Próba naginania zasad. Dlaczego Manchester City zaczął tracić więcej goli?

Jedna bramka stracona z Liverpoolem. Dwa gole przepuszczone przeciwko RB Lipsk. Trzy z Tottenhamem i aż cztery z Chelsea. W ostatnich czterech spotkaniach Manchester City dał sobie wbić aż 10 goli. Choć terminarz był trudny to dla zespołu Pepa Guardioli to sytuacja w praktyce niespotykana. The Citizens w obecnym sezonie zachowują także mało czystych kont (tylko 4 na 13 spotkań), a mniej straconych bramek mają trzy zespoły. Jeśli mistrzostwa zdobywa się defensywą to Pep Guardiola musi znaleźć sposób na naprawienie tej formacji.

REKLAMA

Dlaczego Manchester City zaczął tracić więcej goli?

Całościowo statystyki Manchesteru City nie są wcale takie złe. Niemniej jednak, Obywatele to zespół wyjątkowy, którego nie możemy porównywać do większości drużyn konkurujących z nimi w lidze. Musimy więc przystawiać obecną wersję The Citizens do ich samych z poprzednich sezonów. Jeśli podopieczni Guardioli utrzymają takie tempo w liczbie traconych bramek do końca rozgrywek to sezon ligowy zakończą z 47 przepuszczonymi golami. Dotychczas w żadnym sezonie za kadencji hiszpańskiego szkoleniowca (a było już ich 7) nie stracili więcej bramek. W rozgrywkach 2018/19 średnia goli rywali na mecz była około dwa razy niższa niż obecnie (0,61 do 1,23).

Liczba straconych goli po 13 meczach sezonu może jednak wprowadzać w błąd. Pep Guardiola ostatnio próbował przekonywać, że nadal bronią tak samo dobrze jak w poprzednich sezonach. – Ale nasza średnia jest taka jak w meczu z Liverpoolem; pozwalamy na dwa lub trzy celne strzały. Z Wolves przegraliśmy jedną bramką z jednego celnego strzału. Ogólnie nasza średnia jest dobra. Jedynym wyjątkiem jest [mecz z] Chelsea i to jej przypisuję zasługi, a nie tylko naszym błędom. Reszta jest podobna do tego, co robiliśmy w poprzednim sezonie – mówił Guardiola przed meczem z RB Lipsk w LM. Przeciwko niemieckiemu zespołowi stracili dwa gole z trzech celnych strzałów, a z Tottenhamem – trzy z czterech uderzeń w światło bramki.

Możemy więc stawiać tezę, że Manchester City ma ostatnio pecha

Aby sprawdzić jak dużego – przyjrzeliśmy się dokładniej statystykom w porównaniu do poprzednich sezonów Premier League.

źródło: opracowanie własne, Excel

Dla ułatwienia w odczytywaniu danych (statystyki są w przeliczeniu na mecz) dodaliśmy kolory. Jak widzicie – obecne rozgrywki świecą się na czerwono, co oznacza, że na razie w większości aspektów to najgorszy sezon Manchesteru City pod kątem defensywy od początku kadencji Pepa Guardioli.

Jeszcze lepiej spadek statystyk defensywnych Obywateli zobrazują nam wykresy dla poszczególnych statystyk. Oto one:

Średnia liczba traconych goli Manchesteru City w sezonach Pepa Guardioli; żródło: Excel, opracowanie własne
Średnia liczba strzałów przeciwko Manchesterowi City w sezonach Pepa Guardioli; żródło: Excel, opracowanie własne
Średnia liczba strzałów celnych przeciwko Manchesterowi City w sezonach Pepa Guardioli; żródło: Excel, opracowanie własne
Średnia liczba strzałów z pola karnego przeciwko Manchesterowi City w sezonach Pepa Guardioli; żródło: Excel, opracowanie własne
Średnia liczba „dużych okazji” rywali przeciwko Manchesterowi City w sezonach Pepa Guardioli; żródło: Excel, opracowanie własne
Średnie oczekiwane gole tracone (xGC) Manchesteru City w sezonach Pepa Guardioli; żródło: Excel, opracowanie własne

Paradoksalnie, Manchester City nadal jest jednak jednym z najlepszych zespołów ligi pod kątem defensywy:

  • Stracone gole – 4. miejsce
  • Strzały przeciwko – 1. miejsce
  • Strzały celne przeciwko – 2. miejsce
  • Strzały z pola karnego przeciwko – 1. miejsce
  • Big chances conceded („duże okazje” przeciwko) – 3. miejsce
  • xGC (oczekiwane gole stracone) – 2. miejsce

Zwrot w stronę trendów

Średnia 3,16 gola/mecz z tego sezonu jest najwyższą w erze Premier League i gdyby się utrzymała to przebiłaby dotychczasowy rekord (poprzednie rozgrywki) o 0,41 bramki. Zespoły Premier League grają coraz bardziej ofensywnie, większy nacisk kładą na atak i to też powinniśmy brać pod uwagę analizując defensywę Manchesteru City.

Pep Guardiola w letnim okienku transferowym również uległ globalnym trendom. W końcówce poprzedniego sezonu wielu trenerów inspirując się efektownym, a zarazem efektywnym sposobem gry Brighton Roberto De Zerbiego również próbowało wciągania rywala na własną połowę i gry bardziej bezpośredniej. Roszady kadrowe na Etihad również zwiastowały lekką przemianę. Pep Guardiola w poprzednim sezonie tłumacząc swoje wybory w fazie pucharowej Ligi Mistrzów dokonał ciekawego podziału piłkarzy na „bardziej bezpiecznych” i „bardziej bezpośrednich” (inaczej mówiąc – ryzykownych). Drużyna, która sięgnęła po upragnioną Ligę Mistrzów opierała się na bezpieczeństwie w środku pola (Rodri, Stones, Gundogan) oraz na skrzydłach (Jack Grealish i Bernardo Silva rzadko wchodzili w pojedynki, a raczej mieli za zadanie utrzymać piłkę zapewniając zespołowi kontrolę nad meczem). Wertykalną grę miało zapewniać bodajże dwóch najbardziej zabójczych zawodników w swoim fachu – kreator Kevin De Bruyne i strzelec Erling Haaland.

Obecnie trochę się to zmieniło. Latem odszedł Ilkay Gundogan, a nowymi środkowymi pomocnikami Obywateli zostali Mateo Kovacic oraz Matheus Nunes. Za Riyada Mahreza na skrzydło przyszedł natomiast Jeremy Doku. Całą trójkę łączy znakomita umiejętność zdobywania terenu prowadzeniem piłki. Szybkiego – to słowo klucz – zdobywania przestrzeni. Nawet ściągnęty na środek obrony Josko Gvardiol jest w tym elemencie bardzo dobry.

REKLAMA

„Im szybciej piłka idzie, tym szybciej wraca”

W ostatnich meczach Manchester City jest zespołem jeszcze bardziej bezpośrednim niż wskazują to same transfery. Kevina De Bruyne zastąpił Alvarez, którego pierwszą myślą również jest gra do przodu, natomiast jako nominalny napastnik grający na „10-tce” nie wspomaga drugiej linii tak jak Belg. Na skrzydłach gra dwóch zawodników, którzy często wchodzą w pojedynki – Jeremy Doku i Phil Foden. Rolę Stonesa, który jest kontuzjowany przejął za to Manuel Akanji, coraz lepiej radzący sobie w drugiej linii, ale ciągle nie zapewniający takiej kontroli nad boiskowymi wydarzeniami, jak starszy od niego kolega.

Pep Guardiola powiedział kiedyś, żę „im szybciej piłka idzie [w stroną bramki rywala], tym szybciej wraca”. Czyli im szybciej chcesz atakować, tym rywal łatwiej może wyprowadzić kontratak. Filozofia Manchesteru City od lat opierała się na spokojnym, cierpliwym budowaniu ataków pozycyjnych z zachowaniem odpowiedniej struktury (słynne juego de posicion), aby być gotowym do kontrpressingu. W obecnym sezonie Manchester City nadal jest zespołem przenoszącym piłkę najwolniej w stronę bramki rywala, jednak nie robią już tego tak efektywnie jak w poprzednich latach. Charakterystyka poszczególnych zawodników sprawia, że zwiększa się szansa na stworzenie przewagi indywidualnej, ale także rośnie prawdopodobieństwo straty piłki, a to dla rywali oczywiście okazja do kontrataku.

To nie przypadek, że w tym sezonie Manchester City ma najniższe średnie posiadanie piłki, a także najniższy wskaźnik field tielt (to procentowa liczba działań w tercji atakowanej w porównaniu do przeciwnika, czyli określa on przewagę terytorialną) od początku kadencji Guardioli. A dla Hiszpana najlepszy sposób bronienia to przecież posiadanie piłki jak najdalej od własnej bramki. Obecnie mniej czasu spędzają w takiej grze, więc nic dziwnego, że rywale tworzą więcej sytuacji.

Indywidualne występy obrońców

Pep Guardiola musiał jednak mieć świadomość na co się pisze naginając zasady swojej filozofii. Wyjawiając sekrety tak udanego poprzedniego sezonu trener zaznaczył, że kluczową zmianą było posiadanie „prawdziwych obrońców”, którzy poradzą sobie w pojedynkach z najlepszymi atakującymi na świecie oraz potrafią świetnie bronić we własnym polu karnym. Stawiamy tezę, że Guardiola świadomie lekko przesunął wajchę w stronę bardziej bezpośredniej gry wiedząc ile może zyskać ofensywa, ponieważ liczył, że jego defensorzy będą w stanie zabezpieczyć zespół przed kontratakami.

W wielu momentach indywidualne jednostki jednak zawodzą. Ruben Dias, jeden z kluczowych piłkarzy w drodze po potrójną koronę, w obecnym sezonie miewa kłopoty w pojedynkach 1 na 1. Manuel Akanji przy szybkich atakach rywali nie ma zmysłu klasowego obrońcy jak ustawić się w polu karnym. Josko Gvardiol ciągle przyzwyczaja się do gry w nowym zespole, a rywale często to wykorzystują atakując jego stroną. Kiedy Manchester City da się wpędzić w bardziej chaotyczną grę na wierzch wychodzą także mankamenty Rodriego, któremu brakuje mobilności i często bywa spóźniony próbując zatrzymać kontratak.

Być może problemy Manchesteru City z defensywą nie są tak poważne, jak się wydaje. Musimy pamiętać, że tylko cztery mecze w wyjściowym składzie zagrał John Stones, który naszym zdaniem był kluczowy dla historycznego sezonu Manchesteru City. Z Anglikiem Obywatele wygrali wszystkie spotkania tracąc tylko dwa gole. Stones zapewnia większą kontrolę nad meczem podejmując odpowiednie decyzje w rozegraniu oraz skutecznie zabezpieczając kontrataki. Przewidujemy więc, że defensywa Manchesteru City wkrótce wróci do ustawień bazowych zamykając wszelkie dyskusje o problemach tej formacji.

***

Po więcej informacji o Premier League zapraszamy na grupę Kick & Rush – wszystko o lidze angielskiej

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    107,521FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ