Druga połowa lutego to początek fazy pucharowej Ligi Mistrzów. W tym oraz następnym tygodniu rozegrane zostaną play-offy o awans do 1/8 finału. Dla większości angielskich zespołów natomiast nadchodzące dwa tygodnie to idealna okazja do odpoczynku. W barażach rywalizować będzie jedynie Newcastle. Pozostałe pięć ekip z Premier League (Arsenal, Liverpool, Tottenham, Chelsea i Manchester City) zapewniło już sobie udział w następnej rundzie dzięki dobrym występom w fazie ligowej. Anglielskie ekipy zajęły aż pięć z ośmiu miejsc, które gwarantowały bezpośredni awans do 1/8 finału. Z jednej strony kluby Premier League zdominowały fazę ligową tej edycji Ligi Mistrzów. Z drugiej, w samej lidze mamy jeden z najbardziej ślamazarnych wyścigów o mistrzostwo.
Kluby Premier League lepiej punktują w Lidze Mistrzów
Obecny lider Premier League Arsenal po 26 kolejkach ma 57 punktów, co daje średnio 2,19 na mecz. Ostatni raz mistrz Anglii gorszą średnią punktów miał w sezonie 2015/16, kiedy po tytuł niespodziewanie sięgnęło Leicester City (2,13). Liczba „oczek” innych zespołów z czołówki również jest gorsza w porównaniu do poprzednich sezonów. Wicelider Manchester City punktuje ze średnią 2,04 na mecz. W ostatniej dekadzie – a więc od wspomnianej mistrowskiej kampanii Leicester – jedynie trzy razy wicemistrz kończył rozgrywki z niższym dorobkiem. Średnia punktów na mecz trzeciej obecnie Aston Villi (1,92) jest lepsza od pięciu zespołów, które kończyły sezon na tym miejscu w poprzednich 10 latach. Z kolei żaden zespół z czwartego miejsca nie miał gorszej średniej punktowej niż obecnie zajmujący tę lokatę Manchester United (1,73).
Czy jest to wynik słabości czołówki, tak jak miało to miejsce wówczas, gdy Leicester sięgało po mistrzostwo? Wyniki w Lidze Mistrzów sugerują, że wręcz przeciwnie. Premier League zdominowała trwającą edycję Champions League. Ze 144 punktów możliwych do zdobycia sześć angielskich drużyn zgarnęło 105. Jedynie Manchester City ma nieznacznie wyższą średnią punktów w Premier League niż Lidze Mistrzów (2,04 do 2). Pozostałe zespoły z kolei o wiele lepiej punktują w Champions League. Największa dysproporcja jest w przypadku Tottenhamu, który w europejskich rozgrywkach zdobywa średnio dwa razy więcej „oczek” (2,13 do 1,12). Z kolei Arsenal i Liverpool w Lidze Mistrzów mają średnią punktów wyższą o ponad 0,5 na mecz.
Słabo w lidze, lepiej w europejskich pucharach
Ogólnie rzecz biorąc, dla kibica śledzącego bacznie Premier League wyniki angielskich klubów w Lidze Mistrzów muszą nieco dziwić. Tottenham, który rozgrywa najgorszy sezon od wielu lat i niedawno zwolnił Thomasa Franka, zakończył fazę ligową na czwartym miejscu. W przypadku Kogutów można mówić o dużym szczęściu w losowaniu i sprzyjającym terminarzu. Ekipa Franka rywalizowała z czterema drużynami, które zostały już wyeliminowane i z żadnym, który bezpośrednio awansował do 1/8 finału. Newcastle aktualnie jest w dolnej połowie tabeli, a w Lidze Mistrzów byli o krok od wejścia do pierwszej ósemki. Chelsea oraz Liverpool również w obecnym sezonie ligowym nie grają na miarę swojego potencjału, a mimo to przez fazę ligową Champions League przebrnęli bez większych problemów.
Zresztą obecny sezon nie jest pod tym względem wyjątkiem. W poprzedniej kampanii w finale Ligi Europy rywalizowały Manchester United i Tottenham. Oba zespoły w Premier League zawodziły na całej linii. Spurs kończyli rozgrywki na ostatnim bezpiecznym miejscu, natomiast Czerwone Diabły tylko dwie lokaty wyżej. Z kolei w sezonie 2022/23 po triumf w Lidze Konferencji sięgnął West Ham, który kampanię ligową zakończył na 14. miejscu z przewagą sześciu punktów nad strefą spadkową.
Kłopoty Big Six
Jeszcze w drugiej połowie poprzedniej dekady kluby Big Six nie musiały za bardzo obawiać się o to, że ktoś z drugiego szeregu zdoła przebić się na stałe do czołówki ligi. W latach 2016-2019 w trzech sezonach z rzędu wszystkie sześć pierwszych miejsc przypadało Manchesterowi City, Liverpoolowi, Chelsea, Arsenalowi, Tottenhamowi i Manchesterowi United. Co więcej, przewaga szóstego nad siódmym miejscem wynosiła kolejno osiem, i dwa razy dziewięć punktów. Różnica pomiędzy zespołami z Big Six, a pozostałymi była wówczas ogromna.
W ostatnich sześciu sezonach z kolei opisywana wyżej sytuacja zdarzyła się tylko raz – w sezonie 2021/22. Wówczas jednak dysproporcja pomiędzy czołówką a resztą nie była tak duża. Różnice tak naprawdę zaczęły zacierać się mocniej w ostatnich sezonach. Obecnie jeżeli któraś z drużyn Big Six jest w kryzysie, bardzo prawdopodobne jest, że zakończy sezon nawet w drugiej dziesiątce. Tak było w przypadku Tottenhamu oraz Manchesteru United w poprzedniej kampanii oraz Chelsea dwa lata wcześniej, która zajęła 12. miejsce.
Lepsza klasa średnia w Premier League
Wszystkie te przykłady pokazują, że klasa średnia w Premier League staje się coraz mocniejsza. Na stałe do czołówki wbiły się Newcastle oraz Aston Villa. W ostatnich trzech sezonach oba te zespoły nie wypadły poza pierwszą siódemkę. Niemniej jednak, oprócz tej dwójki w ostatnich latach mamy też coraz więcej zespołów z drugiego szeregu, które były w stanie zakwalifikować się do europejskich pucharów. O coraz wyższym poziomie Premier League może świadczyć nie tylko większa rotacja w czołówce, ale też trudności beniaminków. W dwóch poprzednich sezonach z ligi spadały wszystkie zespoły, które rok wcześniej zaliczały awans z Championship.
Co więcej, ich strata do bezpiecznych miejsc była ogromna. W poprzednim sezonie strata osiemnastego Leicester do siedemnastego Tottenhamu wynosiła 13 punktów, a spadkowicze łącznie zdobyli 59 „oczek”. Rok wcześniej natomiast przewaga siedemnastego Nottingham nad osiemnastym Luton wyniosła sześć punktów (choć gdyby nie odjęcie punktów Forest byłoby to 10), a suma zgromadzonych „oczek” przez spadkowiczów wynosiła 66. W obecnych rozgrywkach beniaminkowie radzą sobie jednak znacznie lepiej. Zarówno Leeds, jak i Sunderland są na dobrej drodze do pozostanie w elicie i już nie raz zabierały punkty faworytom.
Porównanie zespołów z Ligi Mistrzów i Premier League
Jako, że zespoły ze środka tabeli rzadko mają okazję mierzyć się z drużynami z innych krajów, ciężko jest porównać ich siłę. Klarownych dowodów na to, że Premier Leauge jest najbardziej wymagającą ligą tak naprawdę nie ma. Niemniej jednak, istnieją strony, które na podstawie wielu różnych czynników oceniają siłę poszczególnych drużyn. I tak według Opta Power Ranking, biorąc pod uwagę wszystkie zespoły z Ligi Mistrzów oraz Premier League (łącznie 50 drużyn) poza pierwszą trzydziestką znajdują się tylko cztery angielskie zespoły – Sunderland (31. miejsce), West Ham (34.), Burnley (41.) i Wolverhampton (43.). Najsłabsze Wolves znajduje się pomiędzy Monaco a Athletikiem.
Porównując Premier League do innych lig europejskich różnica pomiędzy tymi najsłabszymi jest jeszcze większa. W La Lidze tylko pięć drużyn jest teoretycznie lepsze od Wolves, a w pierwszej dwudziestce znajdują się jedynie Barcelona, Real i Atletico. W Bundeslidze z kolei tylko siedem zespołów znajduje się nad najsłabszym w Premier League Wolves i również tylko trzy drużyny (Bayern, Borussia i Bayer) są w czołowej dwudziestce. Nieco lepiej na tle ligi angielskiej wygląda Serie A. W pierwszej dwudziestce mamy sześć włoskich zespołów, a najsłabszy zespół Premier League plasuje się na 29. miejscu. Ligue 1 z kolei ma trzech przedstawicieli w pierwszej dwudziestce (PSG, Lyon i Lens), a Wolves jest na 27. miejscu. Podsumowując, w tabeli obejmującej wszystkie zespoły z pięciu najlepszych lig europejskich, wszystkie drużyny z Premier League są w jej górnej połowie. Najsłabsze Wolverhampton znajduje się na 48. miejscu, pomiędzy Monaco a Celtą Vigo.
Przepaść finansowa
Premier League dominuje również w zestawieniu klubów z najwyższą wartością rynkową. W pierwszej dziesiątce tego zestawienia jest aż sześć angielskich drużyn. W pierwszej dwudziestce z kolei 11. Burnley, najmniej wartościowy zespół Premier League, plasuje się na 48. miejscu, pomiędzy Villarrealem a Realem Sociedad. Tak wysokie pozycje angielskich drużyn nie mogą dziwić. Premier League od kilku lat nie ma sobie równych pod względem wydatków na rynku transferowym. W ostatniej dekadzie kluby Premier League wydały na transfery 23,69 miliarda euro. Druga pod tym względem Serie A ponad dwa razy mniej (11,58 mld). Z kolei Bundesliga, La Liga i Ligue 1 w granicach 7-8 miliardów.
Jeszcze większa dysproporcja występuje, jeśli weźmiemy pod uwagę saldo transferowe (wydatki – przychody). W ostatnich 10 latach kluby Premier League wydały prawie 12 miliardów euro więcej niż zarobiły. Z lig europejskich druga pod tym względem Serie A jest ponad 1,7 miliarda „na minusie”. Oczywiście spora w tym zasługa tych najlepszych i najbogatszych zespołów, jednak pozostałe zespoły z Premier League również wydają znacznie więcej niż ich odpowiedniki w innych czołowych ligach. Z 20 klubów europejskich, które w ostatniej dekadzie mają najniższe saldo transferowe aż 13 to zespoły z Premier League.
Premier League zdominowała rynek praw telewizyjnych
Przepaść finansowa pomiędzy Premier League a pozostałymi ligami wynika oczywiście ze sprzedaży praw do transmisji. W sezonie 2024/25 liga angielska z tego tytułu zainkasowała 3,94 miliarda euro. Dla porównania druga w tym zestawieniu La Liga – 1,695 mld. Trzecia Bundesliga – 1,439 mld, czwarta Serie A – 1,1 mld, a piąta Ligue 1 – 740 milionów. Zestawiając zarobki ze sprzedaży praw telewizyjnych wszystkich klubów z Premier League oraz La Ligi we wspomnianym sezonie jedynie Real i Barcelona otrzymały więcej niż ostatnie Southampton. Co ciekawe, obaj hiszpańscy giganci znajdują się pomiędzy 13. Fulham a 14. Evertonem.
O sile finansowej Premier League najlepiej właśnie świadczą wydatki zespołów ze środka lub dolnych rejonów tabeli. Beniaminkowie po awansie niejednokrotnie potrafią zaszaleć na rynku transferowym. W letnim okienku przed trwającym sezonem Leeds oraz Burnley wydały grubo powyżej 100 milionów euro, natomiast Sunderland nawet ponad 200. Piłkarze z innych lig coraz częściej wybierają przenosiny na Wyspy nawet do średniego klubu kosztem występów w Lidze Mistrzów. Takim przykładem jest chociażby Granit Xhaka, który w Bayerze Leverkusen był jednym z liderów zespołu, a tego lata przeniósł się do Sunderlandu.
Dzięki coraz większym wpływom ze sprzedaży praw do transmisji Premier League staje się coraz bogatsza, a różnica finansowa pomiędzy angielskimi klubami a pozostałymi tylko się powiększa. W wyniku tego słabsze kluby są w stanie sprowadzać coraz lepszych piłkarzy. Obecnie dla czołowych zespołów Premier League, które występują w Lidze Mistrzów, rywalizacja w kraju często jest bardziej wymagająca niż na europejskim podwórku. Trenerzy przeważnie decydują się na większe rotacje w meczach Ligi Mistrzów. Premier League stała się tak silna, że obecnie żadnego rywala nie możesz zlekceważyć. Jeżeli do któregoś meczu nie podejdziesz w pełni skoncentrowany, przeciwnik będzie w stanie to wykorzystać, co tylko potwierdza trwający sezon.
