Starcie Bayernu Monachium, rozgrywającego swój najlepszy sezon od lat, z Realem Madryt, który przechodzi jeden z trudniejszych okresów ostatnich kilku sezonów, zapowiadało się intrygująco już przed pierwszym gwizdkiem. Królewscy potrafią jednak w Lidze Mistrzów na własnym stadionie wejść na zupełnie inny poziom, nawet jeśli zespół prowadzony przez Álvara Arbeloę wielokrotnie w tym sezonie pokazywał też swoje ograniczenia. Bayern przyjechał do Madrytu z wyraźnym zamiarem narzucenia warunków i zrobienia kroku w stronę awansu już w pierwszym spotkaniu. Gospodarze liczyli z kolei, że noc z Ligą Mistrzów znów odmieni drużynę, która w tych rozgrywkach nieraz potrafiła przykryć własne problemy samą aurą wielkiego wieczoru.
Bayern Monachium uczący futbolu przed przerwą
Pierwsza połowa starcia Realu Madryt z Bayernem Monachium przebiegała pod dyktando gości. Drużyna Vincenta Kompany’ego była lepiej zorganizowana, częściej odzyskiwała piłkę i tworzyła groźniejsze sytuacje. Real miał swoje momenty, ale to Bayern sprawiał wrażenie zespołu bardziej konkretnego i dojrzalszego w grze. Już w 9. minucie Bayern mógł objąć prowadzenie. Joshua Kimmich posłał precyzyjne podanie w pole karne, Harry Kane zgrał piłkę na kilka metrów, a Dayot Upamecano znalazł się w doskonałej sytuacji. Jego strzał nie trafił jednak do siatki, bo z linii bramkowej futbolówkę wybił Álvaro Carreras. To była pierwsza wyraźna zapowiedź problemów Realu.
Madrytczycy odpowiadali głównie po szybkich atakach. Najlepszą okazję gospodarze mieli w 29. minucie, gdy Kylian Mbappé oddał mocny strzał z pola karnego, ale Manuel Neuer popisał się pewną interwencją. Wcześniej znakomitej okazji nie wykorzystał Serge Gnabry, który po błędzie Realu znalazł się w dobrej sytuacji, jednak nie zdołał pokonać Andrija Łunina. Bayern kontrolował jednak przebieg spotkania i konsekwentnie szukał kolejnych okazji. Real miał problemy z wyprowadzeniem piłki spod pressingu, a każda strata w środkowej strefie kończyła się groźnym atakiem gości. W 36. minucie Aurélien Tchouaméni zobaczył żółtą kartkę, która oznaczała jego wykluczenie z rewanżu, co było dodatkowym ciosem dla gospodarzy.
Pod koniec pierwszej połowy Bayern dopiął swego. W 41. minucie goście przeprowadzili składną akcję, w której udział wzięli Serge Gnabry i Harry Kane. Piłka trafiła do Luisa Díaza, a Kolumbijczyk pewnym uderzeniem pokonał Łunina i dał Bayernowi prowadzenie 1:0. Do przerwy Bayern był zespołem lepszym i bardziej konkretnym. Real miał swoje momenty, ale to goście stworzyli więcej klarownych sytuacji i zasłużenie schodzili do szatni z prowadzeniem. Bawarczycy byli zespołem dojrzalszym, umiejącym korzystać z własnych atutów — w mediach społecznościowych nie brakowało komentarzy, że jednobramkowa przewaga to zbyt mało, biorąc pod uwagę lepszą grę mistrza Niemiec.
Szybki gol i co dalej?
Kibice nie zdążyli jeszcze wygodnie rozsiąść się w swoich miejscach po przerwie, a wynik na tablicy świetlnej już wskazywał na 0:2. Szybkie przejęcie piłki przez Aleksandara Pavlovicia pozwoliło Michaelowi Olise wyłożyć futbolówkę Harry’emu Kane’owi. Anglik idealnym strzałem sprzed pola karnego wykończył akcję. Taki wynik dawał bufor bezpieczeństwa i pozwalał kontrolować rozwój zdarzeń. Warto jednak oddać gospodarzom, że mieli swoje momenty. Sam Vinicius przez pierwszą godzinę gry oddał sześć strzałów. Swoje okazje miał także Kylian Mbappe. Czujność zachowywał Manuel Neuer, mylili się zawodnicy Realu, ale Bayern Monachium nie mógł czuć się bezpiecznie. Nie przeciwko takiemu rywalowi i to na Santiago Bernabeu.
Na kwadrans przed końcem podanie Trenta Alexandra-Arnolda wykorzystał Kylian Mbappe. Mecz, który ewidentnie nie układał się gospodarzom, nagle przyniósł im nadzieję na korzystny rezultat. Teraz to Real Madryt nacierał, a Bawarczycy bronili swojej przewagi. Rezultat nie uległ już jednak zmianie. Bayern Monachium może świętować prestiżowe zwycięstwo, ale dwumecz jest nadal daleki od rozstrzygnięcia. Real przegrał, jednak potrafił odrobić jednego gola i przy odrobinie większej skuteczności mógł wyrównać. W rewanżu będzie się działo!
