Lech Poznań zremisował z Sunderlandem 1:1 w trzeciej kolejce fazy ligowej Ligi Europy. Mistrzowie Polski już w drugiej minucie stracili bramkę po uderzeniu Tymura Tutierova, a przez długie fragmenty spotkania przed kolejnymi trafieniami ratował ich Mateusz Lis. Anglicy zmarnowali kilka dogodnych okazji i w 70. minucie zostali za to ukarani. Leo Bengtsson, który chwilę wcześniej pojawił się na boisku, doprowadził do wyrównania. W końcówce Kolejorz mógł nawet wygrać, ale Robin Roefs obronił dwa strzały w odstępie kilku sekund. Po dwóch porażkach 0:4 Poznaniacy wreszcie zapunktowali w europejskich rozgrywkach.
Sunderland trafił po dwóch minutach. Lech długo nie potrafił odpowiedzieć
Lech Poznań miał za sobą dwa wyjątkowo nieudane występy w Lidze Europy. Porażki 0:4 z Crystal Palace i Bayerem Leverkusen oznaczały, że przed trzecią kolejką Kolejorz pozostawał bez punktu i zdobytej bramki. W niedzielę drużyna Nielsa Frederiksena rozbiła Koronę Kielce 6:1, ale Sunderland miał być znacznie poważniejszym sprawdzianem. Anglicy rozpoczęli europejskie rozgrywki od zwycięstw nad AZ Alkmaar i Torreense, a do Poznania przyjechali z zamiarem przedłużenia dobrej serii. Gospodarze potrzebowali natomiast meczu, w którym wreszcie potrafiliby przeciwstawić się przeciwnikowi z silniejszej ligi. Pierwszy cios otrzymali już w drugiej minucie. Nilson Angulo dograł do Tymura Tutierova, a ten strzałem głową pokonał Mateusza Lisa. Sunderland objął prowadzenie, zanim Poznaniacy zdążyli stworzyć jakiekolwiek zagrożenie pod bramką Robina Roefsa. Goście szybko przejęli kontrolę nad spotkaniem, wykorzystując problemy Lecha z odbiorem piłki i organizacją gry po jej stracie. Anglicy łatwo przedostawali się w okolice pola karnego gospodarzy, a przewaga szybko zaczęła przekładać się na kolejne sytuacje.
Szczególnie groźny był Malick Fofana, który w pierwszej połowie trafił w słupek. Sunderland potrafił również wykorzystywać szybkość Angulo i regularnie zmuszał obrońców Kolejorza do interwencji we własnym polu karnym. Lech próbował odpowiadać, ale jego akcje najczęściej kończyły się przed oddaniem strzału. Mikael Ishak miał niewiele okazji do kontaktu z piłką w dogodnych pozycjach, a Patrik Wålemark i Daniel Håkans nie potrafili regularnie wygrywać pojedynków z defensorami gości. Do przerwy wynik nie uległ zmianie. Jednobramkowa przewaga Sunderlandu była dla Poznaniaków korzystniejsza, niż wskazywałby przebieg pierwszej części spotkania.
Mateusz Lis zatrzymywał Sunderland. Bengtsson wykorzystał swoją szansę
Po zmianie stron Lech próbował grać odważniej, lecz Sunderland nadal stwarzał lepsze okazje. Jedną z nich miał Nordi Mukiele, do którego piłkę dograł Angulo. Francuz znalazł się w dogodnej sytuacji, ale Mateusz Lis zdołał obronić jego strzał. Bramkarz gospodarzy wykazał się również refleksem po uderzeniu głową Julesa Ahoki. Anglicy mogli prowadzić różnicą kilku bramek, tymczasem kolejne niewykorzystane okazje sprawiały, że gospodarze wciąż potrzebowali tylko jednego trafienia, żeby doprowadzić do remisu. Niels Frederiksen zdecydował się poszukać nowych rozwiązań w ofensywie. W 62. minucie na boisku pojawili się Luis Palma i Leo Bengtsson, zastępując Daniela Håkansa oraz Pablo Rodrígueza. Lech zaczął częściej przedostawać się pod bramkę rywala, choć nadal miał problemy z wypracowywaniem klarownych sytuacji. Patrik Wålemark po indywidualnej akcji oddał groźny strzał, ale piłka minęła dalszy słupek. Sunderland wciąż prowadził, a Poznaniacy szukali okazji przede wszystkim po dośrodkowaniach i stałych fragmentach gry.
W 70. minucie jeden z rzutów rożnych przyniósł wyrównanie. Po dośrodkowaniu piłka dotarła w okolice dalszego słupka, gdzie Mateusz Skrzypczak wygrał pojedynek główkowy. Futbolówka odbiła się od twarzy Luke’a O’Niena i spadła pod nogi Bengtssona. Szwed uderzył bez przyjęcia, kierując piłkę przy bliższym słupku bramki Roefsa. Lech Poznań zdobył pierwszego gola w tej edycji Ligi Europy, a zawodnik wprowadzony przez Frederiksena zaledwie osiem minut wcześniej doprowadził do remisu. Sunderland miał czego żałować. Anglicy przez większość spotkania byli groźniejsi, ale nie potrafili wykorzystać przewagi. Po wyrównaniu nadal dochodzili do sytuacji strzeleckich. Enzo Le Fée zamiast uderzać z dogodnej pozycji, zdecydował się na podanie do Malicka Fofany, który nie trafił w bramkę. Później Chris Rigg spróbował technicznego strzału lewą nogą, lecz piłka przeleciała tuż nad spojeniem słupka z poprzeczką. Lech wciąż miał problemy z powstrzymywaniem ataków rywala, ale sam również zaczął szukać drugiego gola.
Roefs obronił dwa strzały w jednej akcji. Lech był o krok od zwycięstwa
Najlepszą okazję do zdobycia zwycięskiej bramki gospodarze stworzyli w końcówce. Mikael Ishak dośrodkował z lewej strony, a Patrik Wålemark oddał mocny strzał z około siedmiu metrów. Robin Roefs zdołał odbić piłkę, która spadła pod nogi Michała Gurgula. Obrońca Lecha próbował natychmiast dobić futbolówkę, jednak holenderski bramkarz błyskawicznie podniósł się z murawy i ponownie interweniował. Gospodarze mieli dwie znakomite okazje w ciągu kilku sekund, ale nie potrafili pokonać zawodnika Sunderlandu. Była to sytuacja, która mogła całkowicie zmienić ocenę występu Lecha. Jeszcze kilkanaście minut wcześniej Poznaniacy zawdzięczali pozostawanie w grze Mateuszowi Lisowi, a po wyrównaniu Bengtssona sami stanęli przed szansą na pokonanie przedstawiciela Premier League. Sunderland przez długie fragmenty lepiej operował piłką i częściej dochodził do sytuacji strzeleckich, lecz przy stanie 1:1 nie potrafił już przełożyć przewagi na wynik. Roefs uratował gości przed porażką, podobnie jak wcześniej Lis wielokrotnie ratował gospodarzy.
Ostatecznie Lech Poznań zremisował 1:1 i zdobył pierwszy punkt w fazie ligowej. Mistrzowie Polski przerwali serię dwóch wysokich porażek, ale nadal pozostają bez zwycięstwa w tegorocznych rozgrywkach. Sunderland po trzech kolejkach ma siedem punktów i może żałować niewykorzystanych okazji. Kolejorz również ma powody do niedosytu. Po interwencjach Roefsa w końcówce do pierwszego zwycięstwa zabrakło naprawdę niewiele.


