Wielu kibiców reprezentacji Polski z pewnością inaczej wyobrażało sobie rywalizację z Bośnią i Hercegowiną. Po takim meczu każdy chciałby móc chwalić Lewandowskiego, Zielińskiego czy innych graczy ofensywnych. Smutna rzeczywistość jest jednak taka, że na największe pochwały mogli liczyć raczej zawodnicy defensywni lub zmiennicy. W drugiej połowie, po ich wejściu, Polska stała się bowiem nieco żywsza i bliższa zwycięstwa. Czegoś zabrakło jednak do sukcesu a mecz zakończył się wynikiem 0:0. Poza końcowym rezultatem liczą się jednak także indywidualne występy kadrowiczów, których oceniliśmy w skali od 1 do 10.
Marcin Bułka: 6
Miał właściwie jedną wymagającą interwencję, ale z drugiej strony oznacza to, że bronił ze stuprocentową skutecznością. Dobrze grał też nogami i był w stanie dograć prosto do celu nawet na kilkadziesiąt metrów. To może skromna lista sukcesów, ale bardziej okazałej jako golkiper w tym meczu po prostu nie dało się osiągnąć. Oprócz niej trzeba jednak wspomnieć o jednym problemie związanym z bramkarzem występującym na co dzień w lidze saudyjskiej. Była to postawa przy rzutach rożnych, kiedy to Bułka nie do końca dobrze dyrygował drużyną i pozwalał zamknąć się na malutkiej przestrzeni tuż przed bramką. W ten sposób jego możliwości były bardzo ograniczone, co powodowało dodatkową nerwowość i potęgowało zagrożenie przy tych stałych fragmentach.
Jakub Kiwior: 3
Za jednym zamachem dał sobie założyć „siatkę” i dostał żółtą kartkę. Nie dość więc, że obrońca został oszukany i ośmieszony, to jeszcze odwdzięczył się rywalowi pociągając go za koszulkę. Tak głupie zachowanie w początkowej części meczu ograniczyło jego swobodę na kolejne minuty. Poza tym Kiwior zachowywał się tak, jak nas do tego przyzwyczaił: angażował się w ofensywę (ale nie błyszczał), a w defensywie był solidny, natomiast od czasu do czasu popełniał błędy. Gracz Porto niczym nie wybił się ponad przeciętność i zapewne właśnie dlatego selekcjoner podziękował mu już po 45 minutach.
Jan Bednarek: 5
Szef polskiej linii obronnej dobrze wywiązujący się zarówno z obowiązków własnych, jak i z zarządzania pracą całej formacji. Widać to było przede wszystkim w inteligentnej asekuracji i poruszaniu się po własnej połowie tak, by łatać wszelkie powstające tam dziury. Bednarek musi jednak popracować nad mobilnością w pionie, by nie łamać linii spalonego. Taka wpadka zdarza mu się zdecydowanie za często i wielokrotnie bardzo ułatwia zadanie nacierającym rywalom. Trudnością okazało się też trzymanie emocji na wodzy. Wymknęły się one spod kontroli w 83. minucie, kiedy to Bednarek zbyt żywiołowo okazywał sędziemu swoje niezadowolenie, co oczywiście zakończyło się żółtym kartonikiem.
Kacper Potulski: 7
Dobry występ z wieloma udanymi odbiorami, nie tylko w prostych sytuacjach. Był bezkompromisowy i grał twardo, ale nigdy nie przesadzał z agresją, więc nie musiał otrzymywać reprymend od arbitra. Od początku meczu prezentował wysoki poziom i ani na chwilę nie obniżył lotów.
Michał Skóraś: 7
Mocny punkt biało-czerwonej jedenastki. Dynamiczny zawodnik, któremu nie sposób odmówić zaangażowania czy oddania. Skóraś nie bał się wchodzić w indywidualne pojedynki, a taka odwaga to cecha niezwykle pożądana u każdego skrzydłowego. Te odważne starcia przynajmniej wprowadzały w szeregi przeciwników nieco chaosu, a czasem prowadziły do osiągnięcia bardziej wymiernych korzyści. A to udało się wyjść z dryblingu zwycięsko, a to Bośniacy faulowali, więc Polska miała rzut wolny, a oni – żółtą kartkę lub ostrzeżenie od arbitra. Kolejny pozytyw w grze 26-latka to udane dośrodkowania, które wymykały się najprostszym schematom i można było sporo sobie po nich obiecywać. Jedyne, co czasami ewidentnie nie wychodziło naszemu reprezentantowi, to przyjęcia piłki. W tym elemencie pojawiało się stanowczo zbyt wiele technicznych błędów, a piłka nie zawsze była posłuszna. Działo się tak nie tylko w przypadku podań górą, lecz także w przypadku silniejszych zagrań po ziemi.
Piotr Zieliński: 6
Kluczowa postać kadry często była w centrum wydarzeń, tyle że nie zawsze był to udział pozytywny. Zielińskiemu zdarzało się psuć akcje, przede wszystkim niecelnie podawać lub strzelać. Na całe szczęście podobne zachowania przeplatał pokazami magii albo przynajmniej niebywałej dokładności. Najpiękniejszy (i tworzący najbardziej obiecującą okazję) z nich warto zobaczyć na własne oczy:
Bartosz Slisz: 6
Nic specjalnego, ale w zasadzie oczekiwanie od Slisza fajerwerków byłoby szaleństwem. Zapewnił reprezentacji bezpieczeństwo w środku pola, a jego rola ograniczała się do uspokajania gry i eliminowania potencjalnych zagrożeń już w zarodku. Z tego wywiązał się modelowo i dlatego zasłużył na „szóstkę”. Decyzja o jego zdjęciu już w przerwie była jednak zrozumiała, bo Biało-Czerwonym potrzeba było nieco więcej przebojowości, którą miał zapewnić Wiktor Nowak.
Matty Cash: 7
Trudno mieć do niego jakiekolwiek pretensje. W defensywie absolutnie nie mógłby być nazwany słabym punktem ekipy, a w ataku niekiedy potrafił podłączyć się w idealnym momencie. Bardzo mądrze poruszał się na boisku i starał się przewidywać wydarzenia na co najmniej kilka sekund w przód. Dzięki temu był tam, gdzie któryś z jego partnerów okazywał się spóźniony lub nie dawał sobie rady. Prezentował też szeroki wachlarz ofensywnych możliwości, do których należały celne wrzutki, groźne uderzenia, a także szybka gra z zawodnikami operującymi bliżej środka.
Sebastian Szymański: 5
Szymański nie był w tym spotkaniu wielkim wzmocnieniem zespołu, ale przynajmniej próbował i nie można było odmówić mu aktywności. Często faulowany, szukający swoich szans i zmieniający pozycje na boisku. Problem w tym, że okazje, jeśli już były, były raczej marnowane niż wykorzystywane. Jedna z nich była naprawdę dogodna, a mimo to Szymański trafił wprost w bramkarza i tylko z tego powodu Polska nie wyszła na prowadzenie.
Jakub Kamiński: 3
Gracz Benfiki wyszedł na murawę ciałem, ale był kompletnie nieobecny duchem. Zszedł po 24 minutach ze względu na problemy zdrowotne, ale powodem zmiany równie dobrze mogłaby być po prostu jego mizerna dyspozycja. Czasu na pokazanie się z dobrej strony faktycznie było mało, ale i tak mógł być on znacznie lepiej wykorzystany.
Robert Lewandowski: 3
Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Robert Lewandowski i piłka to w tym meczu słaby związek, którego oba ogniwa jakby wciąż się unikały. Kiedy nawet były już blisko siebie, ciężko było dostrzec jakąkolwiek nić porozumienia lub choćby milczącej współpracy. Lewandowskiemu futbolówka tylko przeszkadzała, a kapitan po prostu nie dał zespołowi nic konkretnego. Nie miał lekko, bo bośniaccy obrońcy nie spuszczali go z oczu, a koledzy z drużyny nie rozpieszczali masą świetnych zagrań, ale to nie zdejmuje odpowiedzialności ze snajpera. On sam mógłby czasem poszukać sobie nieco więcej wolnej przestrzeni albo po prostu lepiej wykorzystać te okazje, które i tak mu się nadarzały.
Jak zagrali rezerwowi?
Wyjątkowo długo jak na gracza rezerwowego – ponad 70 minut – na murawie spędził Nicola Zalewski. Kibice reprezentacji mogli być zadowoleni, że wszedł na murawę, gdyż był nieporównywalnie lepszy od zastępowanego Kamińskiego. Wciąż jednak daleko było do perfekcji, gdyż Zalewskiemu zdarzały się złe decyzje. Perfekcyjne nie było także wykonanie, przez co finalnie Zalewski często psuł to, co sam chwilę wcześniej wykreował. Nie zmienia to jednak faktu, że był żywiołowy i nie bał się wziąć gry na siebie. Pozwala to na wystawienie mu oceny 7.
Jeszcze lepsze wejście z ławki zanotował Wiktor Nowak, który miał zaskakująco wiele okazji jak na środkowego pomocnika. Młody piłkarz Slavii Praga jest świadomy swoich dużych umiejętności i nie waha się, gdy może z nich skorzystać. Dlatego też to właśnie on był jednym z Polaków z największymi szansami na wpisanie się na listę strzelców. Warto wyróżnić go i ocenić na „ósemkę”, lepiej od wszystkich pozostałych reprezentantów. Przemysław Frankowski również był solidnym zmiennikiem, na którego ciężko narzekać. Był skoncentrowany na grze do przodu, ale nie zapominał o ciężkiej pracy pod własną bramką. Bez rewelacji, ale tym bardziej bez zawodu – ocena 6. Najmniej czasu dostali Karol Świderski i Mateusz Żukowski, którzy nie zdążyli realnie wpłynąć na przebieg starcia. Dlatego też nie sposób zmienić ich oceny na plus ani na minus i w kontekście obu panów jedynym wyjściem jest pozostanie przy domyślnej, neutralnej „piątce”.



