Fiorentina podjęła odważną decyzję o zwolnieniu Fabio Grosso już po trzech meczach Serie A, lecz szybko przyniosła ona efekty. La Viola wygrała oba spotkania od powrotu byłego trenera – Paolo Vanolego. Dzięki temu Fiorentina zyskała rozpęd w kluczowym momencie, próbując uniknąć powtórki z fatalnego początku poprzedniego sezonu, gdy na Boże Narodzenie zajmowała ostatnie miejsce. Kibice Fiorentiny liczą, że efekt nowego trenera utrzyma się także tym razem, co pozwoli uniknąć trzech kolejnych domowych porażek w lidze po raz pierwszy od początku poprzedniego sezonu. A zadanie przynajmniej na papierze nie było łatwe. Do Florencji przyjechało Napoli, które też ma swoje problemy. Piłkarze Massimiliano Allegriego grają w kratkę i jak na razie nie potrafią wygrać dwóch spotkań z rzędu.
Granie nie w swoim stylu
Wicemistrzowie Włoch zaczęli ten mecz trochę nie w stylu Massimiliano Allegriego. Zazwyczaj drużyny prowadzone przez utytułowanego włoskiego szkoleniowca, w pewnym sensie zabijają futbol niekoniecznie chcąc w niego grać. Pierwsze połowy zazwyczaj wyglądają na badanie terenu i siły rywala. W spotkaniu z Fiorentiną ujrzeliśmy inną strategię. Goście robili wszystko by możliwie jak najbardziej zdominować przeciwnika i szybko wyjść na prowadzenie. Plan dość dobrze został zrealizowany.
W 23. minucie znakomite dośrodkowanie z rzutu rożnego Matteo Politano na gola zamienił Billy Gilmour. Szkocki pomocnik znalazł się w odpowiednim miejscu w polu karnym rywala, a sam stały fragment gry ewidentnie był trenowany. Idealnie to rozegrali podopieczni Massimiliano Allegriego. Jak robić przewagę w meczach ligowych, to taki sposób jest tym jednym z lepszych.
Po tym golu tempo widowiska nieco spadła, lecz to nie oznacza, że piłkarze Fiorentiny nie tworzyli sobie okazji. Te się gromadziły, lecz brakowało w nich przekonania o ich powodzeniu. Tak jakby podopieczni Vanoliego nie mieli wystarczająco dużo pewności siebie i wiary we własne możliwości. Na pewno mimo wszystko jest godna pochwalenia postawa zawodników z Florencji. Tanio skóry gościom nie sprzedawali i walczyli na ile było ich stać. Napoli prowadziło głównie ze względu na większą jakość piłkarską, kulturę gry i znakomicie wykonany stały fragment gry. To nie oznaczało wcale, że wszystko wicemistrzowie Włoch mieli w tym spotkaniu pod kontrolą.
Zupełnie inna postawa gospodarzy
Wspominałem, że piłkarze Napoli nie mogą być pewni tego, że Fiorentina nie zrobi im w tym meczu krzywdy. Te słowa szybko zostały zweryfikowane na boisku przez podopiecznych Vanoliego. W 51. minucie po ciekawej akcji gospodarzy wyrównującego gola strzelił Alejandro Jimenez. Na Stadio Artemio Franchi ponownie był remis, na którego jak najbardziej zawodnicy z Florencji zasłużyli. Napoli wyszło na drugą połowę zbyt pewne siebie i z myślą, że ten mecz już jest wygrany. Nic bardziej mylnego.
Fiorentina dawała z siebie bardzo dużo. Nawet jak nie była w posiadaniu piłki to robiła wszystko by możliwie jak najbardziej utrudniać życie rywalom. Z pomysłem i rozwagą przesuwała się za piłką, a ich kontrataki były bardzo groźne dla piłkarzy Allegriego. Nie było widać, że Fiorentina to obecnie zespół z pasmem problemów. To goście musieli się męczyć, dwoić i troić by możliwie jak najlepiej zaprezentować się na tle rywala. Spotkanie się wyrównało, a różnica kultury gry i klasy już nie była w ogóle widoczna.
Gospodarze dowieźli bardzo cenny remis z wicemistrzem Włoch. La Viola z czterema punktami po pięciu meczach utrzymuje się na 16. miejscu w ligowej tabeli. Z kolei Napoli nadal nie potrafi ustabilizować formy i swojej gry. Massimiliano Allegri nadal ma przed sobą sporo pracy, by poprawić grę i regularność swojego zespołu. Na ten moment 7 punktów i 9. miejsce w tabeli nie jest tym co zadowala Aurelio de Laurentiisa.



