Za nami kolejny, ciekawy weekend z Formułą 1. Tym razem królowa motorsportu odwiedziła Austrię, w której zawsze sporo się działo. W tegorocznej edycji nie było inaczej. Kierowcy dostarczyli fanom kawałka dobrego ścigania okraszonego decyzjami strategicznymi. Nie obyło się również bez kontrowersji. Czas w takim razie to wszystko podsumować.
Russell na dobre wziął się do roboty
Już przymykając oko na to w jakich okolicznościach Georgeowi Russellowi udało się przystąpić do tego wyścigu z pierwszej pozycji, to trzeba jasno powiedzieć, że Brytyjczyk w ostatnich dwóch wyścigach się podniósł i zaczął dowozić. Zdecydowanie lepiej wygląda jego tempo wyścigowe, co przyniosło w końcu efekty. W Barcelonie się nie udało, dzięki między innymi genialnej strategii Lewisa Hamiltona, lecz w Austrii Brytyjczyk dopiął swego.
28-latek wygrał swój drugi wyścig w sezonie. Czekał na tę drugą wiktorię od inauguracyjnej rywalizacji w Australii. Jego strata do Kimiego Antonellego wciąż jest spora, lecz na ten moment wynosi 40 punktów. Jest zatem co odrabiać, jednak nie ma chyba zbytnio na co narzekać i ewidentnie Russell się pozbierał. Bardzo dobrze to o nim świadczy, a fani Formuły 1, którzy już wręczali tytuł młodemu Włochowi muszą się jeszcze wstrzymać. Z pewnością na przestrzeni całego sezonu dojdzie w Mercedesie jeszcze do niejednej rywalizacji. A Lewis Hamilton będzie się temu wszystkiemu bacznie przyglądał i czekał na swój moment.
Red Bull w końcu z konkurencyjnym tempem
Max Verstappen w końcu w Austrii dysponował konkurencyjnym autem. Nie milkną głosy, które mówią, że Holendra przy lepszej strategii było w niedzielę stać nawet na zwycięstwo. Red Bull trafił z poprawkami na weekend i nie wydaje się, że może być to jednorazowy wyskok. Oczywiście najprawdopodobniej Red Bull na czele z Maxem Verstappenem nie będą teraz co wyścig walczyć o zwycięstwo. Jednak widać, że wrócili chociaż do gry w walce o podium co wyścig, a nie tylko na torach, które im tylko pasują.
Na pochwałę zasługuje też postawa Issaca Hadjara. Co prawda Francuz dojechał do mety na 6. pozycji, lecz na przestrzeni wszystkich dotychczasowych wyścigów nie traci dużo do swojego zespołowego kolegi. A to już duża rzecz i niemały powód do dumy. Hadjar na razie daje radę, on sam wie, że stać go na więcej i z pewnością nie zdołał jeszcze pokazać całego swojego potencjału. W Red Bullu na razie mogą być zadowoleni z decyzji, oferując mu drugi fotel w zespole.
Dokąd zmierza McLaren?
McLaren od pewnego czasu utknął na ziemi niczyjej. Co prawda Lando Norris i Oscar Piastri potrafią dowozić dobre miejsca, kilka podiów, lecz ewidentnie nie jest to tak silny zespół jak w poprzednim sezonie. Trochę to wygląda tak, że mistrzostwo Norrisa było jednorazowym wyskokiem i wykorzystaniem dobrego momentu na sięgnięcie po najwyższe laury. Może przesadzam, lecz przykro się patrzy na to jak w niespełna pół roku z zespołu, który odstawał bardzo reszcie, dominując w całej stawce, ma teraz problemy ze zdobywaniem regularnych miejsc na podium. Poprawki nie pomagają, zaległości trzeba nadrabiać, tylko kiedy to robić? Wydaje się, że do letniej przerwy nic się nie zmieni. Może po wakacjach w zespole nadejdzie lepszy czas.
AlphaTauri najlepszy ze średniaków?
Co prawda AlphaTauri zajmuje obecnie szóste miejsce w klasyfikacji generalnej konstruktorów to trzeba przyznać, że forma tego zespołu jest bardzo równa. A to dobrze świadczy, gdy chce się walczyć o miejsce piąte, czyli to za najlepszymi zespołami. Liam Lawson ustabilizował swoją formę i zdecydowanie widać po nim, że powrót z Red Bulla na „stare śmieci” był mu jak najbardziej potrzebny. Ugruntował pozycję w zespole, regularnie dowozi punkty i coraz częściej pokonuje swojego zespołowego kolegę właściwie na każdej płaszczyźnie.
Z kolei Arvid Lindblad jak na debiutanta radzi sobie całkiem poprawnie. „Ciuła” punkt po punkcie i przede wszystkim zostawa po sobie dobre wrażenie, a to już coś. Brytyjczyk z taką jazdą może być spokojny o angaż na przyszły sezon czy to w Alpha Tauri czy innym zespole.

