Tottenham zatrudnił Igora Tudora jako strażaka, a ten zaczął gasić pożar benzyną

14 lutego 2026 roku Igor Tudor oficjalnie podpisał kontrakt z Tottenhamem i przejął funkcję pierwszego trenera zespołu. Przez pierwszy miesiąc chorwacki szkoleniowiec nie zdobył żadnego punktu. Dopiero 15 marca, w piątym spotkaniu na ławce trenerskiej jego Tottenham po raz pierwszy nie przegrał. Punkt wywieziony z Anfield jest jednak światełkiem w tunelu, które dało kibicom pierwsze powody do nadziei w walce o utrzymanie w Premier League.

Tottenham potrzebuje stabilizacji

Igor Tudor podpisał kontrakt z Tottenhamem tylko do końca obecnego sezonu. Zarząd nie widział w nim sternika projektu na kolejne lata, a człowieka, który z marszu poprawi jakość gry zespołu, zbuduje pewność siebie piłkarzy i tchnie wiarę w zespół. W wizji osób decyzyjnych na Tottenham Hotspur Stadium to miało wystarczyć, aby drużyna jak najszybciej zażegnała widmo spadku z Premier League.

REKLAMA

Wejście Tudora do szatni przyniosło jednak efekty odmienne od zakładanych. 47-latek jeszcze bardziej spotęgował chaos, który trwał w Spurs. Zaczął gasić pożar benzyną. Zespół najbardziej potrzebował stabilizacji, tymczasem sprowadzili trenera, który chciał zmienić ustawienie, a następnie w wyniku trudnej sytuacji kadrowej przez bardzo dużą liczbę kontuzji kombinował z systemem gry oraz pozycjami poszczególnych piłkarzy. Zawodnicy, zamiast nabrać pewności siebie, wyglądali na jeszcze bardziej zagubionych i załamanych mentalnie niż wcześniej. Wielu z nich, ustawionych w nienaturalnych dla siebie rolach, sprawiało wrażenie, jakby nie wiedzieli jak mają się zachowywać na boisku. Pod względem taktycznym Tottenham również odstawał od standardów Premier League.

Pierwsze cztery mecze Igora Tudora to cztery porażki (1:4 z Arsenalem, 1:2 z Fulham, 1:3 z Crystal Palace, 2:5 z Atletico w LM). W momencie zwalniania Thomasa Franka wydawało się, że Tottenham upadł już na samo dno. Po zatrudnieniu Igora Tudora usłyszał jednak pukanie od spodu. A potem osunął się jeszcze niżej.

Pomysły Igora Tudora

Poukładajmy to wszystko chronologicznie. Debiut Igora Tudora przypadł na domowe spotkanie z Arsenalem. Chorwat zaczął od swojej ulubionej formacji 3-4-3 (w której Tottenham kilka razy grał też za kadencji Thomasa Franka), ale kilka wyborów było nietrafionych. Na środku obrony zagrał defensywny pomocnik Joao Palhinha, a na prawym wahadle nominalny pomocnik Archie Gray. Conor Gallagher jako jeden z trzech stricte ofensywnych piłkarzy również budził wątpliwości. Tottenham był wyraźnie gorszy od sąsiada z północnego Londynu.

Igor Tudor zareagował i już po pierwszym meczu zdecydował się odejść od systemu 3-4-3. W wyjazdowym starciu z Fulham zmienił ustawienie na 4-4-2, natomiast nie rozwiązał problemu z wystawianiem piłkarzy na pozycjach, na których nie czują się do końca komfortowo. Ani Archie Gray nie jest lewym obrońcą, ani Xavi Simons lewym pomocnikiem (co więcej, gdy obaj grali po lewej stronie, dla żadnego nie jest naturalne ustawienie szeroko przy linii bocznej), ani Conor Gallagher prawym pomocnikiem.

Przeciwko Crystal Palace nastąpił więc powrót do 3-4-3. Jako prawy stoper zagrał Pedro Porro, a Archie Gray wrócił na prawe wahadło. Igor Tudor ustawienia z piątką obrońców w fazie defensywy trzymał się nawet po czerwonej kartce dla Mickeya van de Vena, przez co nastąpiło kompletne pomieszanie z poplątaniem. W miejsce Holendra do linii obrony cofnął się Joao Palhinha, do środka wszedł Conor Gallagher, który zmienił grającego na wahadle Souzę. Na pozycję Brazylijczyka został natomiast wycofany Mathys Tel. W efekcie z pięciu graczy, którzy tworzyli blok defensywny, tylko Kevin Danso grał na swojej nominalnej pozycji (środkowego obrońcy).

Następnym meczem był wyjazd do Madrytu w ramach 1/8 finału Ligi Mistrzów

Na mecz z Atletico Igor Tudor wreszcie miał do dyspozycji dwóch najlepszych środkowych obrońców zespołu, więc dorzucając do linii obrony Kevina Danso, mógł wystawić tercet stoperów, którym najczęściej grał Thomas Frank, gdy decydował się na takie ustawienie. Spotkanie zostało zapamiętane jednak przede wszystkim z powodu zmiany bramkarza. 47-letni szkoleniowiec odsunął Guglielmo Vicario, a w podstawowym składzie wystawił Antonina Kinsky’ego. Czech w obecnym sezonie zagrał tylko dwa mecze w Pucharze Ligi, ostatni raz pod koniec października. Choć Vicario na przestrzeni całego sezonu nie przekonuje, Kinsky zawalił mecz po całości. W pierwszym kwadransie popełnił dwa błędy w rozegraniu, które w obu przypadkach kosztowały stratę gola, łącznie przepuścił trzy bramki i w 17. minucie trener zdjął go z boiska.

Przed meczem z Liverpoolem pojawiły się już w mediach spekulacje, że Tottenham rozgląda się za następcą Igora Tudora. Pierwsze mecze bardzo szybko pokazały, że zatrudnienie Chorwata było błędem zarządu. Sprowadzili trenera, który ma swoje ulubione ustawienie, ale sytuacja kadrowa Tottenhamu nie daje mu odpowiednich wykonawców, aby z tej formacji korzystać. To zaś doprowadziło do tego, że szkoleniowiec, który wcześniej był zafiksowany na jeden sposób gry, zaczął kombinować z różnymi formacjami, a jako że robił to nieudolnie, to zespół stracił cenny czas i punkty niezbędne w wyścigu o utrzymanie.

Tottenham ujrzał światełko w tunelu

Przed meczem z Liverpoolem sytuacja kadrowa w defensywie Tottenhamu była najgorsza za kadencji Igora Tudora. Mickey van de Ven jest zawieszony za czerwoną kartkę, Cristian Romero i nawet Joao Palhinha zmagali się z urazami po starciu z Atletico. Igor Tudor znowu więc ustawił zespół w formacji 4-4-2, maksymalnie upraszczając sposób gry zespołu. Nastawili się na obronę niską oraz dalekie podania w stronę dwóch napastników. W ten sposób Koguty rozegrały najlepszy mecz za kadencji Tudora, który daje kibicom długo wyczekiwaną nadzieję w walce o utrzymanie. Dopóki w okolicach 60. minuty nie otworzyli się w poszukiwaniu wyrównującej bramki, Liverpool nie tworzył wielu okazji z ataku pozycyjnego. Współczynnik goli oczekiwanych gospodarzy w 65. minucie — według portalu Understat — wynosił tylko 0,51 xG.

REKLAMA

Obraz meczu dla Igora Tudora mógł być satysfakcjonujący tym bardziej że zespołowo bronili dobrze, mimo że indywidualne występy zawodników najbardziej odpowiedzialnych za defensywę były raczej słabe:

  • Guglielmo Vicario powinien zachować się lepiej przy bramce Szoboszlaia z rzutu wolnego.
  • Pedro Porro był objeżdżany przez Rio Ngumohę, został 6 razy przedryblowany.
  • Kevin Danso i Radu Dragusin również nie zanotowali przekonującego występu.

Proste środki w postaci dalekich podań w stronę napastników również przyniosły efekty

Włąśnie po rozpoczęciu akcji w ten sposób — bezpośrednim podaniem od Guglielmo Vicario w stronę Kolo Muaniego — zdobyli bramkę na wagę pierwszego punktu Igora Tudora w Premier League. W wielu przypadkach napastnicy (zwłaszcza Richarlison, ale Dominic Solanke też) potrafili sprawić, że po dalekich podaniach piłka nie wracała na połowę Tottenhamu, a zostawała w okolicach tercji ataku, co przekładało się na wiele dośrodkowań w pole karne.

Ten bardzo prosty system 4-4-2, który na Anfield zaprezentował Tottenham, na ten moment jest najbardziej przekonującym rozwiązaniem od zatrudnienia Igora Tudora. Nie był to piękny futbol, ale nie wyglądali już jak drużyna zasługująca na spadek z Premier League. Ta drużyna ma potencjał, aby grać jeszcze lepiej, ale obecnie nie ma już czasu, aby trener nadal szukał rozwiązania, które jej to umożliwi.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    145,354FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ