Ciężko się to oglądało. Nie jest odkryciem, że Zagłębie Lubin nie dysponuje w ofensywie najbardziej wyróżniającymi się piłkarzami (poza Marcelem Regułą). W połączeniu z pragmatyczną taktyką jest to przepis na męczarnie dla widza. Miedziowi nie pokazali nic ciekawego, a Wieczysta Kraków nie mogła znaleźć na nich sposobu. O ironio to ci pierwsi otworzyli wynik pod koniec meczu. I to wtedy doszło też do odblokowania Krakowian. W konsekwencji padł remis 1:1
Wieczysta Kraków się męczyła
Przewaga Wieczystej szybko się uwidoczniła. W pierwszych minutach pozwoliła rywalowi jeszcze na niegroźne strzały, a potem to ona decydowała o przebiegu gry. Widniejące na grafice statystyk 79% posiadania piłki i 12 uderzeń sugeruje, że mieliśmy do czynienia z niesamowitą nawałą. Nic bardziej mylnego. Tak, Krakowianie regularnie finalizowali akcje konkretami, ale nie raz zostali zablokowani, a gdy już byli celni, to próbowali swoich sił z trudnych pozycji. Zlatan Alomerović wtedy z łatwością stawał na wysokości zadania.
Żółto-czarnym zgadzało się prawie wszystko. Dominowali, nie pozwalali gościom na odgryzanie się, zachowywali kontrolę nad grą. Cierpliwie szukali swoich szans, ale z czasem ich akcje charakteryzowały się coraz większą karkołomnością. Efhtymis Koulouris gdzieś się zgubił, otoczony trójką rosłych defensorów. Christopher Lungoyi i Lisandro Semedo wdawali się w masę pojedynków, z których nie wynikało prawie nic. Szczególnie z kontrolowaniem poczynań tego pierwszego nie mieli większych problemów Miedziowi.
Zagłębie za to nie pokazywało nic poza żelazną defensywą. Ustawiało się nisko, pozwalając gospodarzom konstruować wielopodaniowe akcje. W takich wypadkach musisz być perfekcyjny, jeśli chodzi o fazy przejściowe. A przyjezdni w tym aspekcie mocno rozczarowywali. Jakieś okazje mogli wykreować po stałych fragmentach gry, ale tutaj również nie pokazywali niczego ciekawego. W dosadnym języku zespół Leszka Ojrzyńskiego prezentował ordynarny antyfutbol.
Spokojnie, zaraz się rozkręci
Szkoleniowiec Lubinian chciał ożywić podopiecznych w ataku, więc w przerwie dokonał zmian. Sebastiana Kerka i Mihaela Mlinaricia zastąpili Michalis Kosidis oraz Jakub Sypek. Faktycznie, wstępnie rotacje wniosły świeżość w grę drużyny. Beniaminek musiał radzić sobie z zdecydowanymi wyjściami. Taki stan rzeczy potrwał jednak raptem 10 minut, po czym z odważniejszej postawy przyjezdnych nie pozostało nic.
Mecz wrócił do punktu wyjścia. Wieczysta przeprowadzała kolejne wielopodaniowe akcje, starała się naciskać, ale nie było w tym wszystkim jakości. Zwarte szyki Zagłębia wydawały się nie do przejścia. Zdarzały się momenty, gdy się w nich zamieszało i Krakowianie oddawali wtedy sytuacyjne strzały. Szwankowała jednak precyzja. Obok bramki Alomerovicia piłki posyłali kolejno Miki Villar, Lisandro Semedo oraz Petar Pusić
Nic nie zapowiadało tego, że któraś z drużyn otworzy wynik. Pomyłka! Na trzy minuty przed końcem wynik otworzyło… Zagłębie. Aleks Ławniczak wyskoczył do wrzutki Michała Nalepy, po czym skierował piłkę do bramki. Zaraz potem na bramkę defensora odpowiedział defensor. Duje Dujmović uratował żółto-czarnym jeden punkt.



