FC Porto długo męczyło się na wyjeździe z Marítimo. Gospodarze objęli prowadzenie już w 16. minucie, a jeszcze przed przerwą wyrównał Victor Froholdt. Zespół Francesco Farioliego potrzebował jednak drugiej bramki, żeby podtrzymać zwycięską serię w lidze portugalskiej. Zdobył ją Oskar Pietuszewski, który rozpoczął mecz na ławce rezerwowych, ale w 84. minucie zapewnił mistrzom Portugalii zwycięstwo 2:1.
Porto przyjechało na Maderę po siedmiu kolejnych ligowych zwycięstwach. Przed przerwą reprezentacyjną pokonało Benficę 3:1 i utrzymało prowadzenie w tabeli, dlatego w spotkaniu z Marítimo trudno było wskazać innego faworyta. Gospodarze najwyraźniej nie zamierzali jednak przejmować się statystykami przeciwnika. Już w 16. minucie Maxime Dominguez podał do Gábora Szalaia, a węgierski obrońca pokonał Diogo Costę. Porto znalazło się w sytuacji, której w tym sezonie doświadczało bardzo rzadko. Zamiast kontrolować wynik, musiało odrabiać straty. W pierwszym składzie gości znaleźli się Jan Bednarek i Jakub Kiwior. Francesco Farioli postawił na sprawdzony duet środkowych obrońców, choć pod koniec września do Porto dołączył jeszcze Chris Smalling. Pietuszewski rozpoczął natomiast spotkanie wśród rezerwowych. W przypadku polskiego skrzydłowego trudno mówić o zaskoczeniu, ponieważ z powodu kontuzji mięśniowej opuścił początek sezonu i dopiero niedawno wrócił do regularnej rywalizacji o miejsce w składzie.
Porto potrzebowało trochę czasu, żeby odpowiedzieć na trafienie gospodarzy. Udało się tuż przed przerwą, kiedy Alberto Costa dośrodkował w pole karne, a Francisco Moura oddał strzał głową. Fran Vieites zdołał jeszcze odbić piłkę, ale przy dobitce Victora Froholdta nie miał już szans. W 42. minucie zrobiło się 1:1 i mistrzowie Portugalii mogli schodzić do szatni w znacznie lepszych nastrojach.
Pietuszewski dał Porto ósme zwycięstwo
Po przerwie Farioli zaczął szukać rozwiązań na ławce. Na boisku pojawili się między innymi Pablo Rosario, Gabri Veiga, Borja Sainz i Samu Aghehowa. Porto wciąż potrzebowało jednak gola, a Marítimo długo utrzymywało remis. Z każdą minutą coraz bardziej realna stawała się pierwsza strata punktów lidera w obecnym sezonie. W końcówce szansę dostał również Pietuszewski. Polski skrzydłowy wykorzystał ją w najlepszy możliwy sposób, zdobywając w 84. minucie bramkę na 2:1. Zawodnik, który rozpoczął spotkanie na ławce rezerwowych, okazał się bohaterem wieczoru na Maderze. Porto po raz ósmy z rzędu wygrało w lidze i utrzymało stuprocentowy bilans.
Dla Pietuszewskiego to szczególnie ważne trafienie. Jeszcze we wrześniu wracał do zdrowia po problemach mięśniowych, które wykluczyły go z pierwszych spotkań sezonu. Przeciwko Benfice otrzymał tylko kilka minut, później dołączył do reprezentacji Polski, a teraz zdobył bramkę rozstrzygającą o zwycięstwie swojego klubu. Farioli dysponuje sporą konkurencją na skrzydłach, dlatego każdy taki występ może pomóc Polakowi w odzyskaniu miejsca w podstawowym składzie. Porto dopisało kolejne trzy punkty, choć Marítimo postawiło mistrzom kraju znacznie trudniejsze warunki, niż mogły sugerować wcześniejsze wyniki obu zespołów. Jeszcze sześć minut przed końcem regulaminowego czasu gry gospodarze utrzymywali remis. Ostatecznie nie zdołali zatrzymać lidera, a o wyniku przesądził zawodnik, który od początku sezonu zaliczył w klubie zaledwie kilka minut gry. Dla Pietuszewskiego trudno wyobrazić sobie lepszy sposób na przypomnienie o sobie kibicom Porto.


