Po nieco ponad tygodniu i przerwą na rozgrywki pucharowe wróciła Premier League, a my standardowo zapraszamy na podsumowanie, w którym omawiamy szerzej 5 wybranych tematów. Kadra Manchesteru United, nadchodzący pragmatyzm Chelsea, potencjał ofensywy Arsenalu, stagnacja Newcastle oraz sytuacja kadrowa ofensywy Aston Villi. Oto wątki, które poruszamy w tym tekście.
Manchester United nie ma tak słabej kadry jak się uważa
Od dłuższego czasu – nie tylko pod wodzą Rubena Amorima – problemy Manchesteru United definiuje się między innymi poprzez posiadanie słabych piłkarzy, co naszym zdaniem nie jest do końca prawdą. Kadra Manchesteru United oczywiście nie jest idealna, ale wystarczająca, aby walczyć o awans do Ligi Mistrzów. W końcu nieprzypadkowo w ostatnich latach są jednym z klubów, które najwięcej pieniędzy wydają na transfery. Nawet jeśli są to wzmocnienia przepłacone to w wielu piłkarzach jest jakość. Przypomniał nam o tym Michael Carrick, który w tygodniu objął Czerwone Diabły do końca sezonu i na start ograł na Old Trafford Manchester City w derbach (2:0).
Najlepszym piłkarzem spotkania był Bruno Fernandes, który od kilku sezonów jest jedną z najwiekszych gwiazd całej Premier League. W ofensywie jakość dostarczają takze Bryan Mbeumo, Amad Diallo i Matheus Cunha. Patrick Dorgu ustawiony w derbach na lewym skrzydle nastawiony na atakowanie przestrzeni zdał egzamin. Kobbie Mainoo ma ogromny potencjał (i może przebywać razem na boisku z Bruno Fernandesem), a Casemiro w obecnym sezonie ciągle gra na wysokim poziomie. Przeciwko Manchesterowi City z misją przypilnowania Erlinga Haalanda poradzili sobie Lisandro Martinez i Harry Maguire. Oczywiście, to tylko jeden mecz, ale Michael Carrick pokazał, że przy odpowiednim zbalansowaniu wyjściowej jedenastki i dopasowaniu ról poszczególnych piłkarzy do ich charakterystyki Manchester United wcale nie ma tak słabej kadry, jak się to malowało w ostatnich tygodniach.
Chelsea pod wodzą Liama Roseniora może być zespołem bardziej pragmatycznym
Przed debiutem w Premier League Liam Rosenior poprowadził Chelsea w dwóch spotkaniach pucharowych – FA Cup (zwycięstwo 5:1 z Charlton) oraz Carabao Cup (porażka 2:3 z Arsenalem). Ligę rozpoczął od zwycięstwa z Brentford (2:0). Na podstawie samego występu The Blues w sobotnie popołudnie widać było, że to drużyna prowadzona już przez innego trenera. Pod wodzą Enzo Mareski zespół nie zagrałby tak bardzo pragmatycznego spotkania. Nie oddałby z premedytacją piłki rywalom, nie pozwoliłby im spokojnie budować ataków pozycyjnych i nie spędziliby tyle czasu w obronie niskiej.
Występ Chelsea przeciwko Brentford jest sygnałem, że pod wodzą Liama Roseniora ten zespół może stać się bardziej pragmatyczny i gotowy na oddanie piłki nie tylko przeciwnikom z podobnym potencjałem kadrowym, ale także tym na papierze słabszym. Z drugiej strony, może to być również tymczasowe rozwiązanie na kłopoty z defensywą w ostatnich tygodniach. W końcu w minionej kolejce środkowi defensorzy The Blues wreszcie zagrali przyzwoite zawody. W każdym razie, warto zaznaczyć, że występ Chelsea przeciwko Brentford był daleki od ideału. Dwa gole zdobyli po indywidualnych błędach przeciwników we własnym polu karnym, a rywale swoje okazje mieli. Jeśli Liam Rosenior zamierza częściej przyjmować podobną strategię to w następnych meczach jego zespół powinien generować więcej zagrożenia po kontratakach oraz być bardziej agresywnym w odbiorze piłki.
Mikel Arteta nie wykorzystuje pełnego potencjału ofensywy Arsenalu
Remis z Nottingham Forest (0:0) był nie tylko drugą z rzędu stratą punktów Kanonierów, ale także drugim kolejnym ligowym meczem, w którym nie potrafili pokonać bramkarza rywali. Co gorsza, w obu spotkaniach Arsenal nie był wystarczająco przekonujący w ofensywie. Nie prezentował poziomu godnego faworyta do mistrzostwa Anglii. W poprzedniej kolejce z Liverpoolem zagrali bardzo minimalistycznie, natomiast przeciwko Forest zabrakło kombinacji różnych czynników – skuteczności, czasu, ryzyka i stworzenia indywidualnej przewagi. Pod lupę trzeba również wziąć decyzję Mikela Artety, aby akurat na to spotkanie posadzić na ławce Bukayo Sakę oraz Leandro Trossarda, a na skrzydłach wystawić Noniego Madueke i Gabriela Martinelliego.
Na „9-tce” zagrał natomiast Viktor Gyokeres. Takim samym tercetem w ofensywie Arsenal zagrał w 20. kolejce przeciwko Bournemouth i już wtedy trener dostał sygnał ostrzegawczy, że trzech graczy nastawionych na grę wertykalną, lubiących wbiegać za linię obrony nie zapewnia dobrego balansu zespołowi. Na Vitality Stadium Kanonierzy kiepsko kontrolowali mecz. Na City Ground również był kłopot z utrzymaniem piłki z przodu, co zmieniło się po wejściu na boisko Saki, Trossarda i Jesusa. Wówczas Arsenal miał jednak na boisku trzech graczy, którzy wolą otrzymywać piłkę do nogi, co też nie jest idealnym balansem. Można odnieść wrażenie, że Mikel Arteta ma wybraną podstawowy tercet ofensywny i wybiera mecze (najczęściej te „łatwiejsze”) na odpoczynek dla nich, a niekoniecznie patrzy jak zawodnicy wzajemnie się uzupełniają i jakie atuty są potrzebne na konkretny mecz. Przez to po połowie sezonu nie możemy powiedzieć, że Hiszpan właściwie wykorzystuje potencjał ofensywny, który wzrósł po letnim okienku transferowym.
Newcastle pod wodzą Eddiego Howe’a ma ciągle te same problemy
Mamy wrażenie, że w kontekście Newcastle w obecnym sezonie można śmiało kopiować to co zostało napisane już o tym zespole dwa lata wcześniej, gdy również łączyli rozgrywki ligowe z udziałem w Champions League. Przy napiętym terminarzu niemożliwe jest utrzymywanie bardzo wysokiej intensywności w kazdym meczu, przychodzą rywale, z którymi musisz przejąć inicjatywę i pokazać wyższośc przez utrzymywanie się przy piłce i ataki pozycyjne, ale to jest kłopot, którego Newcastle nie potrafi przeskoczyć. Takie spotkanie prszyszło właśnie w 22. kolejce Premier League, przeciwko Wolves na Molineux i zakończyło się bezbramkowym remisem po bardzo bezbarwnej grze obu stron.
Wygrywanie tego typu meczów, umiejętność zdominowania słabszego przeciwnika poprzez grę pozycyjną to element, który hamuje Sroki przed rozwojem już od dłuższego czasu. Niepokojący dla kibiców musi być fakt, że postępy w tym elemencie nie są widoczne. Newcastle w fazie posiadania piłki jest zespołem zbyt ograniczonym jak na tak ambitny projekt, który chce regularnie grać w Lidze Mistrzów. Kadrowo są gorzej do tego przygotowani niż topowe zespoły Premier League, natomiast wydaje się, że potencjał jest większy niż to co oglądamy na murawie. Botman i Thiaw to środkowi obrońcy potrafiący wyprowadzać piłkę. Boczni obrońcy (Hall, Trippier, Miley, Livramento) mają atuty w progresji futbolówki. Bruno Guimaraes jest kreatywny i umie zagrywać podania przeszywające formacje rywala, a Sandro Tonali ma wysokie umiejętności techniczne. Jeśli Newcastle ma zrobić krok w przód, Eddie Howe musi rozwinąć zespół w fazie posiadania piłki.
Aston Villa sama zrobiła sobie pod górkę
Aston Villa w drugiej kolejce z rzędu miała okazję, aby wskoczyć na pozycję wicelidera, ale znowu jej nie wykorzystała. Z czterech ostatnich spotkań wygrali tylko raz. W trakcie fantastycznej serii zwycięstw zaznaczaliśmy, że wyniki są na wyrost i utrzymanie podobnego tempa punktowania jest praktycznie niemożliwe. To jeden z czynników spadku formy zespołu Unaia Emery’ego, ale trzeba też zaznaczyć, że baskijski szkoleniowiec ma obecnie bardzo wąskie pole manewru w ofensywie. Aston Villa za jego kadencji jest jednym z najlepiej odrabiających strat zespołów w Premier League, na co niebagatelny wpływ mają zmiany Emery’ego, który bardzo dobrze czyta boiskowe wydarzenia i na nie reaguje.
W obecnej sytuacji zestawienie personalne Aston Villi wybiera się jednak samo. W meczu z Evertonem (0:1) już w 18. minucie był zmuszony opuścić boisko z powodu urazu. Za niego wszedł Evan Guessand, a Emery został bez żadnego ofensywnego gracza na ławce rezerwowych z doświadczeniem w Premier League. Z powodu choroby niedostępny był Jadon Sancho. Wariant z przesunięciem Tielamansa na „10-tkę” nie był mozliwy, ponieważ w środku pola brakuje Kamary, Onany oraz Barkleya. W takiej sytuacji mocno niezrozumiała jest sprzedaż Donyellla Malena do AS Romy przed kilkoma dniami. Możemy spodziewać się, że w styczniu na Villa Park ktoś jeszcze przyjdzie, ale na razie klub nie ułatwia sobie zagwarantowania miejsca w strefie Ligi Mistrzów.
Co jeszcze wydarzyło się w 22. kolejce Premier League?
- Seria pięciu meczów bez porażki Fulham zakończyła się na Elland Road, gdzie zostali pokonani przez Leeds (1:0). Zespół Daniela Farkego przegrał z kolei tylko raz w ostatnich 10 meczach we wszystkich rozgrywkach.
- Ciągle trwa natomiast passa bez porażki Liverpoolu. To już 12 meczów we wszystkich rozgrywkach, natomiast remis w 22. kolejce Premier League z Burnley (1:1) na Anfield trzeba traktować jak przegraną.
- Doktor Tottenham znowu uzdrowił chorego pacjenta. Na ich stadion przyjechał West Ham i po golu w doliczonym czasie gry (na 2:1) zapewnił sobie trzy puntky, łapiąc trochę tlenu w trudnej walce o utrzymanie.
- W bardzo trudnym okresie jest też Crystal Palace. W poprzedni weekend odpadli z Pucharu Anglii z szóstoligowcem (Macclesfield FC), w ten przegrali z Sunderlandem (10. mecz bez zwycięstwa), Marc Guehi dopina transfer do Manchesteru City, a Oliver Glasner oficjalnie ogłosił, że po sezonie odejdzie z klubu.
- Brighton uratowało punkt w meczu z Bournemouth (1:1) przed własną publicznością po golu w doliczonym czasie gry. Na The Amex ciągle przegrali tylko jeden mecz w tym sezonie Premier League.
