Wszyscy w ataku, wszyscy w obronie. Wnioski po Monaco – OM

AS Monaco pokonał Olympique Marsylia 2:1 na swoim stadionie i przedłużył serię ligowych zwycięstw z rzędu do 7. Dzięki temu Czerwono-biali kontynuują swój marsz w górę tabeli Ligue 1 i wciąż są bardzo groźni dla przeciwników. Ten mecz był dowodem tego, iż nawet kiedy nie wchodzą w mecz wybitnie, Monakijczycy potrafią skorygować błędy i kończą mecze zgodnie ze swoimi oczekiwaniami. Szczegóły w naszych wnioskach po tym niedzielnym meczu.

1. Wszyscy w ataku, wszyscy w obronie

Ta zasada przyświecała obu ekipom, w których pozycje na boisku były kwestią bardzo umowną. Ich duża wymienność sprawiała, że wielu piłkarzy grało między liniami i nie było przywiązanych do żadnej konkretnej strefy na boisku. Poza tym, obie ekipy broniły się całymi jedenastkami, by później wysoko ustawiać się w ataku pozycyjnym i uczestniczyć w nich kolektywnie, bez żadnych wyjątków. Przykładowo, nominalnie grający z przodu Hamed Junior Traorè angażował się w odbiór piłki. Z kolei grający w defensywie Monaco Thilo Kehrer notował kluczowe podania w tercji ofensywnej i wykraczał poza ramy typowe dla stopera.

REKLAMA

Obie ekipy miały też wielu graczy-łączników między obroną a atakiem, którzy jeszcze pogłębiali dynamikę i mobilność między formacjami. Byli to przede wszystkim Aleksandr Gołowin, Igor Paixao czy Pierre-Emile Højbjerg. Wszystko to sprawiało, że na boisku działo się naprawdę sporo. Gra po obu stronach toczyła się z wykorzystaniem wszelkich dostępnych zasobów ludzkich i energii, przez co aż chciało się ją oglądać.

2. Złe decyzje lub złe wykonanie

Skoro rozwój wydarzeń był aż tak ciekawy i intensywny, to jakim cudem żadna z drużyn nie wychodziła na prowadzenie? To przede wszystkim kwestia błędnych decyzji lub ich niewłaściwego wdrożenia w życie. Mistrzami pod tym względem byli: po stronie OM Igor Paixao, a w szeregach gospodarzy Maghnes Akliouche. Obaj byli bardzo aktywni i szukali swoich szans, ale w ich postępowaniu zawsze były pewne mankamenty decydujące o końcowym niepowodzeniu. A to nie dostrzegali oni lepiej ustawionego partnera, a to w świetnej sytuacji strzelali prosto w bramkarza, a to w inny sposób marnowali nadarzające się okazje. Zdecydowanie nie byli bierni, ale ich aktywność nie zawsze mogła być oceniania pozytywnie i rzadko przynosiła zespołom powody do radości. Taka dyspozycja zawodników odpowiedzialnych za konstruowanie i wykończenie, w połączeniu z dobrą formą bramkarzy, prowadziła do utrzymywania się bezbramkowego remisu.

3. Taka gra w obronie to nieporozumienie

Brak straconych przez Monaco goli to sprawa szokująca tym bardziej, że jednym z jej obrońców był fatalnie prezentujący się w defensywie Thilo Kehrer. Chwilę wcześniej chwaliłem Niemca za wypady na połowę przeciwników, ale to nie wszystko. Takie „dodatki” warto doceniać, ale każdy stoper musi przede wszystkim radzić sobie, gdy staje naprzeciwko nacierającego rywala. Pod tym względem 29-latek wypadał naprawdę słabo, nie radził sobie ani z Igorem Paixao, ani z Aminem Gouirim. Gdyby nie wsparcie i czujność jego kolegów, Denisa Zakarii i Wouta Faesa, jego błędy i długi czas reakcji mogłyby okazać się dramatyczne w skutkach.

4. Monaco coraz groźniejsze na skrzydłach

AS Monaco na początku meczu było nieco przyblokowane na skrzydłach. Atakowało głównie środkiem boiska i przede wszystkim tam było niebezpieczne. Drużyna z księstwa z biegiem minut coraz częściej próbowała jednak swoich sił pod liniami bocznymi boiska i coraz lepiej jej to wychodziło. W 59. minucie wrzutka z boku boiska okazała się elementem absolutnie kluczowym dla losów meczu. Właśnie w ten sposób padł pierwszy (lecz nie jedyny) gol spotkania. Ustawiony z prawej strony pola karnego Jordan Teze podał do Gołowina, a ten w ekwilibrystyczny sposób zamienił centrę na trafienię. Warto było więc popracować nad tym elementem gry, który przeszedł drogę od totalnego niewypału do instrumentu, który umożliwił Monaco przechylenie szali zwycięstwa na swoją korzyść.

5. Zakończyli z klasą!

Po wyjściu na prowadzenie przez Monaco obraz gry uległ radykalnej zmianie. Teraz oczy kibiców nie musiały już biegać od bramki do bramki, gdyż to l’OM atakowało i starało się powalczyć o przynajmniej 1 punkt. To się jednak nie udało, a zamiast tego to gospodarze pokazali jeszcze większą klasę i opanowanie. Cierpliwie wytrzymywali oblężenie marsylczyków, a i Lukáš Hrádecký zaliczył kilka decydujących interwencji. Monaco nie było jednak skupione wyłącznie na bronieniu i odliczaniu minut do końca. Było gotowe także na kontrataki i wykorzystało już pierwszą nadarzającą się okazję. Nieudane podanie Benjamina Pavarda wprowadziło sporo zamętu w szeregi przyjezdnych, a Folarin Balogun nie zastanawiał się, tylko ruszył po bezpańską piłkę. Przejął ją, pobiegł w stronę celu i pięknie przelobował bramkarza, dobijając resztki nadziei przeciwników. Na końcu OM strzeliło jeszcze na 2:1, ale był to już raczej gol pocieszenia, a nie realna walki o finalny rezultat.

Monaco udowodniło więc, że potrafi odnaleźć się w różnych okolicznościach i niezależnie od nich wie, co robi. W pełni zasłużyła na 3 punkty, choć mecz był trudny a Olympique długo walczył jak równy z równym i dopiero na końcu nie wytrzymał tempa. W konsekwencji został dogoniony w tabeli przez bezpośrednich rywali, którzy mierzą jeszcze wyżej i nie zamierzają się zatrzymywać.

AS Monaco 2:1 Olympique Marsylia (Aleksandr Gołowin 59′, Folarin Balogun 74′ – Amine Gouiri 85′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    145,914FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ