Pogoń Szczecin i Wisła Płock jak bliźniaczki. Obie nieskuteczne

Remis na zakończenie 7. kolejki. Wynik 1:1, na który zaledwie było stać Pogoń Szczecin i Wisłę Płock, wydaje się sprawiedliwy. Obie ekipy miały swoje momenty i swoje szanse. Nafciarze standardowo prezentowali kiepską skuteczność, Portowcy zaś też nią nie grzeszyli. A okazji do zdobycia wyższej liczby bramek im nie brakowało.

Pogoń Szczecin mogła prowadzić

Obiecująco w rywalizację weszła Wisła. Z werwą, agresywnie pressując, działała na połowie rywala, szukając szybkiego otwarcia wyniku. Dzięki temu stworzyła sobie kilka szans, z których najlepszą miał Jime. Hiszpan uderzył celnie, lecz w środek bramki, co nieco ułatwiło interwencję Valentinowi Cojocaru. Temu zdarzyło się raz wrzucić kolegów na karuzelę po stracie piłki tuż pod bramką, ale Płocczanie nie zdołali skorzystać z prezentu.

Minął kwadrans i od tego momentu na boisku trochę się pozmieniało. Inicjatywę przejęła powoli rozkręcająca się Pogoń. Właściwie to zdominowała gości. Gra toczyła się bowiem głównie na ich połowie. Działania pozycyjne jednak niezupełnie jej nie wychodziły. Na skrzydłach trudno było stworzyć jej przewagę. Nie mogła też zawiesić poczynań na napastniku. Na tej pozycji występował Paul Mukairu, czyli nominalny skrzydłowy.

To po stałych fragmentach gry Portowcy najbardziej wstrząsnęli przeciwnikiem. Najpierw Lukas Willen cieszyłby się z trafienia, gdyby na linii bramkowej nie stał akurat Łukasz Sekulski. Później gola Dimitriosowi Keramitsisowi odebrał słupek, bo tam skierował strzał Grek. Nafciarze poczuli co się święci i w ostatnich pięciu minutach pierwszej połowy odrzucili gospodarzy, by oddalić zagrożenie od własnej bramki.

Portowcy dopięli swego, by to zaprzepaścić

Po przerwie Szczecinianie kontynuowali starania pod polem karnym przeciwnika. Zaczęło robić się gorąco. Centrostrzał Darko Churlinova jeszcze nie skończył między słupkami, ale petarda Jana Biegańskiego już tak. Pomocnik dopadł do bezpańskiej piłki i po prostu kopnął w samo okienko. Rafał Leszczyński do tej pory ratował interwencjami zespół, ale tym razem nie miał szans na skuteczną reakcję.

Dopiero stracony gol doprowadził do tego, że Płocczanie wzięli się do roboty. Sygnał do odrobienia strat dawał Olaf Kobacki. Dzięki niemu w dogodnej sytuacji znalazł się Afonso Silva, który źle złożył się do strzału i posłał futbolówkę lekko, w sam środek. Chwilę później Wisła ponownie zamieszała ze stałego fragmentu gry. W powstałym po centrze z rzutu wolnego chaosie najlepiej odnalazł się Marcus Haglind Sangre. Defensor dał gościom wyrównanie.

Na fali entuzjazmu bardziej aktywną stroną na dłużej pozostali Nafciarze. Efektem pozostał jednak tylko łatwy do obrony strzał Marcina Kamińskiego, a jakże, po centrze z rzutu rożnego. Z kolei w ostatnim kwadransie, po wejściu Jacka Czaplińskiego oraz Kellyna Acosty coś ruszyło w grze Szczecinian. Przyjezdni nic sobie nie robili z kolejnych strzałów oddawanych w stronę bramki strzeżonej przez Leszczyńskiego, bo też większość blokowali. Aż do końca byli naciskani, ale wytrzymali napór.

Pogoń Szczecin – Wisła Płock 1:1 (Biegański 52′ – Haglind Sangre 60′)

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img