Po ostatniej serii gier Arsenal powiększył przewagę nad Manchesterem City do siedmiu punktów. Wprawdzie Kanonierzy mają jeden mecz więcej od zespołu Pepa Guardioli, jednak dzięki stracie punktów The Citizens, mogą sobie teraz pozwolić na błąd. Teoretycznie był to więc udany tydzień dla kibiców The Gunners. Niemniej jednak, sam mecz z Brighton – pomimo zwycięstwa 1:0 – nie dostarczył Mikelowi Artecie wielu powodów do optymizmu. Arsenal zagrał jeden z najgorszych meczów w obecnym sezonie. Pod wieloma względami był to podobny występ do wielu meczów w ostatnich tygodniach. Arsenal stał się znacznie bardziej pragmatyczny niż na początku sezonu, jednak nie przynosi im to większych korzyści.
Mikel Arteta minimalizuje ryzyko
Mikel Arteta jest typem trenera, który w pierwszej kolejności stara się minimalizować ryzyko. Jego zespół najpierw myśli o tym, aby nie stracić bramki niż o tym, aby ją strzelić. Posiadając piłkę i konstruując ataki pozycyjne na połowie przeciwnika, Kanonierzy grają bardzo bezpiecznie. Nie angażują w akcje ofensywne wielu piłkarzy, a skupiają się na zabezpieczeniu przed potencjalnym kontratakiem i reakcji po stracie piłki. Ponadto ekipa Artety rzadko decyduje się budować akcje krótkimi podaniami od własnej bramki, a częściej omija pressing dalekim zagraniem na połowę rywala i próbą zebrania drugiej piłki.
W ostatnim czasie Arsenal zmienił jednak swoje podejście. Kanonierzy coraz częściej – zwłaszcza mając korzystny wynik – oddają rywalom piłkę i pozwalają im przejąć inicjatywę. The Gunners zamiast kontrolować mecz poprzez posiadanie piłki na połowie rywala, starają się robić to poprzez dobrą organizację w defensywie. Najlepszym tego przykładem był środowy mecz z Brighton. Arsenal wyszedł na prowadzenie już w 9. minucie i od tego momentu nie był zainteresowany utrzymywaniem się przy piłce i zdominowaniem rywala. Pomimo statusu przedmeczowego faworyta i większej jakości indywidualnej The Gunners mieli tylko 40% posiadania piłki, 70% celności podań i wymienili ponad dwa razy mniej podań na połowie atakowanej, notując przy tym więcej dalekich podań.
Zarządzanie prowadzeniem w końcówkach meczów
Bardziej pragmatyczny Arsenal oglądamy coraz częściej. Z ośmiu meczów z najniższym posiadaniem piłki Kanonierów w obecnym sezonie ligowym aż sześć miało miejsce w ostatnich 12 kolejkach. Oczywiście w tym gronie znalazły się też dobre spotkania, jak choćby zwycięstwo 4:1 z Aston Villą pod koniec poprzedniego roku czy niedawne wygrane z Leeds (4:0) oraz Sunderlandem (3:0). Z ośmiu tych spotkań Arsenal przegrał tylko jedno – na początku sezonu z Liverpoolem (0:1). Oddawanie piłki rywalowi samo w sobie nie jest więc złe.
Głównym problemem Arsenalu w ostatnich tygodniach jest umiejętne zarządzanie prowadzeniem w końcówkach spotkań. The Gunners często cofają się zbyt głęboko na własną połowę, zapraszają rywala pod pole karne i skupiają się jedynie na bronieniu dostępu do bramki. Nie potrafią przy tym przenieść gry na połowę przeciwnika i utrzymać się tam przy piłce. Mimo że Arsenal jest dobrze zorganizowany w niskiej defensywie i nie dopuszcza rywali do wielu sytuacji, to zapraszając ich pod swoje pole karne, jedynie zwiększa ryzyko utraty bramki. Ryzyko, które Arteta zawsze stara się jak najmocniej minimalizować.
Takie nastawienie najbardziej widoczne było w dwóch spotkaniach przeciwko Wolves, ostatniej drużynie w tabeli. Arsenal w obu meczach tracił prowadzenie w doliczonym czasie gry. O ile w pierwszym starciu, na własnym stadionie udało im się jeszcze odpowiedzieć i wygrać, tak strata punktów w rewanżu była niezwykle bolesna. Kanonierzy prowadzili już 2:0, jednak wówczas oddali inicjatywę rywalowi. W drugiej połowie drużyna Artety miała tylko 48% posiadania piłki i wymieniła mniej podań. Także w niedawnym meczu z Chelsea, kiedy The Blues grali w osłabieniu po czerwonej kartce dla Pedro Neto, byli blisko wypuszczenia zwycięstwa w końcówce. Przez ponad 20 minut gry w przewadze Arsenal oddał tylko jeden strzał.
Arsenal wciąż punktuje na dobrym poziomie
Mniejszą dominację nad rywalem obrazuje też statystyka strzałów. Z siedmiu spotkań, w których Kanonierzy oddali co najwyżej 10 uderzeń, cztery odbyły się w 2026 roku. Natomiast z ośmiu potyczek, w których rywal oddawał minimum 10 strzałów, pięć miało miejsce w ostatnich 12 kolejkach. Niemniej jednak bardziej pragmatyczne nastawienie Arsenalu nie ma znaczącego wpływu na zdobywane punkty. Wprawdzie ich średnia w 2026 roku spadła z 2,37 do 2, jednak i tak jest to drugi najlepszy wynik w lidze w tym czasie. Biorąc z kolei pod uwagę punkty oczekiwane – obliczane według danych na stronie Understat – różnica ta jest jeszcze mniejsza. W ostatnich 11 meczach wynosi ona 2,01, podczas gdy na wcześniejszym etapie sezonu – 2,18. Lepszą średnią w 2026 roku od Arsenalu ma jedynie Chelsea.
Kanonierzy po prostu w ostatnich tygodniach wygrywają mecze w inny sposób. Zamiast pokazać wyższą kulturę gry i jakość piłkarską, Arsenal chce zwyciężać sposobem. The Gunners coraz częściej nastawiają się na bardziej bezpośrednią grę, szybkie ataki, dalekie podania, walkę w powietrzu i zbieranie drugich piłek czy stałe fragmenty gry. Artecie należą się słowa uznania, że stworzył zespół bardzo wszechstronny, który potrafi wygrywać na wiele różnych sposobów. Niemniej jednak, w ostatnich meczach Arsenal bardzo rzadko pokazuje swoje najmocniejsze atuty.
Arsenal jest coraz bardziej nerwowy
Oglądając ostatnie mecze Arsenalu, można odnieść wrażenie, że Arteta nakazuje swoim zawodnikom tego typu grę. Piłkarze przecież nagle nie zatracili umiejętności utrzymywania się przy piłce. Po prostu nie chcą tego robić. W spotkaniu z Brighton w grze Arsenalu dominował chaos. Ciężko tutaj było mówić o jakiejkolwiek kontroli poprzez posiadanie futbolówki choćby w krótkich fragmentach meczu. Kanonierzy często zamiast gdy była do tego możliwość, sprowadzić piłkę na ziemię, jak najszybciej oddalali zagrożenie od własnej bramki dalekim podaniem. Arsenal nie chciał uspokoić gry i budować akcji od bramkarza. Wręcz przeciwnie. Bardzo szybko pozbywali się futbolówki, często wybijając ją na uwolnienie i liczyli, że uda się zebrać drugą piłkę. Taka gra po prostu nie przystoi zespołowi walczącemu o tytuł.
W ostatnich spotkaniach Arsenal jest bardzo nerwowy z piłką przy nodze na własnej połowie, co skutkuje wieloma błędami prowadzącymi bezpośrednio do strzału czy też straconymi golami. W grze Kanonierów coraz mocniej zaczyna być widoczna presja spowodowana walką o mistrzostwo. Pewnie z tego też powodu Arteta nakazał swoim piłkarzom nie podejmować większego ryzyka w swojej tercji defensywnej. Niemniej jednak, takie podejście ostatecznie może okazać się zgubne w walce o mistrzostwo. Nie wszystkie mecze, grając tak jak w ostatniej kolejce, Kanonierom uda się przepchnąć. Dla wszystkich lepiej byłoby, gdyby Arsenal przestał „zabijać futbol”. I dla Artety, i dla zespołu, i dla wszystkich kibiców, którzy siadając przed telewizorem, oczekują atrakcyjnego widowiska.
