W spotkaniu kończącym 30. serię spotkań Premier League, Chelsea pokonała u siebie Tottenham 1:0 po bramce Enzo Fernandeza. Emocje na Stamford Bridge trwały do ostatniego gwizdka. Gospodarze zagrali świetny mecz a bezdyskusyjnym MVP został Moises Caicedo.
Futbol na odpowiednich obrotach
Derby Londynu już od samego początku narzuciły szalone tempo. Na zegarze 1. minuta a Nicolas Jackson już był w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Piłka po zamieszaniu w polu karnym i rykoszecie van de Vena wylądowała na słupku. Niecałą minutę później dobrym kontratakiem, zakończonym strzałem Sona odpowiedzieli goście. Meczycho trwało w najlepsze. Grę prowadziła Chelsea. Gospodarze pokazywali się z bardzo dobrej strony, zupełnie odmiennej do swojej postawy w meczu ostatniej kolejki przeciwko Arsenalowi. Cały czas kreowali sobie okazje, kończące się na groźnymi strzałami min. Gusto, Sancho i Jacksona. Powrót do gry po przerwie tego ostatniego miał wyraźny wpływ na poczynania ofensywne The Blues. Dawno nie widzieliśmy tak solidnej w ataku Chelsea. W środku pola rządził i dzielił Moises Caicedo. Wygrywał pojedynki, dokładnie rozrzucał piłki i wyłuskiwał futbolówkę spod nóg rywali. Ciężko się nie zachwycać występami Ekwadorczyka. Gdyby nie obecność w drużynie Palmera, tytuł piłkarza sezonu miałby jednego kandydata.
📊 Moisés Caicedo made most tackles (4) and won most duels (7) in the first half against Tottenham. pic.twitter.com/IPtZmvMOvN
— Chelsea Stats (@ChelseaYW_) April 3, 2025
Pod koniec pierwszej połowy stuprocentową szansę zmarnował Jadon Sancho. Przed utratą bramki Tottenham uratowała genialna parada Vicario. Tottenham na ataki gospodarzy odpowiadał pojedynczymi kontrami i tworzył sobie umiarkowane zagrożenie. Spotkanie na Stamford Bridge mogło się podobać.
Zaczęło wpadać
Po wielu minutach dominacji, Chelsea w końcu dopięła swego. Gospodarze zaczęli drugą połowę najlepiej jak mogli, stawiajac kropkę nad i. 51. minuta, śliczne dośrodkowanie Cola Palmera i rasowe wykończenie głową Enzo Fernandeza. Gospodarze objęli zasłużone prowadzenie. 5 minut później piłkarze Tottenhamu mogli mówić o ogromnym szczęściu. Po długiej wideoweryfikacji, kapitalna bramka Moisesa Caicedo została anulowana. Uderzenie wolejem, z pierwszej piłki z 14. metra byłaby wisienką na torcie, pieczętującą fenomenalny występ pomocnika The Blues.
W 70 minucie wręcz bliźniacza sytuacja miała miejsce. Piłka tym razem znalazła się w bramce Chelsea. Wprowadzony ledwie kilka minut wcześniej Sarr zanotował jeszcze ładniejszą bramkę niż ta Caicedo. Piłka wpadła do siatki po bombie zza pola karnego. Lecz podobnie jak przy golu Caicedo, bramka po interwencji VAR została anulowana. Aż po ludzku szkoda, że dwie tak nietuzinkowej urody bramki zostały anulowane w tak świetnym meczu.
Końcówka meczu miała już bardziej wyrównany ton. Na setkę obronioną wcześniej przez Vicario odpowiedział Sanchez, który w 89. minucie świetnie zatrzymał strzał Sona z bliskiej odległości. W ostatnich minutach goście przejęli grę i próbowali wyrównywać, ale Chelsea udało się dociągnąć jednobramkowe zwycięstwo do końca.
Cel: Champions League
Enzo Maresca może być w pełni zadowolony ze swoich piłkarzy. Chelsea zagrała swój najlepszy mecz ligowy od dawna i nadal jest w grze o Ligę Mistrzów. Jeśli dopisze im szczęście i unikną kontuzji najważniejszych piłkarzy, z taką grą powinni wysoko skończyć w tabeli ligowej. W przeciwieństwie do walki o mistrzostwo, która wydaje się być przesądzona, batalia o miejsca w pierwszej czwórce zapowiada się niezwykle emocjonująco.