wniosków po 13. kolejce Premier League

13. kolejka Premier League została zaplanowana tylko na sobotę i niedzielę, ponieważ już we wtorek ruszamy z kolejną serią gier. Zanim ona się jednak rozpocznie, podsumujmy to co działo się w miniony weekend. Gra bez piłki Manchesteru City, pomysł Thomasa Franka na ofensywę Tottenhamu, skutki gry w Europie Crystal Palace, potencjał West Hamu w kontratakach oraz reakcja Enzo Mareski na czerwoną kartkę. Oto tematy, które omawiamy po 13. kolejce Premier League.

Manchester City musi poprawić grę bez piłki, aby chcieć liczyć się w wyścigu o tytuł

Manchester City po listopadowej przerwie reprezentacyjnej przegrał dwa mecze, natomiast w sobotnie popołudnie przełamali się wygrywając z Leeds (3:2). To był nieoczywisty występ zespołu Pepa Guardioli. Od początku przejęli kontrolę nad meczem, zdominowali przeciwnika i na przerwę schodzili z dwubramkowym prowadzeniem. Wydawało się, że w tym spotkaniu Manchesterowi City już nic złego się nie stanie, a tymczasem od 68. minuty stan meczu się wyrównał i Obywatele musieli szukać zwycięskiego gola, który padł dopiero w doliczonym czasie gry.

REKLAMA

Powodem takiej zmiany w obrazie meczu były roszady trenera Leeds, Daniela Farke. Daniel Farke zmienił ustawienie z czwórki na trójkę środkowych obrońców. Zdjął z boiska dwóch skrzydłowych (Gnonto i James), wprowadził stopera (Bijola) oraz napastnika (Calverta-Lewina) i stali się zdecydowanie groźniejsi. Potrafili utrzymać się przy piłce, zagrać dobre podanie na wolne pole, wejść w pole karne i wystarczyło, aby odrobić dwubramkową stratę. Manchester City natomiast nie potrafił odpowiednio poukładać sobie pressingu po zmianie rywala na budowanie akcji na trzech obrońców. Zespół Guardioli w tym sezonie już kilka razy stracił punkty w meczach, gdy nie był wystarczająco dobrze zorganizowany bez piłki. W minionej kolejce tego uniknął, ale jeśli nie rozwiążą tych problemów to punkty regularnie będą im uciekały.

Pomysł Thomasa Franka na ofensywę Tottenhamu nie działa

Tottenham przegrał trzeci kolejny mecz po przerwie reprezentacyjnej. O ile przegrane z Arsenalem oraz PSG nie były zaskoczeniem, tak z Fulham (1:2) przed własną publicznością to już spore rozczarowanie. Koguty znowu zawiodły w ofensywie. Liczba strzelonych bramek może sugerować, że wszystko jest w porządku, natomiast głębsze statystyki oraz „test oka” pokazują zupełnie inny obraz Spurs. Tylko pięć zespołów w tym sezonie Premier League ma niższy współczynnik goli oczekiwanych (xG). Nie można powiedzieć, że Thomas Frank nie ma pomysłu na grę w ofensywie swojego zespołu, jednak wizja trenera jest mocno ograniczona i zwyczajnie nie działa najlepiej.

Duński szkoleniowiec chce, aby podstawową metodą kreowania sytuacji jego drużyny były dośrodkowania. Tottenham skupia się na grze bocznymi sektorami, wypełnianiu pola karnego i dograniach piłki w szesnastkę. W meczu z Fulham wykonali aż 39 dośrodkowań, z czego Mohammed Kudus (prawoskrzydłowy) i Pedro Porro (prawy obrońca) odpowiadali za 32 wrzutki (obaj po 16). Planem Tottenhamu była gra prawą stroną i dogrywanie z tego sektora w szesnastkę przeciwnika, stąd też ustawienie Richarlisona na lewym skrzydle, który miał wchodzić w pole karne. Ograniczając się do tak prostych środków Tottenham jest zbyt przewidywalny. Brakuje mi elementów, które potrafią zaskoczyć przeciwnika – progresji przez środek, kreatywności z tej strefy (brak „10-tki”) oraz wbiegnięć za linię obrony.

Crystal Palace ma zbyt wąską kadrę, aby skutecznie połączyć Ligę Konferencji z Premier League

Crystal Palace jest dalekie od tego, aby mówić, że w zespole źle się dzieje. Po 13 kolejkach mają 20 punktów i w ligowej tabeli zajmują 10. miejsce. Lepszy bilans bramkowy od nich mają tylko Arsenal, Chelsea i Manchester City. Gdyby utrzymali takie tempo punktowania to byłby to ich najlepszy sezon pod względem liczby „oczek” od awansu do Premier League. Niemniej jednak, zespół Olivera Glasnera w zmierzającym do końca roku kalendarzowym tak mocno podwyższył swoje standardy, że teraz kibice mogą tylko żałować, iż w letnim okienku transferowym nie poszerzyli wystarczająco głębi składu, ponieważ obecnie zaczynają wychodzić trudy łączenia ligi z europejskimi pucharami.

Porażkę z Manchesterem United (1:2) można przypisać właśnie temu czynnikowi. Orły dobrze rozpoczęły mecz, w 36. minucie zasłużenie objęli prowadzenie po wykorzystaniu rzutu karnego i nie pozwalały rywalom na tworzenie niemal żadnego zagrożenia pod bramką poza stałymi fragmentami gry. W drugiej połowie jednak stracili kontrolę nad meczem, Manchester Unted zamienił dwa rzuty wolne na gole i wywiózł z Selhurst Park komplet punktów. Ruben Amorim w wywiadzie pomeczowym zwracał uwagę, że w drugiej połowie wyglądali lepiej fizycznie, a to było spowodowane zmęczeniem przeciwnika, który w czwartek grał wyjazdowe spotkanie ze Strasbourgiem. Oliver Glasner w Lidze Konferencji dokonuje niewielu rotacji, stawia na podstawową jedenastkę, a w dłuższej perspektywie może to zespołowi odbić się czkawką.

West Ham musi zwiększyć swój potencjał w kontratakach

Drużyny Nuno Espirito Santo zawsze mają swój charakterystyczny sposób gry. Oddają inicjatywę rywalom, ustawiają się w niskim bloku i nastawiają się na kontrataki. Zarówno Wolverhampton, jak i Nottingham Forest taki styl gry doprowadził do europejskich pucharów. Teraz Portugalczyk objął West Ham, gdzie oczywiście stara się ustawić zespół w podobny sposób. Udało mu się trochę poprawić defensywę, ale na razie problemem są kontrataki. W minionej kolejce Młoty przegrały na własnym stadionie z Liverpoolem (0:2) nie oddając żadnego celnego strzału i tworząc sytuacje o wartości – według raportu pomeczowego serwisu Fotmob – 0,29 gola oczekiwanego (xG), ponieważ nie potrafiły wyprowadzić kontrataku.

West Ham był osłabiony brakiem Crysencio Summerville’a, więc trener na lewej stronie ustawił teoretycznie Matheusa Fernandesa, który miał za zadanie tworzyć jednak przewagę w środku pola. Młoty nie miały więc wystarczającej szybkości z przodu. Jarrod Bowen potrafi zdobywać przestrzeń prowadzeniem piłki, ale to tylko jeden zawodnik o odpowiedniej charakterystyce do gry w ataku szybkim. West Ham po odejściu Davida Moyesa skupił się na sprowadzaniu zawodników o walorach bardziej technicznych niż szybkościowych, a w letnim okienku ponadto sprzedał Mohammeda Kudusa. W trakcie trwania sezonu zatrudnił z kolei trenera nastawionego na kontrataki, więc zimowe okienko znowu będzie ważne dla klubu.

Enzo Maresca bardzo szybko uczy się na błędach

W niedzielę nadszedł bodajże najtrudniejszy test dla Chelsea w tym sezonie, czyli starcie z liderującym w tabeli Arsenalem. The Blues przed własną publicznością zdołali wywalczyć punkt, który miał słodko-gorzki smak. Z jednej strony, gdy w 38. minucie Moises Caicedo otrzymał czerwoną kartkę przy stanie 0:0 każdy kibic punkt wziąłby w ciemno. Z drugiej, po końcowym gwizdku mogli czuć niedosyt, ponieważ ich zespół objął prowadzenie i wcale nie dał się zdominować Arsenalowi. Ten występ, w połączeniu z pokonaniem w środku tygodnia Barcelony (3:0) w Lidze Mistrzów pozwala postawić tezę, że na ten moment Chelsea wydaje się najpoważniejszym konkurentem Kanonierów w walce o tytuł.

REKLAMA

Gra w dziesiątkę Chelsea była imponująca, a Enzo Maresca pokazał, że bardzo szybko uczy się na błędach. To nie pierwszy raz w tym sezonie, gdy musi reagować na taką sytuację. W meczu z Manchesterem United Włoch ściągnął z boiska prawie wszystkich ofensywnych piłkarzy, zabrał szybkość z przodu, przez co jego zespół wywiesił białą flagę, próbując grać na przetrwanie. Z Arsenalem miał już świadomość, że musi zostawić drużynie możliwości do kontrataków. Chelsea broniła głęboko, w ustawieniu 5-3-1 i przez 90 minut cały czas miała na boisku trzech zawodników o charakterystyce typowo ofensywnej. Chelsea w drugiej połowie oddała 6 strzałów i grając w dziesiątkę potrafiła częściej wyprowadzać groźnie zapowiadające się kontrataki niż zdecydowana większość zespołów grających w jedenastu przeciwko Arsenalowi w tym sezonie (więcej szans w szybkich atakach miał chyba tylko Manchester United w 1. kolejce Premier League).

Co wydarzyło się w 13. kolejce Premier League?

  • Burnley w siódmym meczu wyjazdowym poniosło szóstą porażkę. Zespół Scotta Parkera przegrał z Brentford (1:3).
  • Świetnie na własnym stadionie radzi sobie Sunderland, który w siedmiu meczach ciągle jest niepokonany na Stadium of Light. Z Bournemouth rozpoczęli od straty dwóch bramek, ale zdołali odrobić straty i wygrać 3:2.
  • Aston Villa nadal trzyma się w czubie tabeli. Zespół Unaia Emery’ego na własnym stadionie pokonał Wolves (1:0), które w tym sezonie Premier League jeszcze nie wygrało.
  • Do szerokiej czołówki dołączyło także Brighton. Po wyjazdowym zwycięstwie przeciwko Nottingham Forest (2:0) Mewy wskoczyły na 5. miejsce w tabeli.
  • Newcastle w siódmym ligowym meczu wyjazdowym po raz pierwszy odniosło zwycięstwo na obcym boisku. Tym szczęśliwym terenem było Hill Dickinson Stadium, gdzie ograli Everton aż 4:1.
SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    142,265FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ