Cezary Kulesza postanowił, że Jan Urban pozostanie na stanowisku selekcjonera co najmniej do końca roku, a dokładniej do ostatnich listopadowych spotkań Ligi Narodów. Pozycja 64-latka wygląda jednak na bardzo słabą, a jego dni są najprawdopodobniej policzone. Trzeba zatem szykować się na kolejną telenowelę prezesa PZPN-u z kolejnym castingiem na selekcjonera reprezentacji Polski. Kandydatów jest sporo, niekoniecznie tych tylko z Polski. Pamiętać trzeba kto będzie tego trenera wybierał. Podyskutować i pomarzyć zawsze można.
Przegrane baraże w walce o mundial, kompletnie niewykorzystane sparingi w maju i czerwcu. Zawalony start w Lidze Narodów, w której reprezentacja Polski zdobyła tylko cztery punkty w czterech dotychczasowych meczach. Do tego wiele nielogicznych decyzji taktyczno-personalnych i sporo dziwnych wypowiedzi na konferencjach czy w wywiadach. Ostatnie miesiące nie budują pozycji Jana Urbana, który poważnie musi obawiać się o swoją selekcjonerską przyszłość. Sam sobie nie pomaga i z pewnością widzi to wszystko Cezary Kulesza.
Kilka dni temu wyrok został jeszcze odroczony, bo w meczu, w którym 64-latek miał grać o posadę, biało-czerwoni w świetnym stylu rozgromili Rumunię. Demony wróciły jednak błyskawicznie, czego dowodem jest poniedziałkowa porażka z Bośnią. Obecnie nie spełniamy nawet planu minimum jakim jest szansa Polski na drugi koszyk w eliminacjach EURO 2028.
Co więc dalej z Urbanem? Jak przyznał Cezary Kulesza w rozmowie z Meczyki.pl, selekcjoner nie zostanie zwolniony przed listopadowym zgrupowaniem, podczas którego Polska zagra ze Szwecją i Rumunią. Nie oznacza to natomiast, ze jego przyszłość jest bezpieczna. Zatem przyjrzyjmy się bliżej temu, czy na rynku są obecnie szkoleniowcy będący sensowną alternatywą. Kilka ciekawych opcji zawsze się znajdzie.
Maciej Skorża
Nazwisko powracające jak bumerang przy każdej potencjalnej czy rzeczywistej zmianie na stanowisku selekcjonera. Maciej Skorża to bez wątpienia topowy, a dla wielu najlepszy polski trener dostępny na rynku. 54-latek zebrał doświadczenie już na wielu polach, które w pracy z reprezentacją są niezbędne. Z sukcesami prowadził największe ekstraklasowe kluby. Z kolei z japońską Urawą Red Diamonds sięgał po Azjatycką Ligę Mistrzów. Poznał smak pracy z reprezentacjami, gdy najpierw przez cztery lata był asystentem w polskiej kadrze, a potem samodzielnie prowadził olimpijską ekipę Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Często był przymierzany do prowadzenia biało-czerwonych, ale zawsze coś stało na przeszkodzie. Ostatnio latem 2025 roku sam poinformował, że dostał ofertę od PZPN-u, to był dla niego zaszczyt, jednak skupia się na pracy w Japonii. Teraz może być inaczej.
Od kwietnia tego roku Skorża pozostaje bez pracy, zatem teoretycznie szansa na jego angaż rośnie. To byłby pewnie najlepszy kandydat. Pytanie tylko, czy tak uznany trener chciałby pracować z ludźmi, którzy dowodzą dziś Polskim Związkiem Piłki Nożnej. Chodzą słuchy, że niekoniecznie. Pewne jest to, że skoro w przeszłości już kontakt był, to Maciej Skorża jest jednym z wymarzonych kandydatów prezesa Cezarego Kuleszy. Trener to bez wątpienia wzór profesjonalizmu. PZPN chciałby bardzo mieć „twarz” najlepszego polskiego szkoleniowca w XXI wieku. Jednak możliwe, że Skorża woli poczekać na lepsze czasy w gabinetach.
Jerzy Brzęczek
Kto wie, czy w przyszłości nie zobaczymy wielkiego powrotu. Z pewnością jednym z ulubieńców Cezarego Kuleszy jest Jerzy Brzęczek, aktualnie z powodzeniem prowadzący kadrę młodzieżową. Nie bez powodu takową pracę dostał. Kulesza go ceni i podziwia. Dodatkowo przywracając Brzęczka na stanowisko selekcjonera, znowu wbije szpilę poprzednikowi, który pożegnał Brzęczka przed zakończeniem kontraktu. Kulesza miałby spróbować udowodnić, że Boniek się pomylił. Jednak czy ponownie Jerzy Brzęczek zasługuje na to by zabierać mu szansę poprowadzenia reprezentacji na mistrzostwach Europy? Tym razem tej młodzieżowej – chyba nie chcemy w to brnąć.
Brzęczek trzyma w rękach sporo argumentów. Już kiedyś prowadził reprezentację i zostawiając na boku styl – notował naprawdę dobre wyniki. Awansował na mistrzostwa Europy, jego kadra grała pragmatycznie, ale skutecznie, imponując przede wszystkim dyspozycją w defensywie. Z perspektywy czasu tamten okres naprawdę można docenić. Jeśli Brzęczek miałby ponownie przejąć stery w seniorskiej reprezentacji, to nie ze względu na odległą przeszłość, a postęp, jaki poczynił. Z kadry U-21 stworzył prawdziwą maszynę, która pod jego wodzą wygrała pierwsze dziewięć meczów, przegrywając dopiero ostatnie starcie z Włochami. Awansowała na turniej bez konieczności przebijania się przez baraże.
Można też odnieść wrażenie, że 55-latek rozwinął się w kwestiach interpersonalnych, które dawniej nie były jego mocną stroną. A przecież przed zatrudnieniem Urbana notowania Brzęczka, wtedy poważnego kandydata do tej roli, stały bardzo wysoko. Kulesza ostatecznie zdecydował się na Urbana, a Brzęczkowi dał pracę w młodzieżówce. Co się odwlecze… Byłaby to w każdym bądź razie podobna historia jak z Michałem Probierzem. Możliwe, że praca z kadrą U-21 dla Cezarego Kuleszy daje duże szanse na angaż w tej seniorskiej.
Adrian Siemieniec i Marek Papszun
Na polskim rynku nie ma chyba obecnie innych sensownych opcji. Teoretycznie pozostaje jeszcze inny szkoleniowiec, który miał już przyjemność pracować w PZPN-ie. Czesław Michniewicz, choć w roli selekcjonera bronił się wynikami – pozostawił po sobie bardziej spaloną ziemię niż wspomniany Brzęczek. Afera goniła wtedy aferę, atmosfera była strasznie nieprzyjemna. Wracanie do tego wygląda na zbyt duże ryzyko. Stracił pracę niekoniecznie za wyniki. Obiecywał, że jeśli dalej będzie selekcjonerem to na spokojnie zakwalifikujemy się na mistrzostwa Europy w 2024 roku. Na Euro pojechaliśmy, ale tak naprawdę wślizgnęliśmy się na ten turniej tylnymi drzwiami.
Zostają też trenerzy ligowi, którzy przez lata zbudowali sobie porządną markę na boiskach Ekstraklasy. Adrian Siemieniec i Marek Papszun to nazwiska bardzo mocne i ciekawe. Pewnie w przyszłości wrócą w kontekście ewentualnego prowadzenia kadry, ale chyba jeszcze nie teraz. Obaj są w trakcie sezonu, mają pracę do wykonania z Jagiellonią i Legią. Pierwszy z wymienionych jest świeżo po sporej aferze i prowadzi zespół w rozgrywkach Ligi Europy. Drugi natomiast może nie chcieć współpracować z Kuleszą, do którego czuje żal po sytuacji z 2023 roku, gdy przegrał wyścig o posadę z Michałem Probierzem.
Paulo Bento
Mało prawdopodobne, by Kulesza wziął pod uwagę jakiekolwiek kandydatury zagraniczne – tym bardziej Portugalczyka, których nie za dobrze wspomina. Pomóc może fakt, że do ewentualnej zmiany może dojść dopiero w listopadzie. Dlatego nie warto wykluczać takiego scenariusza całkowicie. Gdyby do zmiany doszło już po ostatnich tegorocznych spotkaniach, nowy selekcjoner miałby mniej więcej cztery miesiące na przygotowanie się do pierwszego zgrupowania. To dobry scenariusz nawet dla postaci póki co nie za dobrze zaznajomionych z sytuacją w polskiej kadrze.
Ciekawą opcją, która zresztą powraca jak Maciej Skorża, jest Paulo Bento. Portugalczyk już od ponad roku pozostaje bez pracy, w przeszłości sprawdził się jako selekcjoner reprezentacji Portugalii czy Korei Południowej. Dodatkowo choćby w Olympiakosie, wykonał kawał dobrej roboty. W 2023 roku był na rozmowach z Polskim Związkiem Piłki Nożnej, ale wtedy strony nie doszły do porozumienia, po czym zatrudniono Fernando Santosa. Mistrz Europy z 2016 roku kompletnie sobie nie poradził, o czym z pewnością Kulesza znakomicie pamięta. Możliwe, że to go zraziło już na dobre do opcji zagranicznych, a zwłaszcza tych z Portugalii – Paulo Sousa też swoje dołożył. Jednak z kronikarskiego obowiązku o naprawdę ciekawej opcji jaką jest Paulo Bento wspomnieć trzeba.
Vladimir Petković
A może… Vladimir Petković? Jego nazwisko też wielokrotnie przewijało się już w kontekście ewentualnego objęcia sterów w reprezentacji Polski. W 2023 roku mocno był grany temat byłego selekcjonera Szwajcarii. Cezary Kulesza rozmawiał i był bardzo blisko dogadania się z Vladimirem Petkoviciem. Może nawet się z nim dogadał, natomiast wycofał się z tego pomysłu i ostatecznie postawił na Fernando Santosa.
A trzeba przyznać, że Petković na papierze wygląda nadal świetnie. Możliwe, że nawet lepiej niż przed trzema laty. Przez siedem lat prowadził z dobrym skutkiem wspominaną już reprezentację Szwajcarii. Ostatnio odpowiadał za kadrę Algierii, w której na przestrzeni 33 meczów wykręcił bardzo dobrą średnią 2,24 punktu na mecz, docierając m.in. do 1/16 finału mistrzostw świata. W CV ma też takie kluby jak Lazio czy Girondins Bordeaux. To fachowiec, na którego nie wiem czy tak naprawdę zasługujemy. Tak naprawdę postawienie na szkoleniowca zagranicznego, z dużym doświadczeniem w piłce międzynarodowej powinno być priorytetem dla Cezarego Kuleszy. Jednak na ten moment wolimy się taplać we własnym sosie. A szkoda…
Kasper Hjulmand
Skoro już mowa o opcjach zagranicznych to czas na kolejne. Poprzednie wydawały się bardziej realne i już pojawiające się w mediach od kilku lat. Bezrobotnym szkoleniowcem obecnie jest Kasper Hjulmand. To bardzo mocna kandydatura zagraniczna. To architekt sukcesów reprezentacji Danii, z którą podczas czteroletniej kadencji potrafił m.in. awansować do półfinału mistrzostw Europy. Następnie pracował 10 miesięcy w Bayerze Leverkusen. Od czerwca pozostaje bez pracy.
To może szalona opcja, ale na papierze bardzo bezpieczna i przede wszystkim mocna. Poza tym rynek skandynawski w ostatnim czasie rozpycha się łokciami na ekstraklasowym froncie. Pojawiają się szkoleniowcy (Frederiksen, Gustafsson, Thomasberg), czy piłkarze ściągani z tego regionu Europy głównie przez Lecha Poznań, ale nie tylko. Wydaje się, że tamtejsi trenerzy dość dobrze adaptują się w naszym środowisku. Hjulmand do tego ma doświadczenie selekcjonerskie i to nie byle jakie. Na papierze kandydatura z gatunku tych wymarzonych i niekoniecznie tych poza naszym zasięgiem.
Kosta Runjaić
Szanse na taką opcję są niemal zerowe, lecz należy o niej pamiętać. W lipcu 2025 roku, niemiecki szkoleniowiec odrzucił ofertę PZPN-u i przedłużył kontrakt z Udinese. W tamtym okresie nazwisko Runjaicia było wysoko na liście prezesa Cezarego Kuleszy jako potencjalnego kandydata z zagranicy. Szkoleniowiec prowadzący klub w Serie A zdecydował się pozostać na stanowisku w klubie i podpisał nowy kontrakt, co zamknęło temat przejęcia przez niego kadry.
55-letni Runjaić w przeszłości prowadził Pogoń Szczecin i Legię Warszawa. Niemiec wtedy był otwarty na rozmowy, ponieważ traktuje Polskę jako „futbolową drugą ojczyznę”. Z pewnością w naszym kraju ma niedokończone sprawy, a to, że kibice klubów, w których pracował wspominają go z sentymentem świadczy o nim bardzo dobrze. Nigdy selekcjonerem nie był, lecz zna polski futbol. Znakomicie radzi sobie ze średnim klubem w rozgrywkach Serie A, dalej w nim pracując. Zbyt dużo niewiadomych tutaj nie ma. Kto wie, może kiedyś?


