Gdy spoglądało się na przedmeczową grafikę ze składem Lecha Poznań na potyczkę z Sunderlandem, jedno nazwisko zaskakiwało szczególnie. Nie był to Radosław Murawski, którego występ bądź co bądź dało się przewidzieć. Niespodziewanie w wyjściowej jedenastce znalazł się Daniel Hakans. Dynamiczny skrzydłowy w ostatnim czasie częściej notował wejścia z ławki, tymczasem Niels Frederiksen w ważnym dla losów Kolejorza w Lidze Europy spotkaniu dał mu zagrać od 1. minuty.
Fin na przełomie sierpnia i września był kontuzjowany. Gdy ponownie stał się dyspozycyjny, grywał głównie ogony. Zaczęło się od rywalizacji z Crystal Palace, z którym zaliczył 9 minut. W kolejnych meczach wymiar czasowy powoli rósł, a ze Śląskiem Wrocław zaliczył nawet asystę. Jednak dopiero starcie z Sunderlandem było dla niego przełomowe i co ważniejsze – ma okazać się dla niego dopiero początkiem, jak mówił Niels Frederiksen.
– Pamiętajmy, że Daniel wraca po kontuzji. Leczył ją całkiem długo. Mamy napięty terminarz, gramy wiele spotkań, więc nie możemy wystawiać go dwa razy w tygodniu na pełne 90 minut. Natomiast na pewno będzie grać więcej – podkreślił szkoleniowiec Kolejorza.
Daniel Hakans został wybrany pod taktykę
Postawienie na 25-latka nie było jedynie związane z chęcią dania mu szansy po długim okresie powolnego budowania formy. Choć jest on użyteczny, kiedy można go wpuścić w trakcie rywalizacji na osłabionego trudami gry przeciwnika, tym razem jego umiejętność rozwijania ogromnych prędkości miała pomóc w rozrywaniu wysoko ustawiającej się linii obrony drużyny z Anglii już od pierwszego gwizdka. W Poznaniu dobrze wiedzą, jaki popłoch potrafi tworzyć w przeciwnych szeregach. Trudność w zatrzymaniu skrzydłowego była jednym z nielicznych pozytywów z Bayerem Leverkusen.
– Dysponuje ogromną szybkością. Z tego względu dla mnie jako trenera korzystne jest wprowadzanie go z ławki w środku meczu, kiedy rywale są podmęczeni i otwierają się przestrzenie. Dziś zdecydowaliśmy się postawić na niego, aby od początku starcia skorzystać z jego atutu. Kilka razu się udało, ale mogliśmy go wykorzystywać częściej. Ogólnie zrobił dobre wrażenie. Zwróćmy uwagę, że był spisywał się w fazach bez piłki, gdy ciężko pracował – wyjaśnił Frederiksen.
Reprezentant Finlandii faktycznie nie był szukany tak często, jak powinien być. W ciągu 62 minut zaledwie 10 kontaktów z piłką. Jako przyczynę takiego stanu rzeczy wskażemy też nienajwyższą celność długich podań, mających mijać formację Sunderlandu. Mimo to zawodnik zdołał dojść do jednej kapitalnej sytuacji, kiedy wypuścił go Pablo Rodriguez. Hakans miał przed sobą tylko bramkę i mógł wybierać między strzałem oraz podaniem do Patrika Walemarka. Zdecydował się na pierwsze rozwiązanie, ale wykonanie było fatalne.
– Cieszę się, że zaczynałem tak ważny mecz w wyjściowym składzie. Jednocześnie jestem rozczarowany, ponieważ miałem dogodną okazję, aby strzelić gola, ale niestety nie poradziłem sobie w tej sytuacji wystarczająco dobrze. Jeśli mówimy o całokształcie to bardzo cieszy mnie powrót do podstawowej jedenastki i godzina, którą spędziłem na boisku. Ważnym powodem do radości jest pierwszy punkt, który udało nam się zdobyć w rozgrywkach fazy ligowej – podzielił się piłkarz Lecha, cytowany przez oficjalną stronę klubu.


