Cztery mecze potrzebował trener Łukasz Tomczyk, aby wygrać mecz w nowym klubie. Raków Częstochowa po prostu musiał wygrać z Bruk-Bet Termaliką Nieciecza, bo z kim innym, jak nie z najsłabszym zespołem w stawce. Kibice spod Jasnej Góry jednak nie mogą powiedzieć, że ich ulubieńcy grają na miarę swojego potencjału.
Przy takiej jakości indywidualnej, jaką ma Raków Częstochowa, można oczekiwać znacznie więcej. Oczywiście trzy punkty to trzy punkty, jednakże sobotni mecz nie był w pełni pod kontrolą. Głównym ofensywnym podmiotem, który ciągnął za uszy drużynę był wracający po kontuzji Ivi Lopez. Tylko on dał radę ukręcić gola z wielu niezbyt klarownych sytuacji. Hiszpan wykorzystał zbyt krótki wybicie piłki Krzysztofa Kubicy i z półobrotu posłał ją do bramki Adriana Chovana.
Z lepszych okazji wyróżnić można jeszcze główkę Patryka Makucha, z którą poradził sobie w świetny sposób bramkarz gości. Wypisać moglibyśmy jeszcze patelnię, jaką miał Jonatan Braut Brunes po podaniu od Michaela Ameyawa, jednakże rosły Norweg nie oddał nawet strzału – futbolówka zaplątała mu się między nogami. Znacznie wyżej można było wyceniać szanse bramkowe Termaliki, a te oglądaliśmy dwie. W obu przypadkach piłkę blisko bramki Oliwiera Zycha Ivanowi Durdovowi prezenotowali defensorzy Medalików. Chorwat nie wykorzystał żadnej z nich. Można jeszcze się pozastanawiać, czy przyjezdni nie powinni otrzymać rzutu karnego po kontakcie piłki z ręką Jeana Carlosa, ale VAR nawet nie zawołał sędziego Pawła Raczkowskiego do monitora.
Raków po przerwie nieporadnie szukał kontrataków
Gol do szatni spowodował, że role na boisku się odwróciły. Przed przerwą przyjezdni próbowali podejść wyżej do rywala, jednakże szybko wracali na swoją połowę i ustawiali się w niskim bloku. Oblężenia Rakowa, choć miały nieraz potencjał, to kończyły się wrzutkami poszukującymi wysokich napastników. Termalica zbijała piłkę i od razu szukała okazji do kontrataku długim podaniem. Rzadko udawało się jednak posłać je celnie do Durdova, a nawet jeśli, to napastnik ekipy Marcina Brosza nie potrafił się przy niej utrzymać. Nic dziwnego, że po przerwie nie pojawił się na boisku.
Drużyna z Niecieczy już bez niego musiała zaatakować, za to Raków ustawił się pod kontrataki. Termalica dochodziła do szans, jednak nie były to zbyt klarowne okazje. Najbliżej remisu było po rzutach rożnych, po których w powietrzu straszył Kubica. Zych jednak tchórzem się nie okazał. Raków blisko podwyższenia prowadzenia nie był, Niecieczanie do remisu też nie doprowadzili. Za każdym razem gościom brakowało trochę precyzji.
Częstochowianie wygrali więc swój pierwszy mecz w nowym roku. Do wiosennych zmagań w europejskich pucharach jeszcze trochę czasu jeszcze jest, ale Raków musi wziąć się do roboty. Na swoim podwórku Medaliki powinny dominować rywala pokroju Termaliki, a na razie tego nie potrafi.
