Zagłębie Lubin klasycznie – dwa strzały celne, dwa gole

Jak mógł wyglądać mecz Zagłębie Lubin – Piast Gliwice, jak nie festiwal gry bezpośredniej. Ostatni raz byliśmy tak zaskoczeni, jak po poniedziałku był wtorek. Można z pełną powagą podziękować osobom odpowiedzialnym za szykowanie terminarza za to, że właśnie to starcie wrzuciły na termin poniedziałkowy.

Zagłębie Lubin miało ogromny problem z generowaniem zagrożenia. Marcel Reguła na początku błysnął decyzją o przewrotce i kreatywnym napędzeniu kontrataku poprzez zagranie piętą, ale szybko zgasł. Sebastian Kerk był niewidoczny. Mateusz Dziewiatowski był wszędzie, lecz wszystkie jego poczynania było dość niezdarne, zaś zagrania mocno niecelne. Nic dziwnego, że trener Leszek Ojrzyński dwóch z nich zdecydował się zdjąć już w przerwie.

O wiele ciekawiej prezentował się Piast Gliwice, który miał trochę więcej pomysłów na ofensywne działania, niż długie zagranie do napastnika. Podopieczni Daniela Myśliwca potrafili szybciej zaatakować skrzydłem lub utrzymać się pod polem karnym i wymienić parę podań. Z dystansu też próbowali zaskoczyć Zlatana Alomerovicia, choć Serb najwięcej roboty miał przy okazji strzału Jakuba Łabojki z pola karnego. Półwolej zmierzał jednak w środek, więc też nie może być mowy o jakiejś mega efektownej robinsonadzie. Dużo ruchliwości wnosili Samuel Ntamack i Jason Lokilo, lecz bardzo rzadko dochodziło w wyniku ich działań do strzałów. Niestety, Piastunki mimo niezbyt wysokich zawodników z przodu uparły się na dośrodkowania. Jak się łatwo domyślić – w walce na wysokościach nie mieli zbyt wielu szans z trójką stoperów. Liczenie na błąd Ławniczaka, Nalepy lub Michalskiego było głupie, bo cokolwiek o nich nie sądzić, to na grze głową znają się jak mało kto.

Zagłębie Lubin pokazuje, jak grać skutecznie

Levente Szabo i Jakub Sypek, którzy weszli po przerwie zrobili na pewno więcej od swoich kolegów z pierwszej połowy, jednak to wciąż było mało. Przynajmniej do okolic 70. minuty. Najpierw Mateusz Grzybek wywalczył żółtą kartkę przy dynamicznym kontrataku, aby parę minut później pomknąć prawą stroną i dograć piłkę w pole karne. Tam z dośrodkowaniem minął się Szabo, ale do dostawienia nogi gotowy był Sypek. Za kreatywne minięcie przeciwnika (przerzucenie sobie piłki poprzez odbicie głową) i wypracowanie gola gratulacje kierujemy do prawego wahadłowego.

Piast nie miał argumentów, by odpowiedzieć. Ze zmianami musiał ruszyć więc trener Myśliwiec, który wymienił cały przód. Piłka jednak znacznie częściej była pod polem karnym Dominika Grila. Bramka wisiała w powietrzu, bo Zagłębie Lubin potrafiło atakować całym zespołem. No i wystarczyła jedna wrzutka Sypka, na piłkę nabiegł Marcel Reguła i strzelił głową od poprzeczki. Leszek Ojrzyński udowodnił, że nosa do zmian to on ma – wpuszczony w przerwie skrzydłowy skończył mecz z golem i asystą.

Piast nie był tak ofensywny jak w pierwszej połowie, dał gospodarzom pole do rozpędzenia się i zebrał za to cięgi. Statystyki nie pozostawiają jednak wątpliwości – multum dośrodkowań, celnych na lekarstwo. To nie mogło się udać. Strzały z dystansu to jest jakiś sposób, ale trzeba nimi tworzyć jakieś zagrożenie, bo oddane tak po prostu nie były w stanie zaskoczyć doświadczonego Alomerovicia. Ten mecz może być doskonałym potwierdzeniem, że sezon 2026/2027 może być bardzo trudną przeprawą dla Daniela Myśliwca i jego zawodników.

Zagłębie Lubin – Piast Gliwice 2:0 (Sypek 72′, Reguła 86′)

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img