Jak Newcastle odmieniło sezon?

5 punktów, 0 zwycięstw, 19. miejsce w tabeli z identyczną liczbą punktów, co ostatnie Norwich i 24 stracone bramki – tak wyglądał bilans Newcastle, kiedy zespół obejmował Eddie Howe. Jak to możliwe, że nowemu trenerowi udało się wyciągnąć zespół z dołka i sezon zakończyć na 11. miejscu z większą przewagą nad strefą spadkową (14 pkt) niż stratą do miejsc pucharowych (7 pkt)? Oczywiście duża w tym zasługa nowych właścicieli klubu, którzy zimą nie szczędzili pieniędzy na wzmocnienia, ale sama praca Eddiego Howe’a również musi budzić szacunek.

REKLAMA

Dramatyczny start Newcastle

Największym problemem, z którym zmagało się Newcastle od początku sezonu była defensywa. Co mecz mogliśmy powtarzać te samą śpiewkę – tak broniąc utrzymanie w Premier League graniczy z cudem. Po pierwsze, zespół był fatalnie zorganizowany w tyłach, a po drugie – zwyczajnie brakowało jakościowych zawodników. Steve Bruce na początku sezonu ustawiał zespół w systemie z piątką obrońców, a w środku defensywy było istne zamieszanie. Rzućmy okiem na zestawienie tej formacji za kadencji Bruce’a.

  • West Ham – Krafth, Fernandez, Clark
  • Aston Villa – Schar, Lascelles, Fernandez
  • Southampton – Schar, Lascelles, Fernandez
  • Manchester United – Hayden Lascelles, Clark
  • Leeds – Hayden, Lascelles, Clark
  • Watford – Fernandez, Clark (zmiana formacji)
  • Wolves – Fernandez, Clark

Jedynym „pewniakiem” był Jamaal Lascelles, ale u niego troszkę szwankowało zdrowie, a resztę – można było odnieść wrażenie – Bruce dobierał losując. To zresztą nie tylko znak charakterystyczny dla tego sezonu, ale generalnie całej jego kadencji na St. James’ Park. Ciągłe zmiany ustawienia pomiędzy trójką i czwórką obrońców oraz brak żelaznego duetu stoperów, który wypracowałby automatyzmy. W efekcie w 7 meczach stracili 16 goli i razem z Norwich zdecydowanie odstawali od reszty, jeśli chodzi o poziom defensywy.

Tymczasowy okres, w którym zespół prowadził asystent Steve’a Bruce’a Graeme Jones potwierdził tylko, że warunki na St. James’ Park są bardzo trudne. Jones zaczął od gry czwórką obrońców, ale po jednej próbie wrócił do trójki. Newcastle miało problem – w kadrze nie było jakościowych stoperów, aby zmieścić razem aż trzech na boisku, ale kiedy system zmieniał się na czterech z tyłu – to tracili na tym boczni obrońcy. Ritchie i Murphy całkiem przyzwoicie spisywali się w roli wahadłowych, ale na bokach obrony ich braki w defensywie były często wykorzystywane (dlatego też Murphy’ego przy zmianie ustawienia zastępował również co najwyżej przeciętny Manquillo).

Eddie Howe miał natomiast na kim budować atak.

Callum Wilson i Allan Saint-Maximin. Tych dwóch zawodników ciągnęło ofensywę Srok i aż strach pomyśleć, w jakim miejscu znajdowałby się zespół, gdyby nie oni. Anglika we wrześniu z gry wykluczyła kontuzja, ale i tak dorobek 4 goli w 7 meczach w momencie, kiedy Eddie Howe przejmował zespół prezentował się okazale. Atuty Allana Saint-Maximina większość kojarzy. To przede wszystkim świetny i efektowny drybler. Wówczas jego popisy wreszcie zaczęły przynosić zespołowi pożytek. Newcastle jednak w żadnym stopniu nie przypominało drużyny. Kiedy klub podpisywał kontrakt z Howem – Sroki w 11 meczach zdołały strzelić zaledwie 4 gole bez udziału Wilsona lub Saint-Maximina. W ofensywie był to zespół indywidualności, w defensywie – pomieszanie z poplątaniem.

Pierwsze tygodnie pracy Eddiego Howe’a nie zwiastowały metamorfozy, którą niedługo miał przejść zespół. Po pierwszych trzech meczach na ławce trenerskiej angielskiego szkoleniowca Sroki przedłużyły serię meczów bez zwycięstwa do czternastu. A historia mówiła jasno – żaden zespół, który tak długo czekał na pierwsze zwycięstwo nie utrzymał się w Premier League. Przy Newcastle trzeba było jednak dać gwiazdkę i zostawić dopisek o zmianach, które nadeszły w trakcie sezonu. Podczas październikowej przerwy na reprezentację klub przejęli szejkowie z Arabii Saudyjskiej, którzy mieli zainwestować w zespół ogromne środki. Cała piłkarska Anglia czekała więc na styczeń i okienko transferowe, które miało być punktem zwrotnym w walce o utrzymanie.

Newcastle przebudziło się w 2022 roku

Eddie Howe wcale nie zmieniał dużo w składzie na początku swojej pracy. W większości trzymał się tych zawodników, którym zaufał na samym starcie. Wyszedł z założenia, że najważniejsze jest zgranie zespołu i dyscyplina taktyczna. Znaczące sygnały poprawy w grze Newcastle było już widać tuż przed otwarciem styczniowego okienka transferowego w zremisowanym spotkaniu z Manchesterem United. W zespole była dawno nie widziana werwa i energia. Wprawdzie zaraz potem przyszła porażka w Pucharze Anglii z 3-ligowym Cambridge United, ale wzmocnieni dwoma zimowymi nabytkami – Woodem i Trippierem – zdołali skutecznie odpowiedzieć remisując z Watfordem i pokonując Leeds, po czym nastała przerwa międzynarodowa.

Można odnieść wrażenie, że takie ułożenie terminarza było bardzo na rękę dla Newcastle. W czasie, kiedy zaległości w kwalifikacjach do mundialu w Katarze odrabiały reprezentacje Ameryki Południowej i Północnej, a w Afryce rozgrywano Puchar Narodów Afryki menedżerowie w angielskich klubach mogli z zespołem spokojnie przećwiczyć pewne rzeczy w treningu podczas dwutygodniowej przerwy. Największym beneficjentem takiego scenariusza był właśnie Eddie Howe. Angielski szkoleniowiec dostał dodatkowy czas (którego w każdym innym sezonie by nie miał), aby odpowiednio wprowadzić nowe nabytki do zespołu. Na efekty nie trzeba było długo czekać. W następnych 6 spotkaniach Newcastle zdobyło 16 punktów i uciekło od strefy spadkowej.

Nowe nabytki szybko znalazły wspólny język z zespołem.

Przede wszystkim – uszczelniono defensywę. W ostatni dzień okienka transferowego Newcastle sprowadziło Dana Burna z Brighton i wypożyczyło Matta Targetta z Aston Villi. Nie rzucili się na głośne nazwiska, a postawili na znane i sprawdzone w Premier League twarze. W walce o utrzymanie było to racjonalne podejście. Z miejsca do składu wskoczył też Kieran Trippier i – pod nieobecność Calluma Wilsona wywołaną kontuzją – Chris Wood. Jedynym zawodnikiem, którego Howe wprowadzał powoli był ten najgłośniejszy i najdroższy transfer – Bruno Guimaraes. Były gracz Lyonu podczas przerwy międzynarodowej przebywał jednak na zgrupowaniu reprezentacji Brazylii, więc to tłumaczyłoby wyżej przytoczoną teorię.

Pierwszy mecz w 2022 roku Newcastle przegrało dopiero 13 marca (0:1 z Chelsea). Jedynym zespołem, który dłużej utrzymywał status niepokonanego w Premier League w obecnym roku kalendarzowym jest Liverpool. Znakomitą serię wyników Newcastle zawdzięczało przede wszystkim defensywie. Zespół Eddiego Howe’a praktycznie nie tracił bramek, a jeśli już – to zwykle padały one po stałych fragmentach gry. Kiedy Anglik obejmował Newcastle największe znaki zapytania pojawiały się właśnie w kontekście defensywy. W Bournemouth stworzył fajny, ofensywny zespół, ale nigdy nie charakteryzowała ich szczelna defensywa. A przecież tego najbardziej potrzebowało Newcastle. Nad rzeką Tyne Eddie Howe stał się jednak innym trenerem.

REKLAMA

Jego zespół imponuje znakomitą organizacją w defensywie. W odpowiednich momentach zakłada wysoki pressing, świetnie przesuwa się w średnim bloku i jest bardzo kompaktowy. Newcastle często wręcz z premedytacją oddaje piłkę przeciwnikowi i czeka na okazję po odbiorach. Średnio 39,7% posiadania futbolówki za kadencji Howe’a to czwarty najniższy wynik w tym okresie. Ale nie ma się czemu dziwić. W końcu gra bez piłki to element, który wyróżnia obecną ekipę Srok.

Jak dużą rolę w sukcesie Newcastle odegrały pieniądze?

W drugiej połowie sezonu (czyli w 19 ostatnich kolejkach) Newcastle zdobyło 38 punktów. Lepiej w tym aspekcie wypadają tylko Liverpool i Manchester City. Oprócz jednej wpadki z Evertonem wykładali się tylko na tych najsilniejszych (Chelsea, Tottenham, Liverpool, Man City). Ogrywanie rywali z niższej półki lub na podobnym poziomie opanowali do perfekcji. Oczywiście, tak dobre wyniki nie byłyby możliwe, gdyby nie zimowe wzmocnienia, ale czy zawodnicy, którzy przychodzili naprawdę byli aż taką gwarancją jakości. Przyjrzyjmy się:

  • Kieran Trippier – najbardziej doświadczony i najpewniejszy transfer. Z miejsca wniósł mnóstwo jakości (strzelił nawet dwa gole), ale w czwartym meczu złapał kontuzję. Wrócił dopiero pod sam koniec sezonu
  • Bruno Guimaraes – kiedy wywalczył sobie skład pokazał dlaczego zimą interesowały się nim większe kluby. Niemniej jednak, podczas kluczowej serii zwycięstw dla utrzymania w lidze siedział na ławce.
  • Chris Wood – transferowy niewypał. W 15 startach strzelił 2 gole. Grał, bo musiał. Kiedy Wilson wrócił do zdrowia różnica w tym, co obaj napastnicy mogą zaoferować zespołowi była ogromna.
  • Dan Burn i Matt Targett – zbiorczo, ponieważ obaj byli kluczowymi zawodnikami. Przygody w ich poprzednich klubach jasno jednak sugerują, że są to co najwyżej zawodnicy solidni, żadne game-changery dla klubów środka tabeli.

Podsumowując – Eddie Howe dostał solidne narzędzia do walki o utrzymanie, ale wyniki, które wykręcił z tym składem są grubo ponad stan. Z Dana Burna, Matta Targetta, czy Emile’a Kraftha zastępującego na prawej obronie Kierana Trippiera uczynił niesamowicie pewne punkty defensywy. Sprawił, że regularnie trafiali do siatki bez najlepszego strzelca zespołu, Calluma Wilsona. Zrobił z Joelintona, czyli napastnika, na którym każdy postawił już krzyżyk pomocnika box-to-box. To są elementy, za które fani Newcastle powinni zgotować Eddiemu Howe’owi owacje na stojąco.

Obserwuj autora na Twitterze i Facebooku

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    107,521FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ