Asseco Resovia Rzeszów krok dalej od zdobycia Pucharu CEV

Walka o zwycięstwo w Pucharze CEV zapowiadała się naprawdę ciekawie. Zmierzenie się z tureckim zespołem, w którym grają takie gwiazdy jak Matthew Anderson czy Trevor Clevenot to wyzwanie zwłaszcza na ich terenie. Jednak siatkarze trenera Sammelvuo już nie raz pokazali, że są teraz w świetnej formie i zawodnicy z Ankary są w ich zasięgu. Asseco Resovia Rzeszów i Ziraat Bankasi w pierwszym meczu finałowym potrzebowały aż pięciu setów, by rozstrzygnąć pojedynek.

Zacięty początek

Od początku mecz był bardzo zacięty i drużyny szły punkt za punkt. Drużyny dosyć ciekawie rozwiązywały swoje akcje, ale nie raz popełniały też błędy. Warto pochwalić rzeszowian za spryt i szybkość na boisko, bo dzięki tym cechom objęli pierwsze większe prowadzenie w meczu (9-7). Niestety po chwili pojawiły się pierwsze problemy. Rzeszowscy atakujący nie mogli skończyć ataku, przez co przewaga polskiego zespołu zmalała do zera. Niestety w drugiej części spotkanie zespół z Turcji grał o wiele skuteczniej, co spowodowało, że pierwszy raz w tym meczu objął prowadzenie. Końcówka była bardzo zacięta i nieprzewidywalna. Raz prowadzenie obejmowali jedni, a raz drudzy. Obie drużyny niesamowicie walczyły o każdą akcję. Set zakończył się na przewagi i po genialnym bloku na Andersonie to Resovia wygrywa tego seta (27-25).

REKLAMA

Niesamowicie wyrównany był ten mecz. W drugiej partii oba zespoły również szły łeb w łeb. Niestety pierwsze prowadzenie objął Ziraat. Warto wspomnieć o tym, że świetnie funkcjonował u naszych rywali blok. Zawodnicy z Rzeszowa nie potrafili się przez niego przedrzeć, a przeciwnicy czytali z nich jak z kartki. To wszystko zsumowało się na spore prowadzenie naszych rywali (6-10). Na szczęście ten dołek u rzeszowian nie trwał długo. Zawodnicy potrafili się podnieść i doprowadzić do remisu. W tym secie naprawdę dużo się działo, a wynik zmieniał się błyskawicznie. Raz dobry moment mieli zawodnicy z Ankary, a raz rzeszowianie. Niestety nasi rywale na czele z Matthew Andersonem oddalali się i w pewnym momencie prowadzili już (18-21). Dodatkowo zawodnicy z Rzeszowa zaczęli popełniać pojedyncze błędy, które w sumie złożyły się na aktualny wynik punktowy. Niestety przez to wszystko drugi set padł łupem tureckiej drużyny (21-25) i w całym meczu było już 1:1.

Trudny mecz

Od początku partii nasi rywale zaczęli od bardzo mocnego prowadzenia (2-5). Świetnie jednak skontrowali przeciwników siatkarze Resovii, którzy bardzo dobrze zaczęli grać zagrywką. Od tego momentu gra była bardzo wyrównana. Na szczęście w drugiej części seta rzeszowianie potrafili delikatnie odskoczyć rywalom (17-15). Nie była to ogromna przewaga, ale w tym spotkaniu każda punktowa akcja była na wagę złota. Niesamowite bomby posyłały w zagrywce oba zespoły. Najpierw kapitan teamu z Ankary Ter Maat, a później genialnie zagrał Kuba Bucki. Świetnie oglądało się ten mecz, a jeszcze lepiej fakt, że polska drużyna nadal prowadziła. Mimo kilku poważnym problemów w końcówce siatkarzom z Rzeszowa udało się wyjść zwycięsko z tego seta. Po ataku Stephena Boyer zawodnicy trenera Sammelvuo wygrali (25-23) i objęli prowadzenie w meczu.

Już pierwsze akcje zdecydowanie należały do rzeszowian (3-1). Niestety ta radość trwała bardzo króciutko, bo tureccy zawodnicy szybko rozegrali dobre akcje i doprowadzili do remisu. Niestety po tej akcji zadziało się nieciekawie, bo libero z Ankary dostał czerwoną kartkę. Nie dowiedzieliśmy się, co dokładnie zrobił libero, bo kamera nie ujęła zdarzenia, ale po konsultacjach z drugim sędzią, główny arbiter spotkania nie cofnął swojej decyzji. To zdarzenie mogło bardzo rozproszyć turecki zespół, ale nic takiego nie miało miejsca. Końcówka zdecydowanie była pod ich dyktando (18-21). Grali sprytnie i świetnie potrafili rozpracować rzeszowian, którzy starali się odpierać ataki swoich przeciwników. Ten spokój dał naprawdę dużo, bo grając konsekwentnie drużyna Resovii potrafiła doprowadzić do remisu. Na nasze nieszczęście Ter Maat był dziś w rewelacyjnej formie. Końcówka była niesamowicie zacięta, jednak Anderson skończył tego seta swoim atakiem (23-25) i doprowadził do tie breaka.

Trudny tie break

Ta piąta partia dla drużyny z Rzeszowa zaczęła się bardzo ciężko (0-3). Można było odnieść wrażenie, że siatkarze trenera Sammelvuo byli bardzo rozproszeni, co w żadnym wypadku nie powinno mieć miejsca. Mimo próby odrobienia strat na tamten moment było to bardzo trudne zadanie. Emocje były niesamowite, a rzeszowianie starali się naprawić swoje błędy. I robili to niezwykle skutecznie! Zły początek nie przeszkodził w budowaniu świetnych akcji w późniejszej fazie meczu. Jak niesamowite oblicze ma ta walka. W końcówce było już (13-13), a zawodników Resovii, zwłaszcza Klemena Cebulja, zaczęły łapać skurcze. Emocje i dramaturgia meczu zaczęły rosnąć. Walka była ogromna, a nerwy pojawiały się zarówno po jednej jak i drugiej stronie. Niestety kapitan naszych rywali Yenibazar zakończył ten mecz asem serwisowym (17-19). MVP został Matthew Anderson, a rzeszowianie będą musieli odkuć się na wyjeździe…

Asseco Resovia Rzeszów – Ziraat Bankasi Ankara 2:3 (27-25, 21-25, 25-23, 23-25

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    108,834FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ