Joao Henriques wraca na ławkę trenerską. Były szkoleniowiec Radomiaka Radom został zaprezentowany w roli nowego opiekuna CD Nacional. Oznacza to, że portugalski trener jak na razie nie będzie brany pod uwagę przez polskie kluby w kontekście zatrudnienia.
W ojczyźnie najlepiej
Henriques został tym samym trzecim trenerem tego zespołu w obecnym sezonie. Wcześniej za wyniki tegoż klubu na stałe odpowiadali Joao Giao oraz Alexandre Santos. Żaden z nich nie utrzymał się jednak na stanowisku dłużej niż przez cztery spotkania. W międzyczasie drużynę prowadził również tymczasowo Bruno Abreu, który zanotował jedno zwycięstwo i porażkę. Powiedzieć, że panuje tam gorąca atmosfera i ciśnienie na natychmiastowe dobre wyniki to tak jakby nic nie powiedzieć…
Dla Joao Henriquesa oznacza to powrót do pracy w ojczyźnie. W połowie poprzedniego sezonu objął on Avs FS, a jego zadaniem było utrzymanie zespołu w najwyższej klasie rozgrywkowej. Ostatecznie nie udało mu się zrealizować tego celu.
W konsekwencji 53-latek stracił posadę i przez kolejne miesiące szukał nowego wyzwania. Jak informował Jakub Kłyszejko z TVP Sport, portugalski szkoleniowiec co jakiś czas pojawiał się nawet na meczach Ekstraklasy i nie wykluczał powrotu do Polski, gdzie wcześniej prowadził Radomiaka Radom.
W ostatnim czasie jego nazwisko łączono natomiast z możliwością objęcia Korony Kielce. Te doniesienia zdementował jednak dyrektor sportowy klubu Paweł Golański. Kielecki klub postawił ostatecznie na Roberta Kolendowicza. Nowy zespół Portugalczyka zajmuje aktualnie 15. miejsce w tabeli i zgromadził siedem punktów w dziewięciu meczach Primeira Liga.
Zatem na razie nie będzie angażu w Ekstraklasie. W Radomiaku Henriquesa wspominają różnie. Wyróżniał się ciekawymi konferencjami prasowymi i długotrwałym mówieniem w zasadzie o niczym. Wyniki go broniły do czasu i szybko się z nim pożegnano. Najwidoczniej portugalski szkoleniowiec lubi takie kluby, w których ciągle panuje nerwowa atmosfera. Pewnie ma w głowie to by chwilę popracować, zapewnić sobie porządne pieniądze za kilka spotkań, a następnie dać się zwolnić. Może nie głupie, ale za to mało profesjonalne. Jednak chętni się ciągle znajdują i to nie z byle jakiej ligi.


