Nowy trener Rakowa Częstochowa Tomasz Kaczmarek przybył na ratunek drużynie, która przed meczem z Motorem Lublin nie zdobyła ani jednego punktu w sześciu ligowych spotkaniach. Domowe starcie z nienajlepiej spisującym się Motorem, zwłaszcza w meczach wyjazdowych, wydawało się być idealną okazją do przełamania. Widać było od samego początku spotkania, że piłkarze Medalików czuli ciążącą na nich presję.
Najważniejsze są konkrety
Tomasz Kaczmarek mówił przed meczem, że nie ma zamiaru ani też czasu wprowadzać rewolucji w drużynie. Było to widać, Raków grał ciągle ten sam futbol. Dominował pragmatyzm, brak pewności i ten sam pomysł. Liczne dośrodkowania w polu karne w zasadzie do nikogo. Bardzo duża chęć posiadania piłki dla samego posiadania i częste granie przez środek. Zupełnie inny pomysł na ten mecz mieli goście. Podopieczni Mariusza Misiury zdecydowanie postawili na szybkie ataki i na strzały z dystansu. Dodatkowo dopieszczone były stałe fragmenty gry. Tam swojej przewagi szukali Lublinianie.
W Częstochowie pogoda nie rozpieszczała. Padał deszcz, przez co murawa z minuty na minutę stawała się coraz bardziej grząska. Zatem najlepszym rozwiązaniem na strzelanie goli były uderzenia z dystansu. Pierwsi na ten pomysł wpadli przyjezdni z Lublina. A dokładniej uczynił to w 34. minucie Kamil Lukoszek. Goście byli konkretniejsi w swoich atakach, a przede wszystkim oddawali strzały. Za swoją cierpliwość i pomysł zostali nagrodzeni.
Raków nie zamierzał jednak być zbyt długo tą gorszą stroną. Piłkarze Tomasza Kaczmarka przeprowadzili jeden dobry atak, który w 42. minucie na gola zamienił Patryk Makuch. Snajper Medalików wziął przykład z Lukoszka i tak samo jak on oddał strzał zza pola karnego. Wniosek po pierwszej połowie: strzelać z dystansu i być konkretnym w swoich akcjach. Gole prędzej czy później przyjdą.
Szukanie zwycięskiego gola
Granie w drugiej połowie zdecydowanie bardziej się otworzyło. Obie ekipy prezentowały się tak jakby w pierwszej połowie wybadały swojego przeciwnika, by po przerwie na niego ruszyć i pokazać wszystko co najlepsze. Dominowały akcje, kontrataki i liczne dośrodkowania. Nie brakowało także strzałów z dystansu. Czuć było w powietrzu gola, który mógłby zyskać miano tego zwycięskiego. Obie drużyny grały o pełną pulę i nie było w ich poczynaniach zbędnych kalkulacji.
Jedni i drudzy nacierali, marnując okazje na potęgę. Jako pierwsi w drugiej połowie drogę do bramki rywala znaleźli jednak gospodarze. W 77. minucie drugą bramkę w tym spotkaniu strzelił Patryk Makuch, znakomicie wykorzystując dośrodkowanie Vladyslava Kochergina. Po przerwie oglądaliśmy inne oblicze częstochowskiego zespołu. Nie wiem czy jest to już ręka Tomasza Kaczmarka, lecz na pewno kibice mogli być pierwszy raz od dłuższego czasu zadowoleni z postawy ofensywnej swojej drużyny. Dodać też trzeba, że przyjezdni z Lublina nie prezentowali się zbyt dobrze w szeregach obronnych.
Patryk Makuch dał Rakowowi cenne i jakże potrzebne pierwsze zwycięstwo w siódmym meczu ligowym tej drużyny. Udany debiut Tomasza Kaczmarka. Zwłaszcza druga połowa może być dobrym materiałem do analizy dla szkoleniowca w kontekście następnych meczów. A ten już za niedługo, bo we wtorkowe popołudnie z Zagłębiem Lubin. A Motor Mariusza Misiury jest cały czas groźną i ciekawą drużyną. Jednak brakuje w tym wszystkim skuteczności i chłodnej głowy. Dodatkowo formacja obronna nie bardzo pomaga, a jest to dziwne jak przypomnimy sobie dobrze zorganizowaną Wisłę Płock z poprzedniego sezonu.



