„Różnica jest ogromna” – Puchacz po debiucie w Lidze Mistrzów

Tymoteusz Puchacz ma za sobą pierwszy występ w fazie ligowej Ligi Mistrzów. Sabah FK przegrało na Old Trafford z Manchesterem United 0:4, a reprezentant Polski rozegrał pełne 90 minut. Po spotkaniu nie szukał łatwych usprawiedliwień. Przyznał, że jego drużyna zetknęła się z poziomem, do którego na razie nie jest przyzwyczajona. Polak wcześniej rozegrał od początku do końca wszystkie osiem spotkań eliminacyjnych Sabahu, które musiało przejść aż cztery rundy, aby znaleźć się w fazie ligowej. Dopiero wyjazd na Old Trafford był jednak pierwszym starciem zespołu z Baku na tym etapie rozgrywek. Los od razu postawił mistrza Azerbejdżanu przed jednym z najtrudniejszych możliwych sprawdzianów.

Sabah nie rozpoczęło spotkania źle. Manchester miał przewagę i częściej utrzymywał się przy piłce, ale przez dłuższy czas nie potrafił przełożyć tego na wynik. Matheus Cunha otworzył rezultat w 28. minucie, a przy stanie 1:0 goście dostali nawet bardzo dobrą okazję do wyrównania. Joy-Lance Mickels znalazł się w dogodnej sytuacji, jednak nie zdołał skierować piłki do bramki. Kilka minut później różnica między zespołami zaczęła być widoczna także na tablicy wyników.

Najgorszy dla Sabahu okazał się fragment tuż przed przerwą. W 43. minucie Bruno Fernandes wykorzystał kolejną akcję gospodarzy, a dwie minuty później Benjamin Šeško podwyższył na 3:0. Zespół Puchacza w ciągu kilku minut przeszedł więc od szansy na remis do praktycznie rozstrzygniętego spotkania. Po zmianie stron czwartego gola zdobył Lisandro Martínez i Manchester spokojnie dowiózł wysokie zwycięstwo. Tymoteusz Puchacz po końcowym gwizdku nie próbował przekonywać, że cztery stracone bramki były wyłącznie wynikiem pecha czy pojedynczych błędów. W rozmowie z CANAL+ SPORT mówił przede wszystkim o szybkości działania zawodników Manchesteru i jakości podejmowanych przez nich decyzji. Nawet wtedy, gdy wydawało się, że sytuacja jest pod kontrolą, jeden moment nieuwagi potrafił błyskawicznie zamienić się w groźną akcję.

– Różnica jest ogromna – przyznał Polak. Zwrócił uwagę, że zawodnicy Sabahu czasami byli w stanie wyjść z własną akcją, a przy stanie 0:1 stworzyli sobie nawet okazję na wyrównanie. Problem zaczynał się wtedy, gdy Manchester odbierał piłkę. Gospodarze znacznie szybciej podejmowali decyzje, dokładniej rozgrywali kontry i zdecydowanie rzadziej marnowali sytuacje wynikające z błędów przeciwnika. – Ten poziom jest na razie dla nas za wysoki – podsumował Puchacz.

Tymoteusz Puchacz z wymagającym rywalem na początek

Nie oznacza to jednak, że 27-latek spisał już udział Sabahu w Lidze Mistrzów na straty. Wręcz przeciwnie. W jego wypowiedzi było sporo szacunku dla rywala, ale również przekonanie, że takie spotkania mają pomóc drużynie w dalszym rozwoju. Dla większości zawodników mistrza Azerbejdżanu był to pierwszy kontakt z fazą ligową Champions League i od razu przyszło im zagrać na Old Trafford. Puchacz bronił też podejścia Valdasa Dambrauskasa. Litewski trener nie zdecydował się ustawić całej drużyny przed własnym polem karnym i przeczekać spotkania w nadziei na możliwie niską porażkę. Sabah próbowało wychodzić wyżej, utrzymywać piłkę i momentami atakować większą liczbą zawodników. Przeciwko Manchesterowi takie podejście kosztowało sporo, ale Polak jasno dawał do zrozumienia, że właśnie taki sposób gry może w przyszłości pozwolić zespołowi zrobić kolejny krok.

Sam Sabah ma za sobą wyjątkowe miesiące. W poprzednim sezonie po raz pierwszy w historii zdobyło mistrzostwo Azerbejdżanu, dołożyło krajowy puchar, a następnie przeszło całą drogę eliminacyjną do Ligi Mistrzów. Klub istnieje dopiero od 2017 roku, dlatego już sam występ na Old Trafford był dla niego wydarzeniem bez precedensu. Dambrauskas zbudował zespół, który nie tylko zdominował krajowe rozgrywki, ale później poradził sobie także w czterech rundach kwalifikacji. Puchacz pozostaje jednym z podstawowych zawodników tej drużyny. W eliminacjach nie opuścił ani minuty, a przeciwko Manchesterowi również przebywał na murawie od pierwszego do ostatniego gwizdka. Po meczu znalazł jeszcze czas dla kibiców gospodarzy. W rozmowie z fanami wskazał Bruno Fernandesa jako swojego ulubionego zawodnika United i zdradził, że z Old Trafford zabrał koszulkę Marcusa Rashforda.

Pierwszy wieczór Sabahu w fazie ligowej zakończył się więc brutalnym zderzeniem z europejską czołówką, ale kolejne spotkanie powinno dać znacznie lepszą odpowiedź na pytanie o możliwości mistrza Azerbejdżanu. 13 października do Baku przyjedzie Slavia Praga, która rozpoczęła rozgrywki od porażki 2:3 z Lens. Dla Sabahu będzie to zdecydowanie bardziej realna okazja do zdobycia pierwszych punktów niż wyjazd na Old Trafford.

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img