REKLAMA

Gigi Meroni – tragiczna historia skandalisty z Torino

4 Maja 1949 roku na wzgórzu Superga miała miejsce tragedia. Tego feralnego dnia, samolot z zespołem Torino na pokładzie rozbił się o mury bazyliki. Wszyscy pasażerowie zginęli, a razem z nimi “Grande Torino”, wygrywające wszystkie ostatnie scudetto i stanowiące trzon reprezentacji Włoch. Mało wie jednak, że to niejedyna tragiczna śmierć w historii klubu z Piemontu. Niecałe 18 lat później nastąpił drugi akt koszmaru – śmierć Gigi Meroniego.

Meroni przyszedł na świat w 1943 roku w Como. To miasto tuż przy granicy ze Szwajcarią, znajdujące się nad malowniczym jeziorem o tej samej nazwie. Gdy miał dwa lata, stracił ojca. W związku z tym chłopcem i jego rodzeństwem zajmowała się samotna matka. W konserwatywnych Włoszech lat powojennych Gigi był wychowywany ascetycznie. Młody chłopak buntował się przeciwko takiemu stylowi życia. Szybko poszedł do pracy, którą łączył z hobby, jakim była piłka nożna. W wieku 18 lat dołączył do grającego w Serie B Calcio Como. Wyróżniał się tam na tyle, że szybko został zauważony przez większe kluby.

Pierwsza zgłosiła się po niego Genoa. W klubie z Ligurii grał w latach 1962-64 i niemal od razu stał się ulubieńcem trybun. Kibice pokochali go za jego niemal poetycki styl gry. Na prawym skrzydle mijał obrońców z dziecinną łatwością, a jego bramki często były niezwykłej urody.

Gigi zamieszany był w aferę dopingową. Po skończonym sezonie zawodników obowiązywały obowiązkowe testy antydopingowe. Jedne źródła mówią, że Meroni nie stawił się w hotelu, w którym odbywały się badania. Inne z kolei mówią o wykrytej amfetaminie w jego organizmie. Wiadomym jest, że został ukarany pięcioma meczami zawieszenia w następnym sezonie.

Meroni był wolnym duchem

W katolickiej Italii uchodził za skandalistę. Z wyglądu przypominał hippisa. Nosił dosyć długie włosy i zarost, co w czasach Che Guevary brano za symbol rewolucyjny. Gdy otrzymał powołanie do włoskiej kadry B, trener nalegał, aby obciął włosy, co spotkało się z kategoryczną odmową. Fryzura Meroniego przyprawiła mu wiele przydomków takich jak: Cygan, Calimero czy Włóczęga. Poza fryzurą młody reprezentant Włoch szokował także strojami. Nosił ekstrawaganckie kapelusze i krzykliwe garnitury, a także okulary przeciwsłoneczne na samym czubku nosa.

W życiu prywatnym również lubił zadziwiać. Żył na tzw. kocią łapę z mającą polskie korzenie Cristianą Uderstadt. By uniknąć skandalu, przez długi czas utrzymywał, że kochanka, z którą mieszka, to tak naprawdę jego siostra. Gdy Cristiana wyszła za mąż, Meroni zaczął przyjmować w sowim mieszkaniu nowe sympatie.

Malował, słuchał jazzu, tańczył, szokował. Gdy prasa z rodzinnego Como skrytykowała go, wymyślił powód, aby jeszcze bardziej podgrzać medialną atmosferę. Razem ze swoim przyjacielem Polettim spacerował po głównym rynku Como z kurą na smyczy, by później zabrać ją nad jezioro, gdzie usiłował włożyć na nią strój kąpielowy.

Torino, strajki i tragiczny wieczór

Pozaboiskowe ekscesy nie przeszkodziły w zmianie klubu. Dobra gra sprawiła, że zainteresowało się nim Torino, ciągle próbujące pozbierać się po tragedii z Supergi. Kibice pokochali go podobnie szybko jak w Genui. Grał z opuszczonymi getrami, miał chude nogi i wdzięczny styl biegu. Dzięki temu fani nadali mu przydomek La Farfalla Granata – Kasztanowy Motyl. By go zatrzymać, defensorzy rywali posuwali się często do faulu. Jego gol na San Siro w 1967 roku dał zwycięstwo Torino nad Interem, który nie przegrał domowego spotkania od ponad trzech lat. Il Toro zaczęli odzyskiwać dawny blask, zajmując trzecie miejsce w lidze. Po Meroniego zgłosił się Juventus. Stara Dama wyłożyła na stół 750 milionów lirów. Kiedy informacja rozeszła się po mieście, fani Torino zaczęli protestować. Zagrozili nawet strajkiem w fabryce Fiata.

Tragiczny wieczór, 15 października 1967 roku. Torino odniosło zwycięstwo nad Sampdorią 4:2. Meroni razem z Polettim udają się świętować sukces na mieście. Mają do nich dołączyć ich dziewczyny (Cristiana dopiero co się rozwiodła i wróciła do Gigiego). Panowie nie czekają jednak na ulicy. Postanawiają pójść do baru Zambon. Przebiegają przez jezdnię w nieoświetlonym miejscu, bez pasów dla pieszych, bez sygnalizacji. Ignorują niebezpieczeństwo. Nadjeżdżający samochód lekko zahacza Polettiego. Meroni ma już dużo mniej szczęścia. Fiat 124 Coupe wyrzuca go na przeciwny pas ruchu, gdzie wjeżdża w niego inny samochód, który przeciągnie go jeszcze 50 metrów. Gdy wezwana karetka nie przyjeżdża na miejsce wypadku, świadkowie postanawiają zawieźć rannego do szpitala. Lekarz wstępnie stawia diagnozę – Gigi przeżyje, ale nie zagra więcej w piłkę. Niestety, wysiłki lekarzy idą na marne. O godzinie 22:40 Meroni umiera, mając zaledwie 24 lata.

Wielka żałoba oraz “prezes morderca”

W uroczystościach pogrzebowych wzięło udział ponad 20 tysięcy osób. Ceremonię pogrzebową odprawił Don Francesco Ferraudo, czym naraził się wielu osobom za pogrzeb jawnego grzesznika. W jednej z gazet napisano później “Cały Turyn płakał po Meronim”.

Tydzień po pogrzebie Torino zagrało mecz derbowy z Juventusem przy niemal milczących trybunach. Przy prawej stronie boiska zajmowanego przez il Granata rozsypano kwiaty. Il Toro wygrali derby 4:0. Do tej pory jest to najwyższe zwycięstwo nad Starą Damą w historii.

Ogrom tragedii dopełnia fakt, że jednym z kierowców był wielki kibic Torino. Nazywał się Attilio Romero, miał 19 lat i dopiero co otrzymał prawo jazdy. Jego ulubionym piłkarzem był właśnie Gigi Meroni, którego obserwował z trybun kilka godzin wcześniej. Attilio posiadał karnet na wszystkie mecze Il Granata, a w pokoju – obok wielkiej flagi Byków – wisiał plakat Meroniego. Podobno w samochodzie woził nawet zdjęcie swojego idola. Romero nosił także podobną fryzurę do swojego ulubieńca i został nawet z nim kiedyś pomylony.

Policja, po przesłuchaniu świadków zdarzenia, orzekła, że wina leży po stronie poszkodowanych, nie kierowców, tym bardziej1 że żadne z aut nie przekroczyło dozwolonej prędkości. Chichot losu sprawił, że historia ta nie skończyła się w w dniu śmierci piłkarza. W roku 2000 Torino zaprezentowało nowego prezydenta. Został nim wieloletni kibic, a zarazem adwokat Fiata – Attilio Romero. Kibice, po słabych wynikach i widząc jak klub zmierza ku bankructwu, nazywali swojego prezesa mordercą.

Non omnis moriar

Historia Meroniego i emocje, jakie się z nią wiążą, żyją w kibicach Torino do teraz. Na jej kanwie powstawały piosenki, powieści, książki i artykuły prasowe. Do dziś na ulicy, gdzie Gigi został potrącony, znajduje się jego zdjęcie, pod którym ludzie składają kwiaty. W 2007 roku w obecności władz klubowych, Cristiany oraz kibiców odsłonięto pomnik poświęcony Meroniemu. Choć od jego śmierci minęło ponad 50 lat, to Gigi dalej żyje w pamięci kibiców, którzy cały czas skandują jego nazwisko.

REKLAMA
REKLAMA
PODOBNE
REKLAMA

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ

93,806FaniLubię
10,701ObserwującyObserwuj
539ObserwującyObserwuj
REKLAMA