Bruno Fernandes – magik, który znika w ważnych meczach

Bruno Fernandes jest już w Manchesterze United ponad rok. W tym czasie kibice Czerwonych Diabłów dorobili się nowego idola, a eksperci słusznie zdążyli jego obecność na Old Trafford nazwać „panowaniem króla Bruno”. Jego zasługi są dla zespołu Ole Gunnara Solskjaera nieocenione. Od transferu jest w ścisłym topie w twardych liczbach, jak gole i asysty oraz we wszystkich statystykach związanych z kreatywnością. W ten rok zdążył także już 4-krotnie zdobyć statuetkę dla zawodnika miesiąca Premier League, a przed nim są tylko Aguero, Gerrard, Kane, Van Persie i Rooney, którzy po angielskich boiskach biegali, bądź nadal jeszcze biegają, znacznie dłuższy czas. Dlatego Bruno ciężko w ogóle za cokolwiek krytykować. Jednak jest jedna rzecz, która może irytować sympatyków z czerwonej części Manchesteru – dyspozycja Portugalczyka w ważnych meczach.

REKLAMA

Niemoc z czołówką

Bilans spotkań Manchesteru United przeciwko ekipom z umownego TOP 6 w tym sezonie Premier League odbija się w mediach tak szerokim echem, że nie sposób go przeoczyć. Nawet niedzielny kibic śledzący angielską piłkę tylko i wyłącznie na Flashscorze wie, że zaraz przeczyta o zero-zeryzmie. Takim rezultatem kończyły się mecze z Liverpoolem, Manchesterem City, Arsenalem oraz oba spotkania z Chelsea. W pierwszym starciu z Kanonierami, na Old Trafford Czerwone Diabły poległy 0:1, a wcześniej, zaraz na początku sezonu, poniosły dotkliwą porażkę 1:6 z Tottenhamem.

Jedyny zdobyty gol to skutecznie wykorzystany rzut karny przez Bruno Fernandesa. W pozostałych przypadkach United kończył mecz bez gola i – co również ważne – z niewieloma wykreowanymi sytuacjami. Ich xG (expected goals, czyli spodziewane bramki) w meczach z czołówką to (dane via Understat):

  • 0,87 z Tottenhamem (wyłączając rzut karny 0,11)
  • 0,65 z Chelsea
  • 0,39 z Arsenalem
  • 0,59 z Manchesterem City
  • 1,19 z Liverpoolem
  • 1,51 z Arsenalem
  • 0,36 z Chelsea

Średnio na mecz daje to 0,79 xG i 0,68 npxG (non-penalty expected goals) na mecz.

Jedynie w spotkaniu z Liverpoolem i rewanżowym z Arsenalem Ole Gunnar Solskjaer może mówić o braku szczęścia i niedostatecznej skuteczności. Nieprzypadkowo oba spotkania United rozegrało dość niedawno, ponieważ w obu głównym kreatorem Czerowonych Diabłów był Luke Shaw. Anglik od grudnia jest w znakomitej formie i często staje się alternatywą w dziale kreacji dla Bruno Fernandesa.

Problemy z kreacją

Wpływ Bruno Fernandesa na zespół ewidentnie spada w ważnych meczach. Owszem, Portugalczyk jest pod grą, pokazuje się do podania, ale nie daje tego samego, co w pozostałych spotkaniach. Przeciwko zespołom z TOP 6 kreuje szansę kolegom, co 52 minuty. W innych meczach za to co 27 minut – prawie dwukrotnie częściej.

Z czego to wynika? Po pierwsze – ze stylu gry. Skoro United w meczach z trudniejszym na papierze rywalem lubi się wycofać to logicznym jest, że ma rzadziej piłkę, a co za tym idzie – Bruno Fernandes ma mniej okazji na posłanie zabójczego podania. Druga kwestia to fakt, że cały zespół gra ustawiony znacznie niżej, a Portugalczyk jest wręcz stworzony do gry w tercji ataku. Choć lubi również cofnąć się po piłkę głębiej, kiedy zespołowi nie idzie to jego głównym środowiskiem jest obszar od 35 metra do bramki rywala. To stamtąd najlepiej kreuje grę świetnie odnajdując się między formacjami przeciwnika.

A kiedy Solskjaer nastawi swój zespół na kontry to Bruno Fernandes piłkę otrzymuje znacznie dalej bramki przeciwnika. Poniższe grafiki przedstawiają miejsca, w których Portuglaczyk dostaje podanie w meczach przeciwko TOP 6 (po lewej) oraz w pozostałych spotkaniach (po prawej). Bardziej czerwony kolor na grafice po prawej stronie wynika z większej liczby spotkań, jednakże i tak da się zauważyć, że w meczach z czołówką Bruno Fernandes przyjmuje futbolówkę w miejscach, z których szansa wykreowania szansy kolegom jest zdecydowanie mniejsza.

Czy to tylko wina systemu?

Gdyby Manchester United częściej chciał dominować w ważnych meczach, jestem przekonany, że Bruno miałby lepsze liczby. Jednak jego umiejętność długich podań sugeruje, że nawet z głębi pola powinien rzucać świetne piłki na wolne pole przy kontrataku. Próbkę tego widzieliśmy w spotkaniu LM przeciwko PSG na Parc des Princes, kiedy Portugalczyk kilkukrotnie idealnie w tempo uruchomił Marcusa Rashforda. Niemniej jednak, rywale są już uczuleni na Bruno i starają się nie zostawiać mu wiele miejsca.

Innym problemem są – żeby nie nazwać tego jednowymiarowością – pewne ograniczenia Bruno. Takie słowa w kontekście tak klasowego piłkarza może są trochę na wyrost, jednak ciężko nie odnieść wrażenia, że gra Portugalczyka opiera się głównie na znakomitej wizji, inteligencji boiskowej i idealnie wymierzonych podaniach. Brakuje mu za to umiejętności progresywnego prowadzenia piłki i dryblingu. Cech, które ma np. Kevin De Bruyne.

REKLAMA

Poniższa grafika to fragment niedzielnego meczu z Chelsea. Bruno Fernandes ma przed sobą sporo wolnego miejsca i dwóch partnerów do podania na wolne pole. Najlepszym rozwiązaniem byłoby podprowadzenie piłki, aby ściągnąć na siebie uwagę obrońców i znaleźć się w sytuacji, w której podanie będzie łatwiejsze do zrealizowania. Zamiast tego Portugalczyk zdecydował się od razu zagrać do Rashforda, a podanie przechwycił Azpilicueta.

Bez Bruno Fernandesa

Paradoksalnie najlepszy mecz z rywalem z tej samej półki Manchester United zagrał bez Bruno Fernandesa, z Liverpoolem w Pucharze Anglii. Owszem, Portugalczyk pojawił się na boisku pod koniec spotkania i to on zapewnił zwycięstwo Czerwonym Diabłom, jednak głównym wnioskiem, jaki mogliśmy wyciągnąć po tym meczu był fakt, że United nie potrzebowało Bruno, aby zdobyć dwie bramki i być lepszym zespołem niż Liverpool. Mam wrażenie, że kiedy Portugalczyk jest na boisku koledzy z zespołu zrzucają na niego zbyt dużą presję, a rywale wiedzą, że cała gra opiera się na ich „10-tce”. Z Liverpoolem każdy brał na siebie odpowiedzialność i wykonywał swoje zadania, przez co wszystkie trybiki w maszynie działały prawidłowo.

Zastanawiając się nad rozwiązaniem problemu bezradności ofensywnej w meczach z czołówką Solskjaer musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chce nadal liczyć na kontry, czy spróbować zdominować rywala. A potem odpowiednio zmodyfikować taktykę. Tak, aby dobrze czuł się w niej i Bruno, i cała reszta zespołu.

Obserwuj autora na Twitterze i Facebooku

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    107,648FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ