Palmie odbiła palma. Legia Warszawa straciła punkty po golu Honduranina

Luis Palma długo czekał na swoje pięć minut, ale te w końcu nadeszły. Choć nie powiemy, że zaliczył dobrą zmianę, w końcówce zrobił najważniejsze – dał Lechowi Poznań wygraną 2:1. Legia Warszawa wcale nie była gorsza. Wyszła z dobrym planem na mecz i potrafiła go egzekwować, mocno utrudniając grę Kolejorzowi. Lech miał jednak to, czego nie miała drużyna stołeczna, czyli indywidualności.

Legia Warszawa postawiła trudne warunki

Nie powiemy, start tego klasyka jeszcze bardziej rozbudził nasze apetyty, które już i tak były wielkie przed samym meczem. Zgadzała się intensywność, zgadzała się werwa w szeregach obu drużyn, zgadzał się też obraz meczu. Legia mocno zaczęła, chcąc zmusić przeciwnika do błędu wysokim pressingiem. Była w natarciu, ale w polu karnym nie potrafiła wiele zdziałać. Testowała natomiast koncentrację Lechitów. Kolejorz natomiast wprowadzał nieco spontaniczności dzięki postawie Leo Bengtssona. Skrzydłowy miał ogromną ochotę do wchodzenia w dryblingi. Dzięki swojej energiczoności zmusił Pawła Wszołka do faulu na żółtą kartkę tuż pod polem karnym gospodarzy (po świetnym krosie Joela Pereiry). Z rzutu wolnego obił słupek.

W międzyczasie mieliśmy niestety przerwy medyczne. W 10. minucie kontuzji doznał Mikael Ishak, a około 10 minut później Rafał Adamski. Napastnik warszawskiej ekipy ucierpiał w zwarciu z Patrikiem Walemarkiem. Kiedy już starcie mogło przebiegać bez dłuższych pauz, nabrało większych rumieńców. Rozochocili się Warszawianie, którzy sunęli z kolejnymi atakami. Czy to Kamil Piątkowski, czy to Bartosz Kapustka zmuszali do interwencji Mateusza Lisa. Popracował też Terry Yegbe, gdy blokował strzały Wszołka i Michala Sevcika. Lechici odpowiedzieli zakończonym uderzeniem na bliski słupek rajdem Pablo Rodrigueza.

Ostatni kwadrans zaś przyniósł pewne rozprężenie. Raczej to Wojskowi przejęli inicjatywę, mocno utrudniając przyjezdnym z Poznania przenoszenie gry wyżej. Jeśli podopieczni Nielsa Frederiksena wychodzili ze swoimi atakami, nie zamykali na zbyt długo przeciwnika. W niskiej obronie zachowywali spokój, za wyjątkiem odważnej szarży Rafała Augustyniaka. Defensor uderzył potężnie, jednak w środek bramki, więc Lis zdążył zareagować. Poznaniacy odpowiedzieli tuż przed przerwą. Walemark ustawił sobie Roberta Deziela Jr. i wstrzelił piłkę w kierunku dalszego słupka. Gdyby nie interweniował Piątkowski, do zagrania prawdopodobnie zdążyłby Bengtsson.

Viunnyk uratował remis

Lech zapewne wiedział, że nie może sobie pozwolić na drugą taką samą połowę. Próbował więc rozwinąć skrzydła, tym bardziej że Legioniści nieco częściej cofali się do niskiego bloku. Utrudnieniem dla niego była niedokładność, spowalniająca jego poczynania. Tu za mocno zdarzylo zagrać się Rodriguezowi, tam niecelnie dograł Antoni Kozubal i akcje traciły na tempie. Ale w tym najważniejszym ataku, po którym goście otworzyli wynik, niczego nie zabrakło. Kolejorz perfekcyjnie wyszedł spod nacisku po krótkim wznowieniu od bramki. Walemark przeprowadził rajd środkiem boiska, doprowadzając drużynę do trzeciej tercji. Tam podał do Bengtssona, a ten zgrał piłkę w sam środek pola karnego, gdzie już czekał Yannick Agnero. Iworyjczyk tylko dołożył nogę.

Gol na 1:0 sprawił, że Poznaniacy poczuli się swobodniej. Jednocześnie dążyli do drugiego gola. Szybko Piątkowski przypomniał, że to nie koniec spotkania, gdy po strzale głową trafił w słupek. Wtórował mu Augustyniak, chcąc zaskoczyć golkipera petardą z dystansu. Przyjezdni coraz bardziej marnieli, a Legia zaczęła mocno napierać. Wykorzystała swoją broń w postaci dalekich wyrzutów z autu. Co prawda nie strzeliła bramki bezpośrednio po wznowieniu z linii bocznej, ale ponowiona centra doleciała do Augustyniaka. Defensor lekko skontrował piłkę do Bogdana Viunnyka. Ukrainiec z bliskiej odległości wpakował ją do bramki po strzale głową.

Warszawianie nie zamierzali się zatrzymywać. Przeciwnie, postanowili, że zgarną pełną pulę. Znakomitą szansę miał Mateusz Szczepaniak, którego w szesnastce nie przypilnowali poznańscy defensorzy. Ponownie na wysokości zadania stanął Lis. Do tego momentu sympatycy klubu z Wielkopolski mogli mieć sporo zastrzeżeń do zmienników. Nie zdołali oni bowiem utrzymać gry przyjezdnych na odpowiedniej intensywności. Dwóch z nich zrehabilitowało się w odpowiedniej chwili. Daniel Hakans zmylił Shinnosuke Fukudę i posłał górne podanie do Luisa Palmy. Honduranin przełamał niemoc strzelecką, trafiając z najbliższej odległości.

Podopieczni Marka Papszuna starali się jeszcze odpowiedzieć, Damian Szymański ostatni raz sprawdził Lisa, ale czasu było już zbyt mało. Lech wywiózł rzutem na taśmę komplet punktów z trudnego terenu. Wojskowi muszą czuć niedosyt, bo w wielu fragmentach grali lepiej od swoich rywali.

Legia Warszawa – Lech Poznań 1:2 (Viunnyk 74′ – Agnero 56′, Palma 87′)

Podobne

AUTOPROMOCJA Masz dziecko w wieku 7–18 lat? Sprawdź bezpłatną grę edukacyjną Misja: Bezpieczni →