Niektórzy piłkarze potrzebują rywala, aby wejść na wyższy poziom. Z takiego założenia wyszedł zimą Lech Poznań, który postanowił wzmocnić pozycję bramkarza i w ten sposób zmotywować Bartosza Mrozka. Z Feyenoordu został więc wypożyczony Płamen Andreew. Bułgar jednak nie zagrał jeszcze w żadnym oficjalnym meczu Kolejorza. Choć perspektywiczny, to jedyną jego zasługą jest zmuszenie dotychczasowego pierwszego golkipera do cięższej pracy. Czy to wystarczy, aby 21-latek trafił do Poznania na stałe?
Jesienią pozycja bramkarza była najsłabszym punktem pod względem jej obsadzenia. Kolejorz miał do dyspozycji Bartosza Mrozka oraz znacznie mniej doświadczonych od najlepszego golkipera poprzedniego sezonu Krzysztofa Bąkowskiego i Mateusza Pruchniewskiego. Nie dziwi więc, że Mrozek rozegrał wszystkie z 32 meczów. W pewnym momencie było ryzyko, że wypadnie z gry przez kontuzję ręki. Wtedy trener Niels Frederiksen twierdził, że wizja ewentualnego postawienia na któregoś z rezerwowych zawodników go nie przeraża. Ostatecznie nie okazało się to konieczne.
Bułgarski talent do rywalizacji
W praktyce nie pokazał jednak wiary w drugiego lub trzeciego bramkarza. Zarówno Bąkowski, jak i Pruchniewski zaliczyli występy jedynie w trzecioligowych rezerwach. Trener Frederiksen uwzględniał ich w kadrach meczowych pierwszego zespołu na kolejne mecze, natomiast ani razu nie dał któremuś z nich szansy – nawet z takim rywalem jak Gryf Słupsk. Mowa o oficjalnych rywalizacjach, bo jeśli pod uwagę weźmiemy sparingi, to Bąkowski zagrał latem przeciwko Chrobremu Głogów.
Dlatego zimą klub zaczął szukać kogoś, kto mógłby z Mrozkiem podjąć rywalizację. W przestrzeni medialnej pojawiły się dwa nazwiska: İrfan Can Eğribayat oraz Płamen Andreew. Turek był łączony z różnymi polskimi zespołami – między innymi Legią Warszawa, Widzewem Łódź oraz Cracovią. Krakowianie mieli też poważnie rywalizować o Bułgara. Ostatecznie Lech dopiął wypożyczenie tego drugiego, jednocześnie zwalniając dla niego miejsce w hierarchii po transferze czasowym Bąkowskiego do KFUM-u Oslo, grającego w Eliteserien.
Andreew został sprowadzony z Feyenoordu Rotterdam, aczkolwiek rundę jesienną spędził w Racingu Santander. Tam wystąpił raptem w pięciu meczach. Uchodził jednak (i nadal uchodzi) za spory talent bułgarskiego futbolu. To druga rzecz, którą kierował się Kolejorz, który zagwarantował sobie prawo do wykupu. Według portalu Weszło kwota wynosi 800-900 tysięcy euro.
Płamen Andreew jeszcze oficjalnie nie zadebiutował
Nie trzeba będzie więc zapłacić dużo, żeby sprowadzić wciąż perspektywicznego bramkarza. Tylko czy Poznaniacy zdecydują się na ten ruch? Czy będą chcieli ryzykować kupno zawodnika, który w meczach o stawkę jeszcze nie zagrał? 21-letni młodzieżowy reprezentant Bułgarii zagrał bowiem zaledwie w dwóch sparingach podczas obozu przygotowawczego w Abu Zabi. Zarówno z MŠK Žilina, jak i AGMK Olmaliq stracił po bramce. W obu przypadkach powinien zachować się lepiej, ale nie popisał się szczególnie z Uzbekami, bo gol padł po jego niepewnym wyjściu.
Sam Andreew w wywiadzie dla Karoliny Kurek, dziennikarki portalu Mecze24.pl, zachowywał otwartą postawę, niezależnie od tego, jak potoczą się jego dalsze losy. Nie chciał zamykać sobie żadnej drogi, mówiąc, że musi być cierpliwy i zachować gotowość, aby wykorzystać potencjalną szansę. W Lechu na razie się na to nie zapowiada. Mrozek zabetonował rolę pierwszego bramkarza, a zespół walczy o obronę mistrzostwa kraju. Trener Frederiksen raczej nie zamierza dokonywać roszad na tej newralgicznej pozycji. Jeśli okaże się, że 21-letni golkiper wróci do macierzystego klubu, to będzie można powiedzieć, że stracił rok z życia. Trudno też uwierzyć, że Holendrzy postawią na niego w kolejnym sezonie. W tym momencie to Poznaniacy mają w rękach przyszłość bułgarskiego talentu.
