Jedyna słuszna decyzja. Jan Urban zasłużył na drugą szansę

Po porażce ze Szwecją jasne stało się, że nadchodzące mistrzostwa świata w USA, Kanadzie i Meksyku odbędą się bez reprezentacji Polski. Będzie to pierwszy wielki turniej od 2014 roku, na którym zabraknie naszej kadry. Jan Urban nie osiągnął głównego celu, który był stawiany przed nim w momencie, gdy obejmował stanowisko selekcjonera. Mimo to, niedługo po końcowym gwizdku spotkania w Solnej Cezary Kulesza przekazał informację, że kontrakt z obecnym trenerem zostanie przedłużony. W mediach i wśród opinii publicznej panuje przekonanie, że jest to słuszna decyzja. I nic w tym dziwnego. Reprezentacja Polski obecnie jest w lepszym położeniu niż była nie tylko w momencie, gdy Urban przejmował ją po Michale Probierzu, ale też wtedy, gdy wygrywaliśmy baraże o awans na Euro dwa lata temu czy poprzedni mundial.

Jan Urban broni się wynikami

Oczywiście obecny selekcjoner nie zdołał wprowadzić reprezentacji Polski na mundial i ostatecznie końcowy rezultat jest negatywny. Z drugiej strony jednak pozostałe wyniki bronią selekcjonera. Porażka ze Szwecją była dopiero pierwszą w ósmym meczu za jego kadencji. Pod wodzą Urbana nasz bilans to pięć zwycięstw, dwa remisy i tylko jedna porażka. Co więcej, oba podziały punktów to starcia z Holandią, a więc przeciwnikiem ze światowej czołówki o znacznie większym potencjale kadrowym od naszej reprezentacji. Aż do finału barażu nasza kadra za kadencji Urbana w żadnym spotkaniu nie zawiodła, jeżeli chodzi o wynik. Mecze, w których byliśmy faworytem wygrywaliśmy, a oprócz tego potrafiliśmy dwukrotnie urwać punkty Holendrom.

REKLAMA

Wprawdzie Jan Urban na początku swojej kadencji miał dość łatwych rywali (Finlandia, Nowa Zelandia, Litwa, Malta, Albania), jednak w ostatnich latach zanotowaliśmy tyle kompromitacji, że każde zwycięstwo należy doceniać. Oczywiście w większości tych spotkań nasza gra nie była do końca przekonująca. Zwłaszcza po rywalizacjach z Maltą i Albanią można było mieć zastrzeżenia co do stylu gry i postawy naszych kadrowiczów w defensywie. Niemniej jednak i tak trudno było nie zauważyć postępu, jaki poczyniła reprezentacja Polski pod wodzą Urbana. Nowy selekcjoner znacznie poprawił wyniki i przy odrobinie szczęścia dotarł do finału barażów.

Dobry mecz przeciwko Szwecji

Niestety w decydującym o losach awansu meczu zabrakło tego, co Jan Urban miał w poprzednich spotkaniach – szczęścia. W opinii niemal wszystkich kibiców to Polska sprawiała lepsze wrażenie i zasłużyła na zwycięstwo oraz awans na mundial. Nasza reprezentacja pokazała się z naprawdę dobrej strony, znacznie lepszej niż w wielu poprzednich meczach. To my prowadziliśmy grę, przez większość czasu kontrolowaliśmy przebieg spotkania, dyktowaliśmy warunki i tworzyliśmy więcej sytuacji. Przez 2/3 czasu gry byliśmy w posiadaniu piłki, wymieniliśmy ponad dwa razy więcej podań oraz prawie trzy razy więcej na połowie atakowanej.

Samo posiadanie piłki i liczba podań może wynikać ze sposobu gry rywala i niekoniecznie musi przekładać się na zagrożenie generowane pod bramką. Mimo to, pod tym względem – choć nie tak wyraźnie – również byliśmy lepsi. Oddaliśmy więcej strzałów (15 do 9), więcej celnych (9 do 7) oraz zanotowaliśmy więcej kontaktów w polu karnym przeciwnika (31 do 21). Niemniej jednak, w sporcie – a w szczególności piłce nożnej, która jest dyscypliną niskowynikową – w pojedynczym meczu nie zawsze lepszy wygrywa. I tak było i tym razem.

Nieco inny obraz meczu sugeruje nam coraz bardziej rozpowszechniony w ostatnich latach model xG (goli oczekiwanych). Według tej statystyki mecz był wyrównany i najbardziej sprawiedliwy byłby remis (1,65 – 1,53 xG na korzyść Szwecji według danych z Fotmob). Szwedzi jednak aż 1,03 xG wygenerowali w dwóch akcjach w 87. i 88. minucie, które zakończyły się zwycięskim golem. Ponadto gol na 2:1 Gustafa Lagerbielke został wyceniony aż na 0,53 xG. Poza tymi dwoma sytuacjami Polacy nie dopuszczali rywali do groźnych okazji. Z drugiej strony, sami nie potrafiliśmy stworzyć wielu klarownych sytuacji pod bramką przeciwnika. W całym meczu – podobnie jak Szwedzi – mieliśmy tylko dwie „duże szanse”.

Jan Urban broni się swoimi decyzjami

Selekcjoner reprezentacji Polski z pewnością musi czuć niedosyt po takim spotkaniu. Zwłaszcza że większość jego decyzji na ten mecz okazała się słuszna. Przed pierwszym gwizdkiem najwięcej mówiło się o zestawieniu środka pola i braku typowej „szóstki”. Urban nie uległ jednak presji i znów postawił na duet Piotr Zieliński – Sebastian Szymański. Można się zastanawiać, czy przy pierwszej bramce nie zabrakło nam klasycznego defensywnego pomocnika, aczkolwiek całościowo decyzja ta jak najbardziej się broni. Dzięki temu duetowi w środku pola przejęliśmy kontrolę nad meczem i prowadziliśmy grę. W posiadaniu piłki był to jeden z najlepszych występów reprezentacji w ostatnich latach.

Kolejne dwie decyzje, które mogły nieco dziwić to postawienie w pierwszym składzie na Przemysława Wiśniewskiego i Karola Świderskiego. Napastnik Panathinaikosu obronił się przede wszystkim strzelając bramkę na 2:2. Ponadto brał też udział przy pierwszej akcji bramkowej i generalnie zaprezentował się z dobrej strony. Więcej pretensji można mieć do piłkarza Widzewa. To on nie upilnował Viktora Gyokeresa przy decydującym golu. Niemniej jednak, na przestrzeni całego meczu bardzo dobrze radził sobie w pojedynkach fizycznych z napastnikiem Arsenalu. Grał agresywnie, blisko w kontakcie, nie pozwalając rywalowi opanować piłki i odwrócić się w kierunku bramki. Selekcjoner wystawił go jako zadaniowca i przez większość meczu z tych zadań wywiązywał się bez zarzutów.

Oczywiście to nie jest tak, że wszystkie decyzje Urbana są trafione. Po wtorkowym meczu można się zastanawiać, czy selekcjoner nie mógł szybciej reagować zmianami. Graham Potter nie bał się sięgnąć po zmienników i to oni częściowo zapewnili Szwedom awans na mistrzostwa świata. Z drugiej strony reprezentacja Polski była lepsza, więc nie było powodów, żeby cokolwiek zmieniać. Jan Urban nie chciał zaburzyć tego, co już dobrze funkcjonowało. Jedyną zmianą przed golem Szwedów na 3:2 było wejścia Oskara Pietuszewskiego za Karola Świderskiego, który sam poprosił o zmianę.

Suma szczęścia wychodzi na zero

Po porażce ze Szwecją Jan Urban może mieć poczucie, że nie mógł zrobić niczego więcej. Po objęciu stanowiska selekcjonera szybko uzdrowił reprezentację i wyciągnął ją z kryzysu. Niemal wszystkie jego decyzje okazywały się trafione. Na finałowe starcie ze Szwecją również przygotował odpowiedni plan, co potwierdzał przebieg meczu. Ostatecznie jednak nie dało to awansu na mundial. Urbanowi na koniec zabrakło po prostu szczęścia, które mieli jego poprzednicy. Michał Probierz wywalczył awans na mistrzostwa Europy po wyeliminowaniu w barażach Estonii oraz Walii po rzutach karnych. Czesław Michniewicz z kolei miał to szczęście, że nie musiał grać półfinału, ponieważ Rosja została wykluczona. Miał więc tylko jeden mecz, również ze Szwecją, tyle że u siebie.

REKLAMA

Pierwszy brak awansu na wielki turniej od 12 lat musi boleć. Rozczarowanie jest tym większe, że reprezentacja Polski pod wodzą Urbana wreszcie zaczęła cieszyć kibiców swoją grą. Patrząc na całe eliminacje naprawdę nie mogliśmy zrobić o wiele więcej. W grupie zgodnie z przewidywaniami zajęliśmy drugie miejsce. Cienem na tych eliminacjach kładzie się jedynie porażka z Finlandią w Helsinkach (1:2) za kadencji Probierza. Jednak z drugiej strony piłkarze odkupili winy dwoma remisami z Holandią. Gdyby nie udało nam się zakwalifikować na poprzednie Euro, wówczas pretensje moglibyśmy mieć wyłącznie do siebie. W eliminacjach byliśmy słabsi od Albanii i Czechów, a ponadto dwukrotnie nie potrafiliśmy pokonać Mołdawii. Udało nam się jednak awansować dzięki barażom, do których dostaliśmy się poprzez Ligę Narodów. Teraz los zabrał nam to, co dał dwa lata temu.

Czy brak awansu na mundial jest katastrofą?

Polska jest jedną z dziewięciu reprezentacji, które kwalifikowały się na pięć poprzednich wielkich turniejów. W tym gronie są jeszcze: Anglia, Niemcy, Hiszpania, Francja, Portugalia, Belgia, Chorwacja i Szwajcaria. Przez długie lata udawało nam się oszukiwać system i utrzymywać w tym zaszczytnym gronie. W ostatnim czasie przyszła jednak brutalna weryfikacja. Najpierw spadek z najwyższej dywizji Ligi Narodów, a teraz brak awansu na pierwszą wielką imprezę od 12 lat. Ostatnie gorsze wyniki są konsekwencją tego, jak budowana była reprezentacja Polski od dłuższego czasu – ciągłe zmiany trenerów i brak długofalowej koncepcji. Mając w pamięci, w jaki sposób kwalifikowaliśmy się na poprzednie mistrzostwa świata i Europy, szczęście musiało wreszcie się odwrócić.

Jednak brak awansu na mundial niekoniecznie musi oznaczać, że przyjdą gorsze czasy. W ostatnich latach braliśmy udział w każdym wielkim turnieju, jednak na ich podstawie nie potrafiliśmy nic zbudować. Po Euro 2016 każda impreza kończyła się niepowodzeniem i zmianą selekcjonera w niedalekiej przyszłości. Nawet, gdy na mundialu w Katarze udało nam się wyjść z grupy, sukces ten został przykryty aferą premiową i mało atrakcyjnym stylem gry, a jego architekt Czesław Michniewicz pożegnał się z posadą selekcjonera.

Obecnie – mimo braku awansu na mundial – reprezentacja Polski wydaje się być w znacznie lepszym położeniu. Jan Urban sprawił, że tą drużynę znów chce się oglądać. To już nie są czasy Fernando Santosa czy Michała Probierza, kiedy po straconym golu nikt nie chciał wziąć na siebie odpowiedzialności. Znakiem rozpoznawczym zespołu Urbana jest natomiast to, że potrafii odrabiać straty. Z Albanią z 0:1 wyciągnęliśmy na 2:1. Ze Szwecją dwukrotnie doprowadzaliśmy do remisu. Pod względem mentalnym nasza reprezentacja jest na zupełnie innym poziomie. Coraz więcej zawodników wychodzi przed szereg i wyrasta na liderów kadry. Przyszłość naszej reprezentacji wcale nie wygląda tak źle i jest to główny powód dlaczego Jan Urban zasłużył na przedłużenie kontraktu.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    145,799FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ