Chcemy iść do przodu? To podziękujmy niektórym kadrowiczom i budujmy nowych

Jan Urban, Michał Probierz, Fernando Santos czy Czesław Michniewicz. Zmieniają się trenerzy, ale od dłuższego czasu nie zmieniają się piłkarze biegający z orzełkiem na piersi. Wydaje się, że dla niektórych czas jakby się zatrzymał, a powołanie dostają tylko i wyłącznie ze względu na wyrobione przed laty nazwisko. Niektórzy w kadrze ewidentnie się zasiedzieli i nic do niej nie wnoszą. Nie pójdziemy do przodu jako reprezentacja Polski, jeśli niektórych zawodników trenerzy na dobre nie skreślą. Zmiana trenera nic nie da, jeśli nowy selekcjoner nie będzie w stanie podejmować nieco odważniejszych decyzji w swojej selekcji.

Bartłomiej Drągowski

Pierwsze powołanie od selekcjonera Jerzego Brzęczka otrzymał na jesienne mecze, a jego oficjalny debiut w kadrze narodowej miał miejsce 7 października 2020 roku w wygranym 5:1 meczu towarzyskim przeciwko Finlandii. Wcześniej Drągowski regularnie przechodził przez wszystkie szczeble reprezentacji młodzieżowych. Przez lata grał w dość poważnych włoskich klubach. Następnie na trochę zakotwiczył w greckim Panathinakosie, a od stycznia jest podstawowym bramkarzem Widzewa Łódź. Złośliwi dopatrują się jego powołań w osobie menadżera golkipera. Mariusz Kulesza jest bratankiem obecnego prezesa PZPN-u.

Wydaje się, że Drągowski swój najlepszy okres w karierze ma już dawno za sobą. W Widzewie dość często zdarzają mu się niemałe wpadki. Pewnego poziomu już nie przeskoczy. Nie bez powodu za granicą niespecjalnie go chciano i musiał wybrać ofertę z łodzkiego klubu. Ktoś powie, że to tylko pozycja rezerwowego bramkarza. Zgoda… jednak jak już szukamy nowych zawodników to róbmy to na poważnie, a nie ciągle powołujmy tych samych za same zasługi i dlatego, że kiedyś było dobrze. Drągowski nie wnosi niczego więcej przy swoim powołaniu, co mógłby wnosić dajmy na to Marcel Łubik, Sławomir Abramowicz czy Xavier Dziekoński. Mamy dziurę pokoleniową na bramce i trzeba próbować znajdować nowe twarze. Drągowski takową nie jest.

Przemysław Wiśniewski

W pewnym sensie Przemysław Wiśniewski jest selekcjonerskim odkryciem Jana Urbana. To właśnie u niego zadebiutował w reprezentacji Polski we wrześniu 2025 roku w wyjazdowym meczu przeciwko Holandii (zremisowanym 1:1), rozgrywanym w ramach eliminacji do Mistrzostw Świata. Pod wodzą selekcjonera Jana Urbana obrońca rozegrał dotychczas wszystkie swoje mecze w kadrze, gromadząc łącznie 9 występów. Wszystkie spotkania rozegrał w wyjściowym składzie, zdobywając przy tym jedną bramkę w czerwcowym meczu towarzyskim z Nigerią.

Miał znakomite wejście do kadry. Wydawało się, że długo trzeba było na niego czekać, lecz w końcu się doczekaliśmy. Jednak im dalej w las tym było tylko gorzej. Szczególnie w pamięci polskich kibiców utkwiły dwa nieudane mecze ze Szwecją. W obu nie potrafił sobie poradzić z Victorem Gyokeresem. Z zawodnika, który dobrze radził sobie na włoskich boiskach, podobnie jak Bartłomiej Drągowski wylądował w Widzewie Łódź. Prezentuje się w nim dobrze, lecz niekoniecznie na tyle by regularnie otrzymywać powołania. Na jego nieszczęście dodatkowo narodziła się w Polsce nowa generacja środkowych obrońców takich jak Wojciech Mońka, Kacper Potulski, Bright Ede czy nawet Jan Ziółkowski. Młodzi napierają i prezentują się bardzo dobrze. A Wiśniewski może podzielić los takiego Sebastiana Walukiewicza. Wejście dobre, zapowiadało się na coś więcej, a później przyszło nagłe obniżenie lotów. A szkoda… ale tutaj też potrzeba czegoś nowego.

Bartosz Slisz

Gdyby nie Wiktor Nowak, który przebojem wdarł się do podstawowego składu reprezentacji Polski i znakomicie grał u boku Piotra Zielińskiego, to dalej byśmy męczyli się w tej części boiska z Bartoszem Sliszem. Bartosz Slisz zadebiutował w seniorskiej reprezentacji Polski 5 września 2021 roku w wygranym 7:1 wyjazdowym meczu przeciwko San Marino. Wszedł wtedy na boisko na początku drugiej połowy, zastępując Jakuba Modera. Szansę debiutu dał mu ówczesny selekcjoner – Paulo Sousa.

Do tej pory pomocnik rozegrał w barwach narodowych 26 meczów, w których zdobył 1 bramkę. Swojego jedynego gola w kadrze strzelił 6 czerwca 2025 roku w wygranym meczu towarzyskim z Mołdawią na Stadionie Śląskim. Był również ważnym elementem drużyny Michała Probierza podczas Euro 2024, gdzie zagrał w meczach fazy grupowej. Miał być pracusiem w środku pola, wykonującym mrówczą pracę. Jednak im dalej w las, tym więcej z jego strony było spowalniania gry i przeszkadzania.

Slisz nigdy nie był elementem dodatnim w reprezentacji Polski. Zagrał może kilka niezłych spotkań i z jakiegoś powodu przekonuje kolejnych selekcjonerów. Swego czasu Jakub Moder, a teraz wspominany Wiktor Nowak bardzo dobrze pokazują jak powinna wyglądać klasyczna „6”. Takich zawodników potrzebujemy. Powolnego i niewidocznego Bartosza Slisza już niekoniecznie. Niech sobie gra w Danii, a o powołaniu do kadry oby zapomniał na dłuższy czas. Zasiedział się w niej niczym swego czasu Karol Linetty.

Przemysław Frankowski

Przemysław Frankowski zadebiutował w reprezentacji Polski 23 marca 2018 roku. Szansę debiutu w dorosłej kadrze dał mu ówczesny selekcjoner Adam Nawałka. Miało to miejsce w towarzyskim meczu przeciwko Nigerii (0:1) we Wrocławiu, w którym Frankowski wyszedł w podstawowym składzie. Do tej pory rozegrał w barwach narodowych 55 meczów, w których zdobył 3 bramki. Był uczestnikiem kluczowych turniejów ostatnich lat, w tym Euro 2020, Mistrzostw Świata w Katarze oraz Euro 2024.

Liczba meczów jest bardzo duża, a ktoś pamięta ile dobrych? Frankowski w wielu spotkaniach jest bardzo przezroczysty. Jego gra polega na pojedynczych zrywach, a tak naprawdę jest powoływany z racji tego, że potrafi zagrać na wielu pozycjach w kilku ustawieniach. Poradzi sobie na wahadle, na skrzydle, a ostatnio nawet na lewej obronie. Znaczy tam go ustawił Jan Urban, wierząc, że będzie potrafił dobrze bronić i się ustawiać jak swego czasu bardzo dobrze robił to Artur Jędrzejczyk. Tylko niestety to nie jest to czego szukamy.

Powoli kształtują się nowi lewi obrońcy. Michał Gurgul, Jakub Krzyżanowski to nazwiska, na które selekcjoner powinien chętniej spoglądać. Do tego Tymoteusz Puchacz moim zdaniem jako klasyczny lewy obrońca nie powiedział jeszcze ostatniego zdania w kontekście powołań. A Frankowski uzbierał tak dużą liczbę spotkań dla reprezentacji Polski, że chyba można już za to wszystko podziękować. Niczym specjalnym się nie wyróżnia, a powołanie dostaje za nazwisko. A dodatkowo trenerzy sami nie wiedzą jak z jego umiejętności korzystać.

Karol Świderski

Karol Świderski zadebiutował w reprezentacji Polski 28 marca 2021 roku w wygranym 3:0 meczu eliminacji Mistrzostw Świata przeciwko Andorze. Napastnik wszedł na boisko w 63. minucie, zmieniając Roberta Lewandowskiego, i już w 88. minucie zdobył swoją pierwszą bramkę w barwach narodowych. Szansę debiutu dał mu ówczesny selekcjoner – Paulo Sousa.

Do października 2026 roku Świderski rozegrał w kadrze narodowej łącznie 55 spotkań, w których strzelił 14 goli. Przez lata zapisał się w pamięci kibiców jako „specjalista od ważnych goli”, m.in. trafiając w kluczowych meczach Ligi Narodów z Walią czy w różnych eliminacjach. Obecnie na szczeblu klubowym występuje w Widzewie Łódź, do którego przeniósł się z greckiego Panathinaikosu.

Te jego mityczne ważne gole przestały w ostatnim czasie się pojawiać. Na ostatnie zgrupowanie przyjeżdża kompletnie bez formy i z braku tak naprawdę innych opcji – tak twierdzi selekcjoner. Jednak na pewno jak się lepiej poszuka to znajdzie się kilku ciekawszych, młodszych i perspektywicznych napastników. A kto nie szuka ten nie znajdzie. Świderski na ostatnich zgrupowaniach prezentuje się bardzo blado. W Widzewie także gra słabo. Nie ma zbytnio powodu by go obecnie powoływać. Szukajmy gdzieś indziej, a Świderskiemu na jakiś czas podziękujemy za te ważne gole. Tym bardziej, że tak naprawdę napastnik dobrze się czuje u boku drugiego snajpera. A na takowe ustawienie nie zawsze nas stać. Robert Lewandowski wiecznie żył nie będzie…

Mateusz Topolski
Mateusz Topolski
Pasjonat futbolu, najlepiej w wydaniu polskim, włoskim i hiszpańskim. Wierny fan Lecha Poznań i wszystkiego co romantyczne oraz inspirujące w piłce nożnej. Poza tym chętnie spoglądam na F1, tenis ziemny i siatkówkę.

Podobne

AUTOPROMOCJA Masz dziecko w wieku 7–18 lat? Sprawdź bezpłatną grę edukacyjną Misja: Bezpieczni →