Po ostatnim gwizdku arbitra można śmiało stwierdzić, że domowy mecz z Rumunią w Lidze Narodów – zakończony rezultatem 6:0 – był dla podopiecznych Jana Urbana spacerkiem. Oczywiście będzie to pewne uproszczenie, ale Polska faktycznie nie musiała wyjątkowo się trudzić. Dla wielu reprezentantów był to zapewne jeden z ich przyjemniejszych występów w narodowych barwach. Jak zawsze, od tej reguły są jednak pewne wyjątki. Kto był bohaterem kadry, a kto zawiódł? W niniejszym artykule przyglądamy się występowi każdego z kadrowiczów i oceniamy ich w skali od 1 do 10.
Marcin Bułka: 7
Wynik 5:0 nie mówi wszystkiego o przebiegu tego meczu. Nie oddaje on chociażby wysiłku, jaki w pewnych chwilach musiał podjąć Marcin Bułka, by uchronić naszą ekipę przed stratą gola. Celnych strzałów, z którymi musiał sobie radzić, nie było może wiele, ale kiedy już się pojawiały, były naprawdę wymagające. Bułka kilkukrotnie interweniował więc z bliska albo zatrzymywał strzały zmierzające tuż koło słupków bądź pod poprzeczkę. Dla golkipera wcale nie było to więc 90 minut relaksu, a raczej ciężka praca stróża, który długimi fragmentami niewiele robi, by później wkroczyć do akcji w najważniejszym momencie i powstrzymać realne zagrożenie.
Matty Cash: 7
Mądre decyzje: czasem mocno do przodu, czasem zwalnianie akcji. Widać było, że Cash dobrze się czuje na murawie i chce w pełni kontrolować nie tylko własne poczynania, lecz w szerszym znaczeniu to, co dzieje się w jego sektorach boiska. Jeśli chodzi o wady, przypomnieć trzeba jedynie ostry faul podniesioną stanowczo za wysoko nogą, po którym kadrowicz mógł zrobić krzywdę swojemu rywalowi albo obejrzeć kartkę. Na szczęście nic takiego się nie stało, więc to tylko szczegół, nieznacznie wpływający na ostateczną ocenę jego występu.
Jan Bednarek: 8
Szef defensywy z prawdziwego zdarzenia. Bednarek to nie wirtuoz czy kreator akcji budowanych od tyłu, ale ma wiele innych atutów, które udało mu się zaprezentować. Gwarantował pełne bezpieczeństwo, wyjaśniał sytuacje podbramkowe i nie dawał rywalom ani chwili spokoju. Udało mu się też uświetnić występ golem strzelonym głową po rzucie rożnym, co jest sporym dodatkowym plusem.
Jakub Kiwior: 7
Dobrze asekurował Nicolę Zalewskiego, gdy po lewej stronie boiska Rumuni mieli zbyt dużo wolnej przestrzeni. Unikał błędów, wodpowiednio się ustawiał, posyłał celne podania nawet na kilkadziesiąt metrów i popisywał się imponującą skutecznością w pojedynkach główkowych. Pozostaje tylko życzyć sobie, by w przyszłości równie łatwo rywalizowało mu się z zespołami silniejszymi od Rumunii.
Przemysław Frankowski: 7
W jego przypadku kluczowe słowo to współpraca. Odbywała się ona głównie na linii Frankowski-Zalewski, ale widać było także nić porozumienia między graczem Rennes a Jakubem Kiwiorem czy Piotrem Zielińskim. Gracz z numerem 19 na koszulce dobrze dogadywał się na placu gry po prostu z każdym. Można było liczyć na jego dobre ustawienie, czujność i asekurację. Występ bez wielu fajerwerków, ale parę takich momentów też dałoby się wymienić. Chodzi przede wszystkim o świetną dwójkową akcję zakończoną golem na 2:0 albo o strzał z dystansu, który odbił się od obramowania bramki. Jeszcze ważniejsze od świetnych momentów było jednak to, że występ Frankowskiego był niezwykle równy i pozbawiony jakichkolwiek rozczarowań. Takiej solidności kadrze po prostu potrzeba i warto ją docenić, gdyż często jest jej zbyt mało.
Sebastian Szymański: 6
Tym razem kibice oglądający mecz nie dostali od tego piłkarza żadnych wyjątkowych popisów. Szymańskiemu trudno odmówić zaangażowania czy mocniej przyczepić się do jego występu, ale zdecydowanie nie można też popadać w zachwyt i rozpływać się nad jego poczynaniami. Solidny występ na solidne 6/10.
Piotr Zieliński: 8
Jeden z częściej i skuteczniej przechwytujących zawodników wśród naszych reprezentantów. Ważne też, że nigdy nie kończyło się na samym odbiorze, bo po nim następował rajd do przodu i szukanie najbardziej obiecujących opcji ofensywnych. Zielu był motorem napędowym zespołu, dobrze porozumiewał się z partnerami i nadawał akcjom polot oraz dynamikę. Można było żałować jedynie braku strzałów z dystansu w jego wykonaniu, ale prawda jest też taka, że nisko ustawieni Rumuni zmniejszali szansę na powodzenie przy takich uderzeniach. Może więc nawet lepiej, że zamiast tego Zieliński pokazywał się głównie w innych rozwiązaniach. Z pewnością nacieszymy się jego strzałami zza „szesnastki” w wielu innych starciach.
Wiktor Nowak: 6
Katastrofalnie zagubiony przy rzucie wolnym Rumunów, który był jedną z ich najgroźniejszych akcji. Wszystko rozpoczęło się w niej właśnie od tego, że Nowak pokpił sprawę i nie był gotowy do wybicia piłki. Ta, gdy do niego trafiła, w niekontrolowany sposób odbiła się od jego pleców. Poza tym był raczej poprawny, ale z pewnością nie błyszczał. Z jego krótkiej (jak na razie) przygody z reprezentacją wiemy, że stać go na wiele więcej. Otrzymuje jednak „szóstkę” za kilka udanych odbiorów, które nie były szalenie trudne, ale przynajmniej bronią go pod kątem statystycznym.
Nicola Zalewski: 9
Najaktywniejszy z Biało-czerwonych. Mnóstwo podań było posyłanych właśnie do niego, a jego partnerzy często rezygnowali ze strzałów z dystansu czy innych opcji rozegrania, by dać mu szansę na kontynuowanie ataku. Był jednak czujnie strzeżony przez defensorów, przez co wiele dośrodkowań jego autorstwa było blokowanych. Nicola nie dawał jednak za wygraną i próbował bardzo różnych opcji, co utrudniało zadanie przeciwnikom. Pomagała w tym imponująca praca obiema nogami, z czym przecież nie zawsze jest u niego aż tak kolorowo. Między innymi dzięki temu z każdą minutą lewy skrzydłowy tylko się rozkręcał i był coraz trudniejszy do zatrzymania. Kulminacja tego stanu nastąpiła na początku drugiej połowy, kiedy Zalewski miał bezpośredni udział przy drugiej i trzeciej bramce dla Polski. Za każdym razem był w centrum wydarzeń i radził sobie wyśmienicie. Nie będzie więc przesadą stwierdzenie, iż gdyby nie on, to triumf gospodarzy nie byłby aż tak widowiskowy i zdecydowany.
Karol Świderski: 4
Jedno z najsłabszych ogniw naszej reprezentacji. Podczas gdy większość graczy z orzełkiem na piersi po prostu bawiła się futbolem, Świderski przeżywał raczej wiele trudnych chwil, a futbolówka momentami sprawiała mu spory dyskomfort. Niezwykle irytujący był też upór, z jakim napastnik nieustannie schodził wyłącznie do swojej lepszej lewej nogi. Do pewnego stopnia jest to zrozumiałe, ale wszystko ma swoje granice, a w tym przypadku zostały one grubo przekroczone. Liczba sytuacji zmarnowanych przez 29-latka właśnie z powodu unikania jakichkolwiek zagrań prawą stopą była zatrważająca.
Robert Lewandowski: 9
Napastników nie powinno się rozliczać przede wszystkim z całokształtu gry na przestrzeni pełnych 90 minut. W ich przypadku najważniejsze powinny być kluczowe okazje, gdzie muszą oni zwieńczyć wysiłek całej ekipy, co bywa niełatwe. Lewandowski w pierwszej połowie raz znalazł się w takim położeniu i poradził sobie wzorowo. Najpierw w tempo pokazał się do podania, uciekając za linię obrony, a następnie wygrał walkę o pozycję, zastawił się, chroniąc piłkę, i dał się sfaulować w polu karnym Rumunów. Trzeba więc pogratulować kapitanowi drużyny narodowej świetnego wyczucia czasu i sprytu, dzięki któremu nieszczególnie silny kontakt fizyczny i popchnięcie udało się zamienić na rzut karny i czerwony kartonik dla rywali. To nie był jednak koniec: jedenastkę trzeba było jeszcze wykorzystać, a to w wykonaniu Lewego również wydawało się bajecznie proste. Bramkarz przyjezdnych nie miał szans, a ulubieniec fanów z PGE Narodowego przeżywał zasłużoną radość.
Nie tylko w tej akcji w jego grze widać było optymistyczne automatyzmy. Lewandowski generalnie często szukał ucieczek za linię obrony Rumunii, w odpowiednich momentach schodził też nieco niżej, a w trudnych okolicznościach dawał się sfaulować albo oddawał piłkę słabiej pilnowanemu koledze. To był dobry, dojarzały występ, a właśnie takich od żywej legendy kadry mamy prawo oczekiwać. Tym razem Robert grał jednak nie tylko zgodnie z oczekiwaniami, ale nawet je przewyższył. W drugiej połowie dołożył jeszcze dwa kolejne trafienia i, jako niekwestionowany bohater spotkania, zasłużył na bardzo wysoką ocenę 9.
Jak zagrali rezerwowi?
Kacper Urbański, Norbert Wojtuszek, Marcel Reguła, Bartosz Slisz i Oskar Pietuszewski nie mieli wyjątkowo trudnego zadania. Wchodzili z ławki przy bardzo korzystnym wyniku i w poczuciu, że mecz de facto jest już rozstrzygnięty. Ich zmiany były raczej neutralne i w większym stopniu nie odmieniły obrazu gry. Z tego powodu zmiennikom przyznajemy domyślne „piątki”, z wyjątkiem Marcela Reguły i Kacpra Urbańskiego, którzy byli nieco bardziej aktywni i zapracowali na podniesienie ich noty do „szóstki”.



