GÓRNIK ZABRZE W FINALE! Zawisza nie powstrzymał ekstraklasowicza

Zawisza Bydgoszcz – trzecioligowa drużyna – awansując do finału mógłby napisać piękną historię. Górnik Zabrze nie pozwolił na taki futbolowy romantyzm, choć i on miał o co grać. Ostatni finał Pucharu Polski grał na początku XXI wieku, a samo trofeum wznosił w 1972 roku. Wystarczyło jednak ściągnąć na ławkę trenerską specjalistę od wygrywania krajowych pucharów i udało się wywalczyć przepustkę do ostatniej fazy.

Michal Gasparik jako trener Spartaka Trnava trzy razy zdobywał Puchar Słowacji. Teraz stanie przed szansą dokonania tego czynu po raz pierwszy w Polsce. Losowanie par półfinałowych dla Zabrzan było bardzo szczęśliwe. Zawisza Bydgoszcz na papierze jawił się jako najłatwiejszy z rywali, choć przypisywanie sobie zwycięstwa przed meczem mądrym pomysłem nie było.

REKLAMA

Do 1/2 finału Bydgoszczanie doszli eliminując GKS Tychy, GKS Wikielec, Wisłę Kraków oraz Chojniczankę Chojnice. Z pewnością ich największym atutem było granie przed własną publicznością, która i w starciu z Górnikiem dopisała. Pełny stadion był jednak świadkiem końca tej pucharowej przygody, gdyż to właśnie Górnik Zabrze dopisał sobie kolejną zwycięską potyczkę.

Nie można powiedzieć, że Zabrzanie do gry na średniej jakości boisku nie byli przyzwyczajeni. Zimowa pogoda nie szczędziła przecież płyt ekstraklasowych, a więc i w Bydgoszczy trudno było oczekiwać dywanu. Od samego początku widać było, że podopieczni Gasparika mają problemy z panowaniem nad piłką. Nawet świetny technicznie Patrik Hellebrand miał trudności z okiełznaniem ochoczo podskakującej futbolówki.

Górnik Zabrze walczył z rywalem i… nierówną murawą

Długo trwało przez to osiąganie odpowiedniego rytmu gry, bez którego Zawisza stanowił bardzo trudną przeszkodę. Bydgoszczanie cierpliwie oczekiwali na wyższe wyjścia rywala, a następnie szukali swoich szans w fazach przejściowych. Brakowało jednak jakości indywidualnej. Górnik Zabrze najwięcej akcji tworzył po prawej stronie boiska, gdzie z dużą chęcią w pojedynki jeden na jeden albo jeden na dwa wchodził Paweł Olkowski. Kluczem była jednak ruchliwość Lukasa Sadilka, który operował na całej szerokości boiska i zbiegając do bocznej strefy tworzył potrzebną przewagę. Gola, który dał przyjezdnym więcej spokoju zdobył właśnie Czech, choć w oficjalnym protokole jako zdobywca widnieje Yvan Ikia Dimi. Piłka bowiem po uderzeniu Sadilka odbiła się od czubka buta francuskiego skrzydłowego i całkowicie zmyliła stojącego w bramce Michała Oczkowskiego.

Nie byłoby wyjścia na prowadzenie bez niekonwencjonalnego zagrania od Jarosława Kubickiego. Górnik grając po obwodzie i szablonowo nigdy nie zdołałby zaskoczyć skutecznie broniących własnej bramki Bydgoszczan.

Gol dał dużo pewności siebie piłkarzom ze Śląska, którzy już nie musieli usilnie starać się pchać piłki do przodu. Szans w tym meczu i tak mieliśmy jak na lekarstwo. Na kolejny groźniejszy strzał czekaliśmy aż do 55. minuty, gdy w polu karnym z piłką znalazł się Sondre Liseth. Wystawiona noga defensora zapobiegła jednak zmianie wyniku. Doskonałą szansę po szybkim wyjściu zmarnował także po wejściu na boisku Kamil Lukoszek. Bramki, która dałaby już pewność wygranej, Górnik zdobyć nie potrafił. Zawisza rzadko się odgryza, ale jedna sytuacja mogła diametralnie zmienić panujący na boisku stan rzeczy. W końcówce kibice zgromadzeni na trybunach myśleli, że po strzale z rzutu wolnego Wojciecha Szumilasa piłka wpadła do bramki Marcela Łubika, ale ta wylądowała na bocznej siatce.

Górnik Zabrze wygrywa z Zawiszą Bydgoszcz skromnie, ale najważniejsze jest to, że zagra w finale Pucharu Polski. 2 maja zmierzy się na Stadionie Narodowym ze zwycięzcą pary Raków Częstochowa – GKS Katowice.

Zawisza Bydgoszcz – Górnik Zabrze 0:1 (Ikia Dimi 32′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    145,994FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ