O kadrze młodzieżowej prowadzonej obecnie przez Jerzego Brzęczka mówi się w ostatnim czasie bardzo dużo. Nic w tym dziwnego skoro w swoich dziewięciu meczach eliminacyjnych – zwyciężyli we wszystkich. Poza tym zrobili to bardzo przekonywująco tracąc przy tym zaledwie dwie bramki. Młodzieżówka pokazuje seniorom co to znaczy grać poważnie w piłkę pod względem charakteru i zespołowości. W meczu z Włochami trzeba było jednak postawić kropkę nad „i”. Do awansu na mistrzostwa Europy wystarczał remis, lecz podopieczni Jerzego Brzęczka już pokazali, że nie lubią być minimalistami. Włosi też mieli o co grać. Chcieli się zrewanżować za porażkę w Polsce, a poza tym przy dwubramkowym zwycięstwie wyprzedziliby Polskę. Stawka była ogromna i czuć było to od pierwszego gwizdka sędziego.
Zagubieni jak dzieci we mgle
Wydawało się, że Polacy dalej będą robić wszystko by podtrzymywać formę z poprzednich spotkań i po prostu grać swoje. Jednak Włosi mieli na to wszystko inny sposób. To oni dyktowali warunki i z minuty na minutę tylko powiększali swoją przewagę. Nie potrafiliśmy niemalże nic zrobić. Momentami wybijaliśmy piłkę i liczyliśmy na cud, by tylko gospodarze nie strzelali. Wyglądało to wszystko bardzo słabo, co by nie mówić fatalnie. Włosi dominowali nas pressingiem i pomysłem na granie. Widać było różnicę klas. W pierwszym meczu również była ona zauważalna, lecz wtedy udało nam się z opałów wyjść jakością indywidualną poszczególnych zawodników. Tutaj tego brakowało.
Włosi się rozkręcali i zaczęli strzelanie w 16. minucie golem zdobytym przez Lucę Koleosho. Za sprawą Chera Ndoura 10 minut później było już 2:0. Do przerwy taki wynik się utrzymał, lecz gdyby nie interwencje Marcela Łubika i masa szczęścia mogło być o wiele gorzej. Broniliśmy bardzo słabo, nie potrafiliśmy utrzymać się przy piłce, już nie mówiąc o przeprowadzeniu jakiejkolwiek składnej akcji. Gospodarze osiągnęli swój cel i nie wyglądali na takich, którzy mieliby młodym Polakom odpuścić. Po 45. minutach bezpośredni awans bardzo się oddalił. Dramatyczne granie, najgorsze tej grupy chłopaków za kadencji Jerzego Brzęczka. Z taką grą o dobrej grze na mistrzostwach Europy nie ma zbytnio co myśleć.
Zabawa Włochów, demolka i festiwal goli
Po przerwie obraz gry w ogóle się nie zmienił. Zmiany Jerzego Brzęczka nic nie dawały, a Włosi przy nas wyglądali jak ci starsi, którzy grają z młodszymi. Momentami wszystko przypominało zabawę. Świadczy o tym gol strzelony przez Chera Ndoura. Pomocnik Fiorentiny pokonał Marcela Łubika strzałem z własnej połowy. 7 minut później na listę strzelców wpisał się Luca Lipani. Polacy próbowali się odgryzać. Pierwszym trafieniem dla reprezentacji Polski w tym spotkaniu popisał się w 65. minucie Daniel Mikołajewski.
Wydawało się, że coś jeszcze może w naszej grze drgnąć i pójdziemy po kolejne bramki. Nic bardziej mylnego. Dosłownie jedna akcja i minutę później Włosi strzelili nam piątą bramkę za sprawą Seydou Finiego. Tempo meczu zdecydowanie spadło aż do 85. minuty. Wtedy to genialnym strzałem z dystansu drugie trafienie dla Polaków dał Jakub Żewłakow. Jednak podobnie jak po pierwszym golu, zaledwie minutę później straciliśmy kolejną bramkę. Tym razem jej autorem został Luigi Cherubini. Nasza gra obronna nie istniała.
Dramat w sześciu aktach z małymi przebłyskami i pozostawieniem resztek honoru. Włoska młodzieżówka zdemolowała kadrę Jerzego Brzęczka. Tak grając nawet przy założeniu, że awansujemy ostatecznie na mistrzostwa Europy, to nie mamy czego zbytnio na nich szukać. Jednak nieco dziwne jest to, że aż tak zostaliśmy zdemolowani przez Włochów. Przez całe eliminacje aż do tego spotkania straciliśmy zaledwie dwie bramki. W tym aż sześć, a mogło być ich jeszcze więcej. Kubeł zimnej wody został wylany na głowy naszych młodych piłkarzy nad Adriatykiem. Teraz pozostaje liczenie na innych, a konkretniej na Greków, którzy sobie nie poradzą w meczu wyjazdowym z Irlandią Północną. Szkoda… rzeczywistość wydawała się kolorowa aż do tego meczu. Okazała się jednak bardzo brutalna i sprowadziła tych młodych zawodników dość mocno na ziemię. Włosi jak najbardziej zasłużenie mimo wcześniejszej porażki z Polską kwalifikują się bezpośrednio na przyszłoroczne Euro do lat 21. A nam pozostaje czekać i dalej marzyć.


