Dlaczego Leicester rozczarowuje w tym sezonie?

Po dwóch sezonach, w których Leicester do ostatniej kolejki walczyło o pierwszą czwórkę w tym wyraźnie spuścili z tonu. Są na 12. miejscu w tabeli ze stratą ośmiu punktów do czwartego West Hamu. W porównaniu do poprzednich sezonów za Brendana Rodgersa, gdzie zawsze rozgrywki zaczynali z kopyta różnica jest kolosalna. Jak to się stało, że Lisy nagle popadły w przeciętność?

Leicester po 12. kolejkach w sezonach pod wodzą Brendana Rodgersa:
2019/20 – 2. miejsce w tabeli, 26 punktów, bilans bramek 29:8
2020/21 – 3. miejsce w tabeli, 24 punkty, bilans bramek 24:15
2021/22 – 12. miejsce w tabeli, 15 punktów, bilans bramek 16:21

Pozytywne sygnały latem

Wzrastająca konkurencja sprawiła, że przed sezonem mówiliśmy o możliwym zabetonowaniu pierwszej czwórki. Podobna szansa, jak przez dwa ostatnie lata miała się już dla Lisów nie powtórzyć. Spekulowaliśmy, że o zajęcie miejsca w TOP 4 będzie o wiele ciężej. Niemniej jednak, w klubie też mieli tego świadomość i zrobili wszystko, aby ponownie rzucić rękawicę czołówce. Dotychczas od mistrzowskiego sezonu King Power Stadium opuszczał w lecie co najmniej jeden kluczowy zawodnik. Świeżo po zdobyciu tytułu odszedł N’golo Kante. Za rok zespół stracił drugiego architekta środka pola, Danny’ego Drinkwatera. Kolejne okienka przyniosły stratę kolejno – Riyada Mahreza, Harry’ego Maguire’a i Bena Chilwella. Minionego lata Lisom udało utrzymać się wszystkich ważnych graczy. Najistotniejszymi zawodnikami, którzy odeszli byli Dennis Praet (na wypożyczenie) i 35-letni Christian Fuchs. Oboje rozegrali w minionym sezonie Premier League tylko nieco ponad 20% możliwych minut. Praktycznie żadna strata.

Ponadto działacze Leicester zadbali też o solidne wzmocnienia. Jednym z głównych czynników braku miejsca gwarantującego grę w Lidze Mistrzów w poprzednich dwóch latach była dość wąska kadra, która objawiała się przy kontuzjach piłkarzy pierwszego wyboru. Tego lata na King Power Stadium zostali sprowadzeni król strzelców ligi austriackiej, Patson Daka; środkowy pomocnik Boubakary Soumare; skrzydłowy Ademola Lookman (wypożyczenie), który rozegrał przyzwoity miniony sezon w barwach Fulham oraz dwóch obrońców Southampton sprawdzonych na poziomie Premier League – Vestergaard i Bertrand. Kadra została odpowiednio wzmocniona i zabezpieczona na grę na krajowym i europejskim podwórku. Pozytywnym sygnałem było zwycięstwo w meczu o Tarczę Wspólnoty z Manchesterem City jeszcze przed startem ligi, ale potem było już tylko gorzej.

Leicester ma jedną z najgorszych defensyw w Premier League

Przyczyn w takim stanie rzeczy należy w pierwszej kolejności upatrywać w defensywie. Leicester w tym sezonie we wszystkich rozgrywkach zachowało tylko dwa czyste konta. W meczu 1. kolejki Premier League przeciwko Wolves oraz w Pucharze Ligi z Milwall. Czyli tak naprawdę od trzech miesięcy nie zagrali na zero z tyłu z nikim poważnym. Więcej straconych bramek w lidze mają tylko Norwich i Newcastle, czyli zespoły okupujące strefę spadkową. Jeśli zagłębimy się w bardziej szczegółowe statystyki to obraz Leicester wypada nieco lepiej. Wprawdzie mało kto dopuszcza rywali do większej liczby strzałów, strzałów celnych i strzałów z pola karnego, tak uderzenie te często są z niezbyt groźnych pozycji, dlatego też w statystyce przewidywanych goli traconych (xGC) są w środku tabeli (11. miejsce).

Jeśli różnica pomiędzy bramkami oczekiwanymi, a rzeczywistymi na dość długim dystansie, jakim jest 12 kolejek jest tak wysoka to albo zespół ma pecha, bo rywale są wybitnie skuteczni albo bramkarz zawodzi. W przypadku Lisów chodzi raczej o tą drugą opcję. Kasper Schmeichel od początku sezonu nie jest w formie. Jego skuteczność interwencji wynosi 69,4%, a xG prevented -5,90. Najprościej rzecz ujmując – oznacza to, że Duńczyk w tym sezonie przepuścił prawie 6 goli więcej niż „powinien”.

Mimo wszystko nie można obwiniać tylko Schmeichela za tak dużą liczbę traconych bramek. Cała linia obrony przyczynia się do tego w może nawet większym stopniu. Ich słabą dyspozycję na początku sezonu tłumaczono kontuzjami Evansa, Fofany i Justina (dodatkowo w 4 meczach nie mógł zagrać Ricardo Pereira). Ten pierwszy już wrócił, ale kłopotów rozwiązać nie zdołał. Francuz nadal się rehabilituje i być może wspólnie stworzą solidny duet stoperów. Bo na razie żaden z kolegów nie pokazał, że jest środkowym obrońcą zasługującym na grę na poziomie Premier League. Amartey nigdy takim nie był, Soyuncu jakiś czas temu przestał być, a Vestergaard chyba jeszcze potrzebuje czasu po transferze.

Brak jasnego planu

Wracając jeszcze na chwilę do letniego okienka transferowego – nowo sprowadzeni zawodnicy sprawili, że Leicester ewoluowało w stronę bardzo dużej elastyczności. Był to zrozumiały ruch ze strony działaczy, ponieważ w poprzednim sezonie Rodgers udowodnił, że potrafi żonglować systemami taktycznymi w zależności od planu na mecz. Teraz jednak to zadanie go przerasta. Jesteśmy już prawie w 1/3 sezonu, a dalej nie wiemy, jakie jest docelowe ustawienie Lisów. Brendan Rodgers próbował już w zasadzie wszystkiego. Czwórki i trójki obrońców, dwóch napastników i ustawienia bez skrzydłowych. W żadnym wariancie Leicester nie wyglądało na drużynę, którą oglądaliśmy w najlepszych okresach ubiegłych rozgrywek.

Wpływ na to ma również z pewnością forma poszczególnych zawodników. Kelechi Iheanacho wystrzelił na wiosnę, ale teraz – kiedy już dostanie szansę – nie potrafi nawiązać do tamtego czasu. Jamie Vardy miał serię goli, dzięki której jest wysoko w klasyfikacji strzelców, ale zwyczajnie zbyt często przechodzi obok meczów. Harvey Barnes również nie gra na swoim optymalnym poziomie, a dość spory zjazd – co przemknęło trochę niezauważone – zaliczył Wilfred Ndidi. Jedynym piłkarzem, który niezmiennie trzyma w tym sezonie wysoki poziom jest Youri Tielemans – obecnie kontuzjowany. Nic więc dziwnego, że Rodgers kombinuje i szuka zestawienia, w którym jego zespół odpali. Ciągłe zmiany jednak również nie wpływają korzystnie na dyspozycję poszczególnych zawodników.

Czy Leicester się podniesie?

Patrząc na poprzednie dwa sezony możemy zauważyć, że Leicester zawsze rozgrywało dużo lepsze pierwsze połowy sezonu, a wraz z nowym rokiem kalendarzowym uchodziło z nich powietrze. Czy w tym może być odwrotnie? Jeśli po kontuzjach wrócą Wesley Fofana i James Justin, a kluczowi zawodnicy wejdą na wyższe obroty to nie można wykluczyć takiego scenariusza. Jednakże, ciężko nie odnieść wrażenia, że dwukrotne wyłożenie się na ostatniej prostej w walce o TOP 4 wpłynęło bardzo negatywnie na zespół pod kątem mentalnym. Zasypało głowy piłkarzy myślami, że doszli już do ściany i wyżej nie podskoczą. To może być dla Leicester sezon przejściowy, który przygotuje zespół pod nowe otwarcie. Niekoniecznie z nowym menedżerem.

Obserwuj autora na Twitterze i Facebooku

REKLAMA
Paweł
Paweł
W szeregach Mistrzów od czerwca 2019. Najczęściej piszę o Premier League, ale od czasu do czasu staram się też podejmować inne tematy. Fan Arsenalu. Burnley - Watford to najlepszy sposób na spędzenie piątkowego wieczoru.
PODOBNE
REKLAMA
101,854FaniLubię
10,659ObserwującyObserwuj
576ObserwującyObserwuj

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ