Sygnał, jakim była porażka w 1. kolejce z Zagłębiem Lubin (1:2), Piast Gliwice potraktował poważnie. Wisła Kraków zaczęła mecz od słabej postawy, więc gospodarze szybko zabrali się do roboty i wykorzystali bojaźliwość beniaminka. Sprawy jednak się pokomplikowały, a bramki padły z nieporadności obu ekip. Niemniej jednak sobotnie popołudnie umilił nam naprawdę ciekawy mecz.
Potencjał był na jeszcze wyższy wynik, niż końcowe 3:3. Quentin Boisgard szybko mógł mieć dublet, ale zawodził po całości. Francuz nawet w najprostszych sytuacjach kombinował, przez co Piast Gliwice znów mógł sobie napytać biedy. Całe szczęście Samuel Ntamack pokazał, że użycie podstawowych środków wystarcza – przyjęcie mijające defensora i uderzenie w miejsce, gdzie nie ma bramkarza. Wyglądało to na takie łatwe. W stratę gola najbardziej zaangażowany był Jakub Krzyżanowski, który popełnił błąd w rozegraniu. To był jednak najlepszy przykład przedstawiający całą Wisłę z początku spotkania. Bojaźliwą, niedokładną i niepewną. Choć gol ich trochę obudził, to drużyna trenera Jopa nie wykorzystała swojego momentu. Hugo Vallejo zszedł do środka (zadanie ułatwił mu uraz Raoula Gigera) i nie dał szans na skuteczną interwencję Marcelowi Łubikowi. Dwubramkowe prowadzenie Gliwiczan było zasłużone, lecz okazało się tylko preludium do emocji w tym meczu.
Wisła Kraków chce comebacku
Najskuteczniejszą bronią krakowskiej drużyny w tym meczu okazywały się długie podania za linię obrony. Raz kluczowo interweniował Juande Rivas, ale przed przerwą Marko Bozić wykreował szanse bramkową Jordiemu Sanchezowi. Może wykreował to duży wybieg, bo Austriak chciał zagrać pod siebie, ale zrobił to bardzo nieporadnie. Efektem była jednak piłka pod nogami hiszpańskiego napastnika, a chwilę później w siatce bramki Domena Grila.
Bozić w ogóle był najbardziej aktywnym piłkarzem gości. Dużo piłek granych było do niego, on także chętnie brał na siebie atakowanie lewą stroną. Zmarnował co prawda karnego w doliczonym czasie gry, lecz to właśnie jego strzał był przyczyną podyktowania jedenastki (i zła reakcja Igora Drapińskiego na lecącą piłkę). Po przerwie jednak wziął poprawkę, obejrzał powtórkę gola Vallejo i postanowił skopiować gola. Gril nawet nie zareagował na strzał zza pola karnego lecący blisko słupka.
W ślady rywala poszedł także Maxence Maisonneuve. Przy interwencji podczas blokowania strzału Jakuba Łabojko zostawił za sobą wyprostowaną rękę, piłka w nią trafiła, a sędzia Tomasz Marciniak zobligowany był do wskazania na wapno. Wychowanek Piasta wziął wykonanie jedenastki na siebie i pokazał Boziciowi, jak robić to skutecznie. Bramki padały raczej z nieporadności defensyw, niż z kunsztu ofensywnego, więc i w taki sposób Wisła Kraków ponownie wyrównała. Angel Rodado pokazał trochę techniki, lecz z bliska nie zdołał pokonać bramkarza rywali. Akcja jednak trwała, Hiszpan dograł w pole karne na głowę rodaka Sancheza, a ten uzupełnił swój dublet. Świetny powrót do PKO BP Ekstraklasy notuje napastnik Białej Gwiazdy.
Długo trwało przeciąganie liny, ale wynik remisowy miał szansę się utrzymać. Przy tej pogodzie nie było już sił, aby zerwać się do huraganowych ataków, zaś obie ekipy zdawały się szanować punkt. Wpuszczony z ławki Leonardo Sanca nie respektował jednak paktu o nieagresji. Celnym strzałem w samej końcówce regulaminowego czasu gry dał trzy punkty swojej drużynie. W doliczonym czasie gry Wisła Kraków jeszcze próbowała po raz kolejny doprowadzić do remisu, jednak brakło czasu.



