Pasożyty, podatki i piłka: dlaczego nie dokładam do interesu

Pewnie nie zauważyliście, ale w ostatnie piątki nie rozpisywałem się zbytnio. Jednak nie dlatego, że miałem to gdzieś (swoją drogą, mam nadzieję, że ten przestój mi redaktor naczelny wybaczy), lecz dlatego, że się przeprowadzałem. Mówiąc bardziej prostolinijnie, przygotowywałem sobie grunt. Mocno się na tym skupiłem, bo wolałem to zrobić dobrze. A przynajmniej lepiej niż Radomiak Radom podczas swojego spotkania z Arką.

Bo tak to się powinno robić. Spojrzeć na to wszystko z dystansu, przygotować się, spojrzeć, po czym konsekwentnie przeprowadzać cały proces. No i zapewnić, że po drodze nic się nie wykrzaczy. Tymczasem nie zgadniecie, co się stało w Radomiu.

REKLAMA

No właśnie, zapewne teraz będzie wzajemne przerzucanie się oskarżeniami. Miasto powie, że to klub zawalił, a klub, że to wina miasta. A koniec końców miasto i tak to weźmie na siebie, bo tylko idiota by zrażał do siebie bazę kibiców, to znaczy, przepraszam, bazę przyszłych wyborców. A jak było naprawdę, to każdy wie, ale w kuluarach. Czyli tam, gdzie nikt z nas prawdopodobnie nigdy nie będzie miał dostępu.

Tak jak dostępu do meczów reprezentacji nie będzie miała zorganizowana grupa kibicowska. Po co bowiem PZPN-owi cały ten syf? Kibice, race, jakieś burdy. Przecież wiemy, z czym to się wiąże. Zysków niewiele, bo przecież nikt nie zwróci uwagę na atmosferę na stadionie, czy na przyśpiewki. Komentator i tak zagłuszy swoimi trafnymi analizami, a sprzed telewizora i tak przeciętny Kowalski nic nie zobaczy. Tymczasem gdy rozpocznie się burda, to zobaczy to każdy. Kowalski, kibic rywala, piłkarze, działacze, PZPN, cała Europa. A na co to komu? Na co PZPN-owi taka rysa na nieskazitelnym wizerunku?

No tak, zapomniałem. Gdy trzeba pogrozić paluszkiem garstce kibiców, których latarnia intelektu za jasno nie świeci, to chętnych jest wiele. Jednak gdy działacze chwieją się bardziej niż wasze wieże w „Jenga” po pięciu Kuflowych Mocnych, to nagle takiego zawzięcia nie ma. Jednak, jak to powszechnie wiadomo, co wolno wojewodzie, to nie Tobie smrodzie.

Kompromitować wolno nam. Panom w kołnierzach. Natomiast Wam należy się tylko zamknięcie mordy i płacenie za bilety. Jak za zboże.

Dlatego właśnie ja, jako człowiek dość wygodny, nie płacę za ten cyrk. Nie dlatego, że nie szanuję polskiej piłki, bo ta (zwłaszcza klubowa) robi sporo, by ten szacunek zyskać. Nie dlatego, że mam gdzieś piłkarzy (swoją drogą myślicie, że oni myślą o tym, czy ktoś kupi bilet czy nie?). Nawet nie dlatego, że dla mnie przyjazd zza granicy na mecz jest problematyczny. Powód jest dość prosty, acz banalny. Nie zamierzam nabijać kabzy dyletantom, kołtunom, gburom i alkoholikom. Robimy to codziennie, płacąc podatki na naszych parlamentarzystów. Wystarczy, że godzimy się na jeden rodzaj pasożyta.

A to właśnie pasożytnictwo zabija polskie społeczeństwo, jak i piłkę właśnie. Nie umiem, nie mam, zawsze państwo dorzuci. Jakiś klub miejski sobie nie radzi? Przecież miejski to niczyje, więc można dorzucić do miejskiej kasy. Mało tego, mieszkańcy często będą się cieszyć i popierać ruch włodarzy, którzy przecież „dbają o klub”. No, chyba że trzeba więcej wydać na bilet autobusowy, albo drogi są bardziej dziurawe niż kondom po akupunkturze, to wtedy już nie.

Dlatego ja wolę tak po prostu. Po swojemu. Ciągnąć ten ciągnik zwany życiem w miarę bezproblemowo. A przynajmniej bezstresowo. Boso, ale w ostrogach. A już na pewno nie tak, by potem ktoś mi coś wyciągał. Poza zamiłowaniem do piwa, ale do tego się sam przyznaję.

Chyba że mi wyciągną, że nie publikowałem. Jednak to ze względu na zabezpieczenie nowego miejsca zamieszkania. Wolałem to, niż skończyć jak Radomiak.

REKLAMA

Ciemno jak w….no, wiadomo gdzie.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    144,285FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ