Klub w kryzysie – ludzie na drugim planie. West Ham od miesięcy ucieka przed widmem spadku, a ruchy transferowe od jakiegoś czasu są pasmem desperacji, nie wizji. Szczególnie czas rządów Grahama Pottera nie pozostawia złudzeń, jak bezdusznym można być wobec swoich podopiecznych.
Publiczna wypowiedź Vladimira Coufala sprzed kilku dni ponownie otworzyła tę dyskusję. W krótkim, ale mocnym wywiadzie Czech ujawnił, w jak szokujący sposób został potraktowany przez Grahama Pottera i klub. Słowa obrońcy odświeżyły pamięć o wydarzeniach, które West Ham próbował zamieść pod dywan — o chłodzie, braku szacunku i decyzjach pozbawionych ludzkiej wrażliwości.
Dziś, gdy klub walczy o tożsamość i odbudowę relacji, czytamy te słowa inaczej. Widzimy w nich nie tylko historię jednego piłkarza, lecz symbol szerzej zakrojonego problemu.
Zadanie obecnego trenera Nuno Espírito Santo oraz „superagenta” Jorge Mendesa już wygląda na trudne. Klub tkwił w chaosie sportowym i infrastrukturalnym, co utrudniało przyciągnięcie wartościowych zawodników. Jednak prawdziwy dramat dotyczył ludzi, nie liczb. Decyzje Grahama Pottera wobec Vladimira Coufala i Łukasza Fabiańskiego pokazują, że człowiek w West Hamie przestał być wartością. Obaj piłkarze szli innymi drogami, lecz obaj zostali potraktowani identycznie — zimno, krótko, nieludzko.
Coufal – wojownik, który zasłużył na coś więcej
Vladimir Coufal należał do ludzi, którzy nosili West Ham w sercu. Walczył o każdy metr boiska. Grał dla kibiców, dla zespołu, dla barw. Pomagał budować europejską erę Młotów i zdobył z klubem Ligę Konferencji. Mimo to usłyszał o swoim odejściu w rozmowie trwającej… trzydzieści sekund.
Potter poinformował Czecha o nieprzedłużeniu kontraktu bez wyjaśnienia, bez refleksji, bez szacunku. Coufal powiedział gorzko: Pięć lat w klubie… i 30 sekund rozmowy. To nie była sportowa decyzja. To było symboliczne zerwanie więzi między klubem, a zawodnikiem, który dawał z siebie wszystko.
Upokarzająca infrastruktura, upokarzający styl zarządzania
Coufal, zachwycony teraz profesjonalizmem Hoffenheim, porównał obydwa ośrodki treningowe. West Ham wyglądał przy nich jak klub z niższych lig. Kontenerowe kabiny, brak zaplecza, brak kultury pracy. Klub chwalił się wydaniem pięciu milionów funtów, ale nawet Burnley inwestowało więcej. Bournemouth stworzyło za to ośrodek, który zawstydził drużynę z Londynu.
Kiedy zawodnik odchodzi do innego klubu i mówi, że wreszcie nie musi spieszyć się do domu, bo trening to przyjemność, powinno to być dla władz alarmem. West Ham trwał w samozadowoleniu, a Potter nie próbował budować relacji.
Stracona szansa: Fulham czekało, West Ham odmawiał
Coufal miał ofertę Fulham. Dwuletni kontrakt, dobra pozycja, stabilność rodzinna. Potter i Kyle Macaulay nie zgodzili się na transfer. W styczniu nie pozwolili mu odejść. W maju wyrzucili go z klubu. Dla Coufala to decyzyjna groteska. Dziwna była to decyzja — podsumował. W rzeczywistości była tą, która pozbawiła go marzeń o dalszej grze w Premier League i zabrała jego synowi możliwość kontynuowania szkolenia w akademii West Hamu.
Fabiański – legenda, która nie dostała nawet minuty
Historia Fabiańskiego jest inna, ale ból ten sam. Polski bramkarz, jedna z najważniejszych postaci West Hamu w erze Premier League, liczył na godne pożegnanie w ostatnim domowym meczu sezonu, kiedy było już wiadomo, że Potter nie widzi dalszej współpracy z Polakiem. Klub już nie grał o nic. Ryzyko? Zerowe. A przecież Fabiański nigdy nie zawodził. Został poinformowany, że nie zostanie przedłużona z nim umowa i w teorii, były to jego ostatnie chwile na London Stadium. A jednak Potter nie dał mu nawet minuty.
Kibice nie mieli okazji podziękować Legendzie, a sam zawodnik nie mógł spełnić marzeń o finalnych rekordach Premier League. Pożegnanie człowieka, który siedem lat budował siłę drużyny i jej wizerunek, zostało sprowadzone do zlekceważenia jego i kibiców, którzy chcieli symbolicznie powiedzieć „dziękujemy”. Fabiański mówił wprost: Liczyłem, że będę mógł pożegnać się z kibicami. Jestem rozczarowany. To słowa człowieka zranionego bardziej emocjonalnie niż sportowo.
Fabiański wraca, Potter pakuje walizki – ironia losu w West Hamie
Historia Łukasza Fabiańskiego zyskała jednak nieoczekiwany zwrot. We wrześniu, gdy West Ham przeżywał dramatyczny kryzys na pozycji bramkarza, klub nagle „przypomniał sobie” o człowieku, którego Potter wcześniej tak łatwo skreślił. To była sytuacja graniczna. Drużyna traciła punkty, defensywa chwiała się w każdym meczu, a bramkarz numer jeden popełniał błędy trudne do zaakceptowania przez kibiców oraz analityków.
I wtedy West Ham zadzwonił do Fabiańskiego. Do bramkarza, którego nie dopuszczono do pożegnania. Do zawodnika, którego talent i doświadczenie odrzucono jak zbędny balast. Polak wrócił bez wahania, bo zawsze stawiał klub ponad osobiste emocje. Dla niego ważne były barwy, nie nazwiska w sztabie. Wrócił, aby ratować drużynę, która kilka miesięcy wcześniej odwróciła się od niego plecami.
Angielski szkoleniowiec nie wytrzymał presji wyników, nie wytrzymał presji szatni, która straciła zaufanie do zimnego stylu zarządzania. Jego wcześniejsze decyzje wobec Coufala i Fabiańskiego wróciły niczym bumerang. Były jak rachunek do zapłacenia. Kibice nazwali to „sprawiedliwością futbolu”, a niektórzy w klubie uznali za symboliczny efekt dehumanizujących metod Pottera.
Powrót Fabiańskiego stał się więc nie tylko sportowym ruchem ratunkowym. Stał się symbolem tego, że West Ham wciąż potrzebuje ludzi z charakterem, a nie decyzji podejmowanych na chłodno, bez emocji i bez wizji. Potter odszedł, a legendarny bramkarz znów pomaga West Hamowi.
I być może właśnie ten obraz — Fabiański w West Hamie, Potter poza klubem — najlepiej podsumowuje ostatni rok Młotów. Futbol jeszcze raz pokazał, że szacunek do ludzi wraca, a brak szacunku wraca podwójnie.
Potter – ten sam schemat, dwie różne „ofiary„
Coufal i Fabiański to zawodnicy o różnych rolach i różnych historiach. Pierwszy – boczny obrońca, wojownik, nagle odcięty od klubu. Drugi – bramkarz legenda, zlekceważony w momencie, który miał być symboliczny. Łączy ich jedno: Potter potraktował ich tak samo chłodno, tak samo bezdusznie, tak samo nieprofesjonalnie.
Dla jednego pożegnanie trwało pół minuty. Dla drugiego nawet się nie odbyło. I choć Potter odszedł, jego ślad w klubie pozostał — jako przykład tego, jak nie powinno wyglądać zarządzanie ludźmi. Nie zawodnikami. Ludźmi.
West Ham musi zrozumieć, że klub tworzą ludzie
Walka o utrzymanie jest trudna. Budowa zespołu — jeszcze trudniejsza. Wydaje się, że nowy szkoleniowiec wyciąga wnioski po błędach poprzednika, ale na ile pozwoli mu klub i jego włodarze? Najtrudniejsze jest jedno: zachować szacunek do osób, które przez lata dawały klubowi serce.
West Ham nie przegrał jedynie meczu o utrzymanie klasy. Przegrał próbę człowieczeństwa wobec Coufala i Fabiańskiego. Obydwaj mieli różne marzenia i różne drogi. Obydwaj zasłużyli na coś więcej niż twardy uścisk dłoni i zamknięte drzwi.
Potter odszedł, lecz klub wciąż może wyciągnąć wnioski. Może odbudować swoje relacje z zawodnikami. Może znów stać się miejscem, w którym człowiek liczy się więcej niż tabela.
Pytanie tylko, czy zechce?
