Skazywana na spadek Termalica Bruk-Bet Nieciecza na razie radzi sobie dobrze w PKO BP Ekstraklasie. Przed rozpoczęciem sobotnich zmagań w ramach 7. kolejki Słonie zajmowały 5. miejsce w tabeli. Zaczęły z przytupem, od rozbicia Jagiellonii Białystok. Jak dotąd to było jedynie jedno z dwóch zwycięstw w sezonie. Ekipa z Małopolski jest w dobrej formie strzeleckiej na własnym stadionie, bowiem w czterech z pięciu domowych meczów strzelała minimum 2 gole. Chciała wykorzystać ten atut przeciwko Koronie Kielce. Podopieczni Jacka Zielińskiego po 6 meczach uzbierali tyle samo punktów, co ich dzisiejszy rywal. Przyjechali do Niecieczy z serią 4 starć bez porażki, którą chcieliby utrzymać. Z tym mógł być jednak problem, bowiem kielczanie mają problemy z wygrywaniem na wyjeździe – po raz ostatni komplet punktów wywieźli 1 marca z Mielca.
Piękny gol i wymiana ciosów
Początek tego spotkania należał do chaotycznych po obu stronach. Potrzeba było uspokoić grę, co udało się najpierw Koronie. Starający się grać dynamicznie kielczanie już w 6. minucie wypracowali sobie doskonałą okazję. Dawid Błanik dostał świetne podanie w tempo, zagrał płasko do Wiktora Długosza. Zapachniało golem, lecz na drodze do bramki stanął Maciej Wolski i zablokował to uderzenie. Termalica szybko odpowiedziała, o wiele skuteczniej. Maciej Ambrosiewicz posłał długie podanie w stronę Sergio Guerrero. Hiszpan przyjął piłkę i zagrał do Damiana Hilbrychta. Najczęściej asystujący piłkarz poprzedniego sezonu Betclic 1 Ligi bez dłuższego namysłu huknął na bramkę i piłka od poprzeczki wpadła do bramki. Jak strzelać pierwszego w karierze gola w Ekstraklasie, to właśnie w takim stylu!
Korona próbowała odpowiedzieć jak najszybciej. Kilka minut po straconej bramce ekipa z Ziemi Świętokrzyskiej zepchnęli przeciwnika do defensywy i uzyskali optyczną przewagę. Niewiele jednak z tego wynikało. Korona strasznie się męczyła z przodu. Termalica za to miała konkretniejsze okazje. W 22. minucie piłka znalazła się pod nogami Wolskiego. Od bramki dzieliły go może z 3 metry. Tak, nie trafił. Potem groźnie uderzył Kubica, ale refleksem błysnął Xavier Dziekoński. W końcu Korona również zagroziła, w 27. minucie. Będący w dobrej formie Dawid Błanik uderzył w kierunku dalszego słupka. Wolałby jednak trafić obok, a nie w niego. Piłka odbiła się od słupka i ostatecznie wylądowała w rękach Miłosza Mleczki. Nareszcie przyszedł ciekawy moment i wymiana ciosów.
Mierna Korona, ale tylko do przerwy
Po 30 minutach intensywnego grania tempo wyraźnie spadło. Trudno się piłkarzom, większość nie byłaby w stanie biegać tyle w 30-stopniowym upale. Korona wciąż przeważała w tym meczu, ale za nic nie była w stanie przekuć tego przynajmniej na gola wyrównującego. Korona próbowała grać kombinacyjnie, ale bardziej zmyleni wydawali się sami kielczanie, niż przeciwnicy. Jacek Zieliński, choć spokojnie obserwował ten mecz, na pewno miał swoim podopiecznym w przerwie parę gorzkich słów na temat ich gry. W końcu oddali aż 11 strzałów w pierwszej połowie (Termalica 4, dla porównania) i nie zrobili z tego żadnego pożytku.
I zadziałało! Ledwie słonie na stadionie Termaliki skończyły ryczeć, a już Korona doprowadziła do remisu. Zrobiło się zamieszanie w polu karnym po wrzucie z autu autorstwa Nono. Piłka odbiła się od Marcela Pięczka, a potem z pierwszej piłki uderzył Dawid Błanik. 28-latek znowu trafił w słupek, lecz tym razem na tyle szczęśliwie, że od niego futbolówka zatrzepotała w siatce. To już 4. gol Błanika w tym sezonie Ekstraklasy. Jego znaczenie dla Korony ciężko przewartościować. A wkrótce potem Termalica była wirtualnie już bez choćby punktu. W 52. minucie Tamar Svetlin przedarł się przez obronę w pole karne, lecz nie utrzymał piłki w posiadaniu. Bezpańska futbolówka dotoczyła się pod nogi Bartłomieja Smolarczyka, który wyprowadził Koronę na prowadzenie.
Pierwsze od prawie 6 miesięcy wyjazdowe zwycięstwo kielczan!
Korona wcale nie chciała, aby gol Smolarczyka był w tym spotkaniu jej ostanim słowem. Konsekwentnie atakowała i naciskała na przeciwnika, który nie wiedział, jak jej odpowiedzieć. Kielczanie mieli wszystko pod kontrolą i nic nie wskazywało na to, że może być inaczej. Beniaminek zaczął się budzić dopiero po około godzinie gry, lecz to wciąż było zdecydowanie za mało. W 66. minucie Antonin mógł skarcić Termalikę już po raz trzeci. Mleczko popełnił błąd, który mógł być katastrofalny w skutkach. Na szczęście dla niego, Hiszpan w koncertowy sposób zmarnował taką okazję. Bo jak inaczej powiedzieć, skoro nie trafił do pustej bramki? Po koledze z Półwyspu Iberyjskiego potem poprawił Konrad Matuszewski. Bramkarz gospodarzy poradził sobie ze strzałem Błanika, ale przy dobitce był już pozbawiony jakichkolwiek szans.
Termalica mogła jeszcze nawiązać kontakt, za sprawą Andrzeja Trubehy. Podopieczny Marcina Brosza uderzył i trafił w obrońcę, lecz Dziekoński nie dał się oszukać. 3 minuty później znowu się zagotowało w polu karnym Korony i Termalica ponownie miała szansę wrócić do walki. Od straty gola Koronę uratował Pięczek, wybijając piłkę z linii bramkowej. Kielczanie ani myśleli odpuszczać gospodarzom. Mało tego, sami jeszcze szukali okazji na podwyższenie prowadzenia.
Ostatecznie wynik do końca nie uległ zmianie i Korona nie zdołała wcisnąć piłki do bramki po raz czwarty. Podopieczni Jacka Zielińskiego w pełni zasłużenie wygrali ten mecz. Niemniej jednak mogli wymierzyć Słoniom znacznie większy wymiar kary, bowiem ich nieskuteczność w pierwszej połowie była wprost porażająca. Przyjezdni z Ziemi Świętokrzyskiej zdominowali gospodarzy i mieli nieporównywalnie więcej okazji bramkowych. Na domowe zwycięstwo Termalica jeszcze musi trochę poczekać. Dzięki tej wygranej Korona wskoczyła na 4. miejsce w tabeli, Termalica zaś spadła na 7. pozycję.