Co łączy Widzew Łódź i Wieczystą Kraków? Spory budżet transferowy, nowy trener w tym sezonie, porażka w 1. rundzie Pucharu Polski i brak zwycięstwa w 5 ostatnich meczach o stawkę. Co do szkoleniowców, później do zespołu wkroczył Mateusz Stolarski i nie zanotował najgorszego debiutu. Widzewowi w meczu z Legią czegoś jednak zabrakło i ostatecznie zaliczył 5. remis w 8 meczach Ekstraklasy. Tylko raz RTS zdobył komplet punktów. A szansa na poprawę tej statystyki była spora, bowiem Wieczysta pozostaje głównym faworytem do spadku. Przed startem tej kolejki zespół z Małopolski zgromadził zaledwie 4 punkty i wyprzedzał w tabeli jedynie Raków.
Dominacja, która dała… remis
Od pierwszych minut Widzew dobrze wywiązywał się z roli faworyta. Przejął inicjatywę, spychał przyjezdnych z Krakowa w głąb ich pola karnego. Już w 2. minucie Łodzianie sprawdzili Mateusza Kochalskiego. Giannis Papanikolaou uderzył jednak prosto w powołanego do reprezentacji Polski golkipera. Wieczysta starała się zaznaczyć swoją obecność w meczu, potrafiła co jakiś czas wyjść spod wysokiego pressingu, ale poza tym miała spore problemy. Widzewiacy od pierwszego gwizdka narzucali swoje warunki gry. Grali na bardzo wysokiej intensywności, zarówno z piłką, jak i bez niej. Okazje strzeleckie? Nie szły z tym w parze.
Konkret przyszedł w 15. minucie – odważnie z daleka uderzył Mariusz Fornalczyk, ale niecelnie. Był to jednak wyraźny sygnał, że Widzew potrafi dojść do szansy bramkowej. Minutę później dużo bliżej gola był Emil Kornvig, lecz Duńczyk minimalnie chybił głową. A w 19. minucie dopiął swego. Głębokie, przeszywające podanie na skrzydło, po którym padł centrostrzał. Antonio Milić próbował interweniować, ale zrobił to źle, zmylił Kochalskiego i Wieczysta straciła bramkę samobójczą.
Nawet jeśli padła w taki sposób, to Widzew na tę bramkę zasługiwał. Obraz gry niewiele się zmieniał, dalej to podopieczni Mateusza Stolarskiego dominowali na boisku. I przychodziło im to z ogromną łatwością. Szczególnie groźni byli ze skrzydeł. Po 25 minutach zespół z centralnej Polski wyraźnie zwolnił, zmniejszył tempo, ale inicjatywy nie oddał. Po prostu zaczął grać rozsądnie, jeśli chodzi o siły na resztę meczu. Mimo spowolnionej gry, Wieczysta dalej miała duże kłopoty z opuszczeniem własnej połowy, nie mówiąc już o nawiązaniu kontaktu. Różnica w liczbie strzałów była miażdżąca. Beniaminek nie przegrywał tak wysoko dzięki dobrej postawie Kochalskiego. I żeby było śmieszniej, w 37. minucie… Wieczysta wyrównała. Dalekie podanie Kochalskiego, do Lucasa Piazóna. Marcel Krajewski popełnił duży błąd w tyłach, co Argentyńczyk wykorzystał bezlitośnie. Przed sobą miał tylko bramkarza i z zimną krwią trafił do siatki. I weź tu zrozum Ekstraklasę…
Szósty remis Widzewa po dziewięciu meczach
Będąc ustawionym bardzo wysoko, czasami zapomina się o obronie. A to niedobrze, bo wtedy trzeba pilnować się w tyłach w szczególności, co Kochalski obnażył spod swojej bramki. Zdobyty gol nieco uskrzydlił przyjezdnych, ich gra się poprawiła. Mógł Widzew prowadzić do przerwy wysoko (tak na to wskazywały statystyki), a ostatecznie zszedł do szatni przy remisie. Po przerwie Wieczysta pozostała pobudzona i przysporzyła gospodarzom nieco problemów. Obie drużyny trzymały dobre, wysokie tempo, ten mecz naprawdę mógł się podobać. Dużo było zmian w kierunku wyprowadzania ataków, raz Widzew, raz Wieczysta. Po godzinie gry RTS miał 18 strzałów, beniaminek tylko 7. W tym aspekcie przewaga była miażdżąca. Ale w 65. minucie ponownie znalazła przełożenie na wynik. Akcję skrzydłem napędził Biuk, potem Chorwat zgrał do środka, do Sebastiana Bergiera. Wieczysta próbowała skasować akcję, lecz piłka wpadła pod nogi Mario Garcíi, a Hiszpan huknął, że nie było co zbierać. Serce Łodzi zabiło mocniej!
Po tym golu mecz ponownie zwolnił. Trafienie Hiszpana mogło zaważyć na losach całego starcia, a co za tym idzie, przełamania Widzewa. Wieczysta nie miała zamiaru składać broni i odpuszczać. Jeszcze szukała jakiejś sposobności, żeby urwać chociaż też punkt. I ją znalazła. W 80. minucie mierzone dośrodkowanie z rzutu wolnego, do piłki dotarł Milić. Chorwat jedynie trącił ją głową i to w zupełności wystarczyło. Drągowski stanął jak wryty i nawet nie skoczył do piłki. Zrehabilitował się za to trafienie samobójcze, być może na wagę cennego dla Wieczystej punktu. A wkrótce potem Wieczysta mogła nawet prowadzić za sprawą Lisandro Semedo, lecz tym razem Drągowski był górą. Ostatnie minuty były bardzo dobre w wykonaniu podopiecznych Željko Kopicia.
Takie mecze Widzew powinien wygrywać, zwłaszcza biorąc pod uwagę ambicje, jakie tam panują. Wieczysta nie bez powodu uznawana jest za najsłabszą drużynę Ekstraklasy. Nie grała wcale jakoś rewelacyjnie, a w pierwszej połowie nie miała do powiedzenia w zasadzie nic. Poza jednym podaniem i koszmarnym błędem Krajewskiego. Ogólnie rzecz biorąc, zespół z Łodzi wyglądał na boisku nieco lepiej od rywala. Zaważyła jednak gra obronna, która dziś kulała. A Wieczysta swoje okazje miała i je wykorzystywała. Dzięki temu remisowi Wieczysta przeskoczyła Motor Lublin w tabeli.



