Manchester United – dobry sezon, ale bez kropki nad „i”

Przez ostatnie wydarzenia łatwo spłycić ten sezon w wykonaniu Czerwonych Diabłów do porażki z Vilarrealem w finale Ligi Europy i ponownie zakwestionować pracę Solskjaera. Patrząc jednak całościowo Manchester United rozegrał dobry sezon. Owszem, trofea są ważne, ale pozycja startowa Red Devils sugerowała nam oceniać ich nie tylko z tego, co włożą do gabloty, a przede wszystkim z tego, jak będą prezentować się na boisku. Czy zrobią krok w przód i ustabilizują formę, czy nadal będą dryfować bez celu.

Jesień na plecach Bruno Fernandesa

Początek rozgrywek zapowiadał, że wydarzy się raczej to drugie. W ogóle można było odnieść wrażenie, że nadal odczuwają trudy okresu po lockdownie, kiedy Ole Gunnar Solskjaer bardzo rzadko rotował składem i pod koniec sezonu – w połączeniu z grą w Lidze Europy – piłkarze oddychali rękawami. Na pierwszą przerwę reprezentacyjną rozjechali się po upokarzającej porażce 1:6 z Tottenhamem na Old Trafford. Dopiero potem coś drgnęło. A dokładniej ktoś – Bruno Fernandes. Portugalczyk niemal w pojedynkę wygrywał mecze i ratował posadę Ole Gunnara Solskjaera. Najlepszy przykład, jak ważny był wówczas Bruno dla United? Mecz z West Hamem, kiedy trener postanowił go oszczędzić. Po pierwszej połowie MU przegrywał 0:2 i Portugalczyk musiał pojawić się na boisku. Końcowy wynik? 3:2. Różnica w grze była wręcz ogromna. Przez pierwsze 45 minut drużyna wyglądała, jakby grała bez trenera. Po zmianie stron wszedł Bruno i wszystko poukładał.

Trzeba to sobie jasno powiedzieć – Manchester United był wówczas drużyną jednego piłkarza. Biorąc pod uwagę czas do końca 2020 roku w tym sezonie Premier League Bruno zaliczył 47 kluczowych podań. Drugi Rashford – tylko 20. Wykreowane „setki”? Bruno – 10. Drugi Martial – 4. Współczynnik spodziewanych asyst (xA)? Bruno Fernandes – 4,05. Drugi Martial – 1,31. Słowem – przepaść. Kiedy był na boisku miał udział przy niemal połowie bramek zespołu.

Z uwagi na napięty terminarz zastanawialiśmy się, jak długo Bruno Fernandes będzie w stanie ciągnąć drużynę za uszy. Wystawiając go co 3 dni Solskjaer ryzykował zajechaniem piłkarza i ewentualną kontuzją. Tak się jednak nie stało, jednak wraz z nowym rokiem kalendarzowym Fernandes odrobinę się zaciął. W 9 meczach, jakie rozegrali nie miał żadnej asysty i strzelił dwa gole (z rzutu karnego i wolnego). To był czas, aby więcej odpowiedzialności na siebie wzięła reszta zespołu.

Manchester United staje się kolektywem

Przy lekkim dołku formy swojego najlepszego piłkarza ofensywa Manchesteru United strzeliła tylko 10 bramek w 9 meczach rozgrywanych w styczniu. Przez ten czas Czerwone Diabły znacznie poprawiły się w defensywie (choć ciągle kuleje bronienie stałych fragmentów gry), a Solskjaer znalazł receptę na ustawienie, w którym nie wszystko zależne jest od jednego piłkarza. W środku pola odżył Paul Pogba, który dostał pozwolenie na odważniejsze wbieganie w pole karne. Obok niego bardzo dobrze wyglądał Scott McTominay, który miał podobne zadania do Francuza. Na lewej stronie szalał z kolei Luke Shaw. Oprócz solidnej postawy w defensywie oferował on niezliczone rajdy lewą stroną. Dość powiedzieć, że w 2021 roku w lidze zaliczył on najwięcej kluczowych podań spośród całego zespołu.

Grudzień i styczeń był okresem, w którym w Manchesterze United zachodziła pewna przemiana. Mam wrażenie, że momentem zwrotnym był mecz, w którym Lipsk wyrzucił ich za burtę Ligi Mistrzów. Solskjaer znów zaczął być kwestionowany, ale szybko dał odpowiedź. Bezbramkowy remis w derbach Manchesteru, a tydzień później imponująca wygrana 6:2 z Leeds. Zespół wszedł na dobre tory i choć przeplatał świetne mecze z mocno przeciętnymi to wyszarpywał zwycięstwa. Luty był w zasadzie tylko potwierdzeniem tego. United potrafił ograć 4:0 Real Socediad na Anoeta, pokonać aż 9:0 Southampton, ale też zremisować z West Bromem, czy w głupi sposób wypuścić z rąk zwycięstwo z Evertonem.

Mecze o największą stawkę – przekleństwo Solskjaera

Ciągłym zarzutem w kierunku Manchesteru United były mecze przeciwko zespołom z najwyższej półki. To w głównej mierze przez nich do Premier League przylgnęła łatka „hitów na 0:0”. Solskjaer w meczach z TOP 6 często grał bardzo zachowawczo i przede wszystkim nie chciał stracić bramki. Tak prezentowały się wyniki Manchesteru United przeciwko wielkiej szóstce:
– Tottenhamem – 1:6 i 3:1
– Chelsea – 0:0 i 0:0
– Arsenal 0:1 i 0:0
– Manchester City – 0:0 i 2:0
– Liverpool – 0:0 i 2:4
2 zwycięstwa, 5 remisów i 3 porażki. Gdyby stworzyć małą tabelę pomiędzy tymi drużynami tylko Tottenham znalazłby się za plecami United.

Tabela uwzględniająca mecze pomiędzy zespołami z big six

Do tego należy dopisać także odpadnięcie w półfinale Pucharu Anglii z Leicester, wspomniany już w tym tekście mecz o wyjście z grupy Ligi Mistrzów z Lipskiem i przegrany finał Ligi Europy z Vilarrealem w Gdańsku. A przecież w poprzednim sezonie United Solskjaera w FA Cup i LE również zatrzymywał się na półfinałach. Ta drużyna nie dźwiga presji w meczach o najwyższą stawkę.

Aby zauważyć progress, jaki wykonał Manchester United pod wodzą Solskjaera nie potrzeba namacalnych dowodów w postaci trofeów. Jednak jeśli klub chce spełniać ambicje kibiców i – przede wszystkim – osiągać rezultaty adekwatne do wydawanych pieniędzy to musi nauczyć się wygrywać takie spotkania.

Na co stać Manchester United?

Końcówka sezonu pokazała, że naprawdę na wiele, ale pod pewnymi warunkami. Od wygranej z Manchesterem City do momentu kontuzji Harry’ego Maguire’a (9 kolejek) zespół Solskjaera punktował najlepiej w lidze mimo, że rozegrali jeden mecz mniej od większości drużyn. Pierwsza jedenastka Manchesteru United jest bardzo silna i aby można było nazwać ją kompletną brakuje tylko wymiany kilku ogniw. Przydałby się typowy defensywny pomocnik. Pogba i McTominay to bardzo dobrzy gracze, ale obaj najlepiej czują się jako pomocnicy box-to-box. Ponadto jeszcze środkowy obrońca do pary z Maguirem oraz napastnik lub prawoskrzydłowy w zależności od tego, gdzie Solskjaer docelowo widzi Greenwooda.

Tak więc przed Manchesterem United kolejne okienko prawdy. W ostatnich 5 latach ich bilans transferowy netto wynosi grubo ponad 500 mln na minusie, a dalej nie stworzyli drużyny gotowej do walki o najwyższe cele. Zbyt dużo nowych nabytków nie spełnia oczekiwań. Wymowne były wczorajsze reakcje Solskjaera na boiskowe wydarzenia. Przez 120 minut zrobił tak naprawdę tylko trzy zmiany (dwóch ostatnich minutę przed końcem specjalnie pod rzuty karne nie liczę), z czego pierwszą dopiero w 100. minucie. A kontuzjowani byli tylko Martial i Maguire. To sygnał w stronę zarządu, że dysproporcja pomiędzy pierwszym zespołem, a rezerwowymi jest zbyt duża.

Manchester United jest zespołem dobrym. Ale aby stać bardzo dobrym i realnie włączyć się do walki o mistrzostwo Anglii potrzebuje jeszcze czasu, pieniędzy i poprawy kilku aspektów na boisku. To nie będzie łatwa droga.

Obserwuj autora na Facebooku i Twitterze

REKLAMA
Paweł
Paweł
W szeregach Mistrzów od czerwca 2019. Najczęściej piszę o Premier League, ale od czasu do czasu staram się też podejmować inne tematy. Fan Arsenalu. Burnley - Watford to najlepszy sposób na spędzenie piątkowego wieczoru.
PODOBNE
REKLAMA
106,696FaniLubię
10,434ObserwującyObserwuj
596ObserwującyObserwuj

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ