Kojarzycie z pewnością filmy z Johnem Wickiem. Głównemu bohaterowi granemu przez Keanu Reevesa dzieje się jakaś przykra rzecz, przez co ten w ramach wendetty wyżyna w pień pół miasta. Kibice Jagiellonii Białystok do swojej oprawy użyli wizerunku właśnie owego płatnego zabójcy, ale to tyle z nawiązań do filmu. Nie było wybuchów, akcji wylewającej się z ekranu i happy endu.
Radość na stadionie nie była jednak definiowana wyłącznie wynikiem końcowym. Przed rozpoczęciem spotkania na murawę wyszła rodzina Siemieńców, a z numerów na koszulkach ułożyła się liczba 2027. W ten sposób ogłoszono przedłużenie kontraktu z Adrianem Siemieńcem do końca sezonu 2026/2027.
Trybuny zaintonowały przyśpiewkę na cześć zasłużonego dla klubu szkoleniowca, a ten szybko ubrał kurtkę i przeszedł w tryb pracy. Do roboty od początku meczu musiał się brać także Sławomir Abramowicz, gdyż Patrik Walemark wykazywał dużą chęć do zdobycia gola. Najpierw groźnie uderzał z dystansu, jakiś czas później sprytnie próbował zaskoczyć bramkarza główkując po rzucie rożnym. Młodzieżowy reprezentant Polski utrzymywał jednak czyste konto. Swoje musiał też zrobić Bartosz Mrozek, gdy Kajetan Szmyt stanął z nim w końcówce drugiej połowy oko w oko. Po przerwie bramkarz Kolejorza dwukrotnie zbierał się do uderzenia Bartosza Mazurka i poprawki Jesusa Imaza.
Dużo szumu, mało konkretów
Oceniając testem oka, to więcej z gry miał Lech Poznań. Ekipa Nielsa Frederiksena przyzwyczaiła kibiców, że gra ofensywny futbol. Nieinaczej było w starciu z Jagiellonią Białystok, która choć jest mocnym zespołem, to nie sprawiła, że Poznaniacy ograniczali ryzyko. Ubrani na niebiesko piłkarze wychodzili bardzo wysoko do przeciwnika, a przy budowaniu ataku całą pakietą przebywali na połowie Jagi. Takiego podejścia nie zahamowała nawet szybko złapana przez Antonio Milicia żółta kartka – Chorwat dalej zostawał jako ostatni zawodnik z pola za linią połowy boiska.
O drużynie trenera Siemieńca także nie można powiedzieć, że wyszła przestraszona. Już wyjściowy skład pokazywał, że w Białymstoku nie patrzą w metrykę. W środku pomocy zobaczyliśmy duet Bartosz Mazurek – Eryk Kozłowski, przy czym dla tego drugiego był to debiut od pierwszej minuty.
Odważne podejście nie przekładało się jednak na bramki, a wynik był kwestią nierozstrzygniętą. Ciężar trafienia do siatki chciał wziąć na siebie Mikael Ishak, ale po jego strzale Abramowicz dał radę odbić piłkę na słupek.
