Ruben Amorim został kolejnym trenerem, którego misja przywrócenia Manchesteru United na szczyt zwyczajnie przerosła. Portugalczyk odchodzi jednak jako statystycznie najgorszy trener Czerwonych Diabłów w erze post-fergusonowskiej. Cały projekt pt. „Ruben Amorim w Manchesterze United” okazał się wielopoziomową klapą.
Ruben Amorim przeciwko zarządowi
W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia Ruben Amorim podjął zaskakującą decyzję, która wówczas wydawała się być nowym otwarciem dla prowadzonego przez niego projektu w Manchesterze United. Na spotkanie z Newcastle po raz pierwszy ustawił zespół w czwórce obrońców, odchodząc od swojego ulubionego systemu 3-4-2-1. W rzeczywistości nie było to jednak nowe otwarcie, a… początek końca, co sugerowały kolejne dni, mecze zespołu oraz przede wszystkim wypowiedzi trenera. W następnym starciu z Wolves 40-letni szkoleniowiec wrócił do formacji z trójką stoperów oraz wahadłowymi, tłumacząc to chęcią dostosowania się do przeciwnika, który również gra ustawieniem z piątką defensorów. Z podobnego założenia wyszedł także przygotowując plan na kolejne, już ostatnie w trakcie swojej kadencji, spotkanie z Leeds, ponieważ beniaminek również stosuje system z trzema stoperami i wahadłowymi.
Ruben Amorim rozpoczął tryb gry na przetrwanie, co oznaczało wspomniany początek jego końca. Sposób gry Czerwonych Diabłów stał się bardziej zachowawczy, z większym naciskiem na brak tracenia bramek. Kolejnym elementem, który zdradzał, że pozycja Amorima osłabła były jego wypowiedzi na konferencji prasowej. Gdy przed meczem z Newcastle mówił, że nie wyklucza zmiany swojej filozofii, ponieważ zdał sobie sprawę, iż stworzenie idealnego 3-4-3 wymaga ogromnych nakładów finansowych oraz czasu najwyraźniej robił dobrą minę do złej gry. Przed meczem z Leeds jeden z dziennikarzy nawiązując do tej wypowiedzi próbował dowiedzieć się o przyczynach takiej zmiany myślenia przez trenera rok po podpisaniu kontraktu i postawił hipotezę, że osoby postawione wyżej w hierarchii tego oczekują. Ruben Amorim nie chciał odpowiadać na to pytanie, natomiast rzucenie do dziennikarza „ale jesteś bardzo bystry” raczej rozwiało wątpliwości.
Koniec wiary w Amorima
Po kilkunastu miesiącach pracy Rubena Amorima na Old Trafford zarząd przestał wierzyć w jego projekt. Decyzja o zwolnieniu Portugalczyka ze stanowiska była kombinacją słabych wyników oraz pogarszających się relacji na linii zarząd-trener, natomiast przy obu czynnikach kluczowy był brak wiary w metody pracy Amorima. Przy okazji zwalniania szkoleniowców w medialnych klubach lokalni dziennikarze zawsze starają się zbadać sprawę od podszewki i dotrzeć do zakulisowych informacji. Jak podaje The Telegraph – decyzja o zwolnieniu Amorima zapadła już przed meczem z Leeds, po spotkaniu trenera z dyrektorem sportowym, Jasonem Wilcoxem. Ponoć gdy poruszono kwestię ustawienia 3-4-3, Amorim „wybuchł”, a Wilcox zasygnalizował kierownictwu, że dalsza współpraca nie jest możliwa do utrzymania. Zresztą, konferencja prasowa Rubena Amorima po meczu z Leeds, której głównym przesłaniem było, że przyszedł po to, aby być MENEDŻEREM, a nie TRENEREM PIERWSZEJ DRUŻYNY potwierdza, że najprawdopodobniej pion sportowy chciał mieć decydujący wpływ na kształt i kierunek rozwoju pierwszego zespołu.
Oczywiście ciągle obracamy się w sferze domysłów, natomiast wygląda na to, że kurs jaki obrał Manchester United pod wodzą Rubena Amorima był niesatysfakcjonujący dla zarządu. Doszli do wniosku, że w ten sposób zespół nie zrealizuje celu, czyli nie awansuje do Ligi Mistrzów, a w przyszłości nie ma szans wrócić do czołówki europejskiego futbolu. Oczekiwali więc większej elastyczności oraz zmiany podejścia od Rubena Amorima, a że ten nie był do tego skłonny, podjęli decyzję o zakończeniu współpracy.
Obawy, które miał zarząd były ze wszech miar uzasadnione
Manchester United miał wyraźne braki (kontrolowanie meczów, prowadzenie gry, zabezpieczenie kontrataku, tworzenie sytuacji z ataku pozycyjnego), których nie powinien – a na pewno nie wszystkich w/w – mieć zespół z ambicjami na czołowe lokaty w Premier League. Co gorsza, defekty te wynikały z modelu gry, jaki narzucił drużynie trener. Sama statystyka, iż Manchester United w tym sezonie w meczach, w których miał wyższe posiadanie piłki od rywala zdobywał średnio 1 punkt (bilans 3-5-6) jest doskonałym przykładem jak wiele dzieliło Czerwone Diabły od gry zgodnej ze standardami topowego zespołu. Szerzej o tych wadach pisaliśmy już na naszej stronie niejednokrotnie, więc nie będziemy się rozpisywać w tym tekście, a odeślemy do innych artykułów (o tym czy pomysł Amorima ma sens, o bardziej bezpośredniej grze, o nieumiejętności prowadzenia gry).
Spóźniona reakcja
Osoby decyzyjne na Old Trafford doszły do tych samych wniosków, co duże grono brytyjskich punditów oraz kibiców i obserwatorów futbolu na całym świecie, tyle że… znacznie później, po popełnieniu wielu kosztownych błędów. Zacznijmy od tego, że samo zatrudnienie Rubena Amorima dyktowało już konieczność wielu zmian w drużynie. Przeciwnikiem pomysłu powierzenia sterów w zespole trenerowi, który jest mało elastyczny taktycznie i przywiązany do konkretnego sposobu grania był – według relacji mediów zajmujących się Manchesterem United – ówczesny dyrektor sportowy, Dan Ashworth. Anglik argumentował to koniecznością przebudowy zespołu pod system 3-4-2-1, która będzie wymagała sporo czasu i pieniędzy, ponieważ aktualnie nie mają odpowiednich zawodników do gry w takim ustawieniu. Klub zrobił jednak inaczej, a dwa tygodnie po debiucie Amorima Ashwortha nie było już na Old Trafford. Nieco ponad rok później sam trener swoją wypowiedzią (którą przytaczaliśmy na początku tekstu) potwierdził to, o co obawy miał Ashworth.
W pierwszym, niepełnym sezonie pracy na Old Trafford Ruben Amorim osiągał wyniki znacznie poniżej oczekiwań. Rozgrywki ligowe zespół zakończył na 15. miejscu, ponieważ w końcówce sezonu postawił wszystko na jedną kartę w postaci triumfu w Lidze Europy, dzięki czemu mieli szansę na awans do LM, co było bardzo ważne z perspektywy finansowej, ale przegrali w finale. Mimo to zarząd uznał, że warto inwestować w projekt Amorima i w letnim okienku transferowym wydał 250 mln euro na kolejne wzmocnienia (75 mln euro zarobił ze sprzedaży zawodników), przy których ważny głos miał szkoleniowiec, ponieważ nowi gracze musieli pasować do jego filozofii. Samuel Luckhurst donosi, że pozyskanie trzech atakujących (Mbeumo, Sesko, Cunha), a brak wzmocnienia środka pola to pomysł Amorima, co współgra ze stylem grania od samego początku obecnego sezonu w postaci częstej gry bezpośredniej, z pominięciem środka pola.
Ruben Amorim nie bronił się wynikami
Najmocniejszym argumentem świadczącym o pracy szkoleniowca są wyniki, a te u Rubena Amorima były – mówiąc wprost – fatalne. Żaden trener Manchesteru United nie miał w Premier League niższego procenta zwycięstw (32%), gorszego odsetka czystych kont (15%) oraz nie tracił więcej bramek w przeliczeniu na mecz (1,53). Jak na markę klubu, który prowadził rezultaty w meczach ligowych były przerażające:
- Spośród zespołów grających nieprzerwanie w Premier League od debiutu Rubena Amorima tylko trzy kluby zdobyly mniej punktów od Manchesteru United.
- Jego zespół zdobywał średnio 1,23 pkt/mecz.
- Przegrał więcej meczów (19) niż wygrał (15).
- Stracił więcej goli (72) niż strzelił (66).
Manchester United Rubena Amorima w obecnym sezonie zanotował progres, ale tylko dlatego, że w pierwszym sezonie, rozpoczynając pracę od zera, już na starcie wykonał kilka kroków wstecz próbując dostosować się do pomysłu nowego trenera. Często mówi się, że dany trener stał się ofiarą własnego sukcesu. Chwalenie z kolei pracy 40-letniego Portugalczyka za ten sezon byłoby pominięciem ważnego kontekstu w postaci regresu do historycznie niskiego poziomu pod jego wodzą w poprzednich miesiącach. Stamtąd zespół mógł już iść tylko w górę.
Ruben Amorim w dwóch okienkach dostał 200 mln euro na transfery, a w obecnym sezonie nie uczestnicząc w europejskich pucharach wreszcie miał czas, aby swoje metody na spokojnie wprowadzić w procesie treningowym (tym często usprawiedliwiano go w poprzednich rozgrywkach), wszak żaden zespół w Premier League nie rozegrał mniejszej liczby spotkań od Czerwonych Diabłów licząc wszystkie rozgrywki (21; tyle samo cztery inne zespoly). Efektem jest tylko minimalnie wyższa średnia punktowa w Premier League (1,55 pkt/mecz) niż w najgorszym sezonie klubu po odejściu Sir Alexa Fergusona, a jeszcze przed przyjściem Amorima pod względem liczby punktów w Premier League (1,53 pkt/mecz w sezonie 2021/22). Nieco wyższą średnią miał natomiast Erik ten Hag w swoim drugim sezonie pracy (1,58 pkt/mecz), gdy Manchester United finiszował na 8. miejscu.
Co dalej?
Ponadto wielu argumentów za tym, że z Rubenem Amorimem zespół będzie szedł w górę – z powodów, które opisywaliśmy w drugim akapicie – nie było. Nie oznacza to jednak, że zwolnienie Portugalczyka jest lekiem na całe zło. Skala problemów w jakie popadł Manchester United jest ogromna i toczy klub od dłuższego czasu. Właściciele będą musieli zapłacić za błędy, jakie przyniosło wejście w projekt pt.: „Ruben Amorim w Manchesterze United”.
Portugalczyk posiada dość specyficzny model gry, który mocno różni się od filozofii, którą preferuje większość trenerów w największych klubach. Sprzedając w letnim okienku transferowym Alejandro Garnacho oraz Marcusa Rashforda (choć on jest w Barcelonie na wypożyczeniu) oddali dwóch lewoskrzydłowych, więc następca Amorima stanie przed dylematem kto w jego systemie ma trzymać szerokość na lewej stronie (Dorgu? Shaw? Cunha?). Amorim zaniedbał również drugą linię, która jest kluczowa w kontrolowaniu meczów. Do łask nowego trenera zapewne wróci Kobbie Mainoo, ale czy w połączeniu z Casemiro i Bruno Fernandesem, którzy mają tendencję do wertykalnej gry Manchester United stanie się zespołem, dla którego posiadanie piłki nie będzie już problemem? Te pytania (a inne pewnie jeszcze dojdą) prawdopodobnie znowu będzie trzeba rozwiązać na rynku transferowym. A sytuacja finansowa Manchesteru United jest przecież nieciekawa.
